|
.::.
Wirtualny sport
Michał
"Mike L” Lisiecki
Sportem interesuję się od
dawna, dlatego też, kiedy poznałem wirtualny świat gier komputerowych moją uwagę
przykuły wszelkie gry, które odwzorowywały lepiej lub gorzej zmagania zawodników
na wirtualnym boisku. Wszystko zaczęło się jeszcze za zamierzchłych czasów,
kiedy zagrywałem się w pewną piłkę nożną na tzw. „grze telewizyjnej”. Mecze
pokazywane były „z góry”, co wygląda dzisiaj dość śmiesznie. Ale gierka
potrafiła wciągnąć na długie godziny, chociaż była bardzo łatwa – po osiągnięciu
pewnej wprawy wynik 30-0 nie był czymś niezwykłym. :-) Co zrozumiałe, na PeCeta
powstają gry o wiele bardziej zaawansowane technicznie, a wśród produkujących je
firm niepodważalnie królują Kanadyjczycy z Electronic Arts, a właściwe jego
pododdziału – EA Sports. Korzystając z okazji chciałbym opisać najciekawsze gry
sportowe, z jakimi miałem styczność w ciągu ostatnich kilku lat.
FIFA Football
Moją ulubioną grą jest bezsprzecznie FIFA, która ukazuje się regularnie
pod koniec roku, już od kilku lat. W każdą nową edycję tego najlepszego
symulatora piłki nożnej, jaki tylko powstał na PC, gram praktycznie przez cały
rok, aż do ukazania się nowej. Swoją przygodę z tą serią rozpocząłem w 1998
roku, kiedy to dorwałem w swoje ręce FIFA 98: Road to World Cup. Jak na tamte
czasy, był to po prostu genialny symulator piłki nożnej! Wszystko wydawało się
takie realne, jakby zostało żywcem przeniesione z prawdziwego boiska. Tak mi się
przynajmniej wydawało. :-) Główną atrakcją FIFY z numerkiem 98 była możliwość
rozegrania eliminacji i finałów Mistrzostw Świata we Francji. Każda następna gra
z serii nie przynosi może jakiś rewolucyjnych zmian, ale zawsze poprawie ulega
grafika, dopieszczane są różne elementy związane z systemem gry oraz
wprowadzonych zostaje sporo mniejszych zmian. Chociaż niektórzy narzekają na
wtórność każdej kolejnej FIFY (w końcu i tak wystawiają im wysokie oceny), ja
jednak uważam, że każda następna jest jeszcze bardziej grywalna i
satysfakcjonująca od poprzedniej. Gra się po prostu wspaniale, a to jest
przecież najważniejsze, prawda? Teraz, po przegranym meczu naszej „wspaniałej”
kadry, lubię dokopać przeciwnikowi „osobiście”, na wirtualnym stadionie. :-)
World Cup 98 oraz 2002 FIFA World Cup
Oprócz wydawania co roku nowej odsłony FIFY, EA Sports stara się
korzystać z dobrego momentu do robienia “piłkarskich” interesów, jakim bez
wątpienia jest czas rozgrywania piłkarskich Mistrzostw Świata i wypuszcza na
światło dzienne edycje specjalne swego dzieła. Różnią się one od zwykłej wersji
przede wszystkim możliwością rozegrania jedynie samych finałów, jednak klimat
tej najważniejszej imprezy piłkarskiej czuć na każdym kroku – począwszy od
efektownego intra, poprzez wygląd menusów, aż po zachowanie publiczności i
wygląd stadionów. EA Sports wypuściło także na rynek Euro 2000, jednak nie
miałem okazji zagrać w tę grę, więc nie będę wypowiadał się na jej temat.
NBA Live
Kolejną wydawaną co roku w nowej wersji, podobnie jak FIFA, jest seria
NBA Live. Jak łatwo się domyślić, ukazuje ona zmagania najlepszej ligi
koszykarskiej na świecie – amerykańskiej NBA. Wymusza to niestety bardzo małą
ilość dostępnych zespołów – w rozgrywkach ligi uczestniczy ich przecież jedynie
29. Można jednak dodatkowo rozegrać słynny mecz gwiazd pomiędzy wschodem i
zachodem, a także w niektórych wersjach wcielić się w najlepszych zawodników
danej dekady, np. lat 50 – tych. lub 90 – tych. Co ciekawe, grając np. drużyną z
lat 50 – tych, musimy liczyć się z wszystkimi tego konsekwencjami, np. brakiem
lini oznaczającej rzut za trzy punkty. W starszych edycjach gry, w czasie
weekendu gwiazd można było wziąć udział w konkursie rzutów za trzy punkty, co
dawało sporo radości, szczególnie kiedy grało się z kumplem przy jednym
monitorze. Niestety od edycji 2001 konkurs ten został zlikwidowany. A wielka
szkoda, bo było to coś innego od zwykłych meczów. Mniejsza ilość teamów
przyczyniła się do świetnego ich odwzorowania – stroje, hale i wszystko co
związane z zespołem jest bardzo przekonywające. Nawet trener, zasiadający na
wirtualnej ławce rezerwowych, przypomina tego prawdziwego! Jako ciekawostkę mogę
podać, że na górnej krawędzi tablicy do kosza umieszczono adres strony
internetowej klubu występującego w danej hali. Także zawodnikom nie można nic
odmówić. Jedynym minusem starszych gier z serii było to, że przez wiele lat,
kiedy Michael Jordan związany był kontraktem z Chicago Bulls, nie mógł
„występować” w NBA Live. Na szczęście od edycji 2000 problem ten przestał
istnieć. Dla prawdziwych maniaków ligi NBA nie lada gratką będzie na pewno
możliwość przejrzenia bardzo bogatych statystyk każdego zawodnika i zespołu,
które podają już fakty sprzed kilkunastu lat! Krótko mówiąc, jeżeli jesteś fanem
ligi NBA i masz komputer, to nie możesz przejść obok NBA Live obojętnie!
NHL Hockey
Przyszedł czas na przedstawienie trzeciego ze sztandarowych tytułów EA
Sports. Wydawanego oczywiście regularnie. :-) Tym razem gra symuluje rozgrywki
amerykańskiej ligi hokeja na lodzie. Oprócz trzydziestu zespołów ligowych, gracz
może poprowadzić do zwycięstwa także reprezentacje narodowe, co jest sporą
ciekawostką. Jest także nasza mało znana repreza, jednak nazwiska występujących
w niej graczy są nieprawdziwe, z wyjątkiem Mariusza Czerkawskiego i Krzysztofa
Oliwy, którzy grają w NHL. Zawodnicy noszą nazwiska typu Perzyna lub Cygan, jest
nawet Dudek, ale to chyba nie ten z Liverpoolu. ;-) Na szczęście w klubach grają
już prawdziwi zawodnicy, których, podobnie jak w serii NBA, opisano wieloma
statystykami i faktami z ich życia. Można dowiedzieć się na przykład, gdzie
urodził się Mariusz Czerkawski i w jakich klubach grał, także tych w Polsce. Na
szczególną uwagę zasługuje komentarz, który jest perfekcyjny. Dwaj sprawozdawcy
bardzo emocjonalnie reagują na wydarzenia mające miejsce na lodzie, a w czasie
przerw w grze opowiadają ciekawostki z życia zawodników i historii klubów. Nie
przedłużając, polecam tę grę nie tylko zatwardziałym fanom hokeja, lecz każdemu
graczowi lubiącemu szybką akcję i świetną zabawę.
Deluxe Ski Jump
Tak, ta gra to niewątpliwie fenomen, jakich niema za wiele. Została
stworzona przez pewnego Fina, w dodatku amatora, dobrych kilka lat temu, lecz w
Polsce osiągnęła doprawdy niesamowitą wręcz popularność dwa lata temu, kiedy to
swe umiejętności pokazał światu nasz najlepszy skoczek, Adam M. :-) DSJ to
oczywiście „symulator” skoków narciarskich, posiadający paskudną grafikę i
jeszcze gorsze dźwięki. Jednak ta gra wręcz poraża swoją grywalnością – gracz
stara się oddawać coraz dłuższe skoki, nie myśląc o stronie audio – wizualnej. I
to jest najważniejsze, gra ma przynosić przede wszystkim sporo zabawy i radości
z grania, a nie oszałamiać cudowna grafiką, o czym zapominają niestety twórcy
dzisiejszych „hitów” na dwa wieczory. :-( W DSJ, często nazywanym po prostu „Małyszem”,
grali (wiele osób gra zapewne dalej) wszyscy – w domu, pracy, szkole i gdzie
tylko stał jakiś wolny komputer. Dodatkowym atutem jest to, że gra mieści się na
dyskietce, a wymagania sprzętowe są na tyle minimalne, że program ruszy
praktycznie na każdym, nawet na nadającym się już tylko do oddania do muzeum,
sprzęcie. Powstało sporo stron WWW poświęconych DSJ, niesłabnącą popularnością
cieszą się także wszelkie plebiscyty i konkursy na najdłuższy skok na danej
skoczni. Ja najdłuższy skok oddałem na skoczni K-220 na Białorusi – 255 metrów.
Warto dodać, że ta amatorska gierka jest duuużo bardziej wciągająca od pewnego
komercyjnego produktu, wydawanego co roku i sygnowanego nazwiskiem Adama Małysza.
Tony Hawk’s Pro Skater
Co prawda nie lubię hip – hopu, ani tych kolesi w obwisłych spodniach,
ale gra o „desce” po prostu mnie oczarowała. Seria, promowana nazwiskiem
najlepszego ze skate’ów w USA – Tony Hawka, przywędrowała na nasze poczciwe
blaszaki prosto z tej dziwnej maszynki, zwanej PlayStation, ;-) ale co ciekawe,
dopiero od części drugiej. Nie wiem dlaczego autorzy gry nie zdecydowali się
przenieść jedynki na PC, ale wiem, że przez to nie miałem okazji się z nią
zapoznać. Na szczęście jednak dwójka jest. Tym, co najbardziej ujęło mnie w tej
grze jest niesamowita dynamika. Nie jest to może realistyczne, ale dzięki temu
rozgrywka naprawdę potrafi wywołać duże emocje. Wszystkie triki, które można
wykonać są autentyczne, jednak w przeciwieństwie do prawdziwego życia można
łączyć je w bardzo długie combosy i jeździć z zawrotną prędkością po dachach
budynków i po czym jeszcze dusza zapragnie. :-) Cała gra została podzielona na
tzw. skate – parki. Na każdym z nich należy wykonać określone zadania i zdobyć
odpowiednią liczbę punktów, aby odblokować dostęp do kolejnych plansz,
zawodników i desek. Na wszystko mamy oczywiście określoną ilość czasu – 2 min.,
ale próbować można ile się tylko chce. Za zdobyte pieniądze wypadałoby rozwijać
umiejętności swojego zawodnika, takie jak prędkość, równowaga itd. Co jakiś czas
organizowane są turnieje, w których trzeba zaprezentować własne umiejętności.
Chęć do gry wzmaga też genialna muzyka. I nie jest to wbrew pozorom hip – hop,
lecz mocne, gitarowe brzmienia. Jak już ktoś napisał, tutaj muzyki się nie
wyłącza.
Jakieś dwa lata później spragnieni fani otrzymali Tony Hawk’s Pro Skater
3, w którym poprawiono prawie wszystko, począwszy od rewelacyjnej grafiki,
poprzez zadania i triki, a kończąc na teraz już wprost genialnej grywalności.
Napisałem prawie wszystko, ponieważ uważam, że w dwójce muzyka była jednak
lepsza... O jakości tej serii świadczy również to, że żadna inna nie otrzymała
za wszystkie części oceny 10/10 w CDA.
PS. W kwietniowym CDA jedną z dołączonych do pisma pełnych wersji był
właśnie THPS2. Jeżeli ktoś jeszcze nie grał w tę niesamowitą grę, teraz ma
niebywałą okazję! Naprawdę warto.
Sydney 2000
Jak sam tytuł wskazuje, gracz miał okazję „osobiście” wziąć udział w
ostatniej, jak do tej pory, letniej olimpiadzie. Do wyboru było sporo
konkurencji, zarówno tych popularnych, typu sprint na 100 metrów, bieg przez
płotki, podnoszenie ciężarów czy skok wzwyż, jak i tych trochę mniej znanych –
kolarstwo halowe, strzelectwo. Oczywiście to tylko przykłady, dyscyplin do
wyboru było dość dużo. Niecierpliwy gracz mógł od razu wystąpić na olimpiadzie w
trybie Arcade. Najwięcej przyjemności przynosił jednak tryb olimpijski, w którym
ostateczny występ na tej prestiżowej imprezie trzeba było okupić wieloma
godzinami wyczerpującego treningu. I to dosłownie, ponieważ sterowanie znacznie
różniło się od tego znanego z innych „sportówek”. Tutaj, aby zawodnik zaczął
szybciej biec\płynąć\jechać, należało coraz mocniej uderzać w klawisze, a
naciskając w odpowiednim momencie klawisz akcji – wymusić na zawodniku wykonanie
danej czynność, np. skok przez płotek. Po długiej grze w Sydney 2000 palce od
rąk miały prawo odmówić posłuszeństwa. :-) Klawiatura zresztą też. Dość dużym
minusem, oficjalnej przecież gry minionej olimpiady, były nieprawdziwe nazwiska
i wygląd startujących zawodników.
I to by było na tyle. Przypominam, że wymienione tu gry są tylko moją
subiektywną opinią na temat najciekawszych gier sportowych i zdaję sobie sprawę,
ze pominąłem sporo interesujących tytułów sprzed kilku lub kilkunastu lat,
jednak nie miałem okazji przyjrzeć się im dokładnie, dlatego też nie
uwzględniłem ich w tym tekście. Wszelkie uwagi, opinie itd. proszę kierować na
mojego maila.
|