|
.::.
Winixa rozważania
Winix
Czym jest świat? Szarą
rzeczywistością, w której poruszamy się dzień w dzień bez celu, aż do śmierci.
Gdzieś zobaczymy staruszkę, gdzieś młodego mężczyznę, a gdzieś skina czy innego
z tych złych, który zaczyna wraz z gromadką kumpli zadzierać z tobą. Co masz
zrobić, rzucić się do ataku na dziesięciu kompletnie bez szans i z pewną wizytą
w szpitalu czy dać się dalej obrażać i odejść można powiedzieć wyśmianym i z
poczuciem że mogłeś im dołożyć.
Gry nie są takie, tam możesz robić, co chcesz rzucić się na tych
dziesięciu wygrać i rozwalić jeszcze tych pięćdziesięciu za ścianą. Możesz
poczuć, że jesteś mistrzem, że potrafisz wszystko, ty ustalasz zasady. Nie
musisz się martwić o to, że coś złego ci się stanie, a jednak przeżywasz
wszystko tak jak byś tam był, w grze. Czujesz luz, pewność siebie, poczucie
wyższości. W końcu możesz się od stresować po codzienności dnia w szkole, w
końcu możesz kogoś zabić tak by nikt nie ucierpiał. Odpowiedz sobie na pytanie
czy w prawdziwej rzeczywistości był byś w stanie zabić żywą istotę weźmy
człowieka po krótkiej sesyjce w Return to Castles Wolfensteina, ogromna
większość odpowie, że NIE!!! Tylko te dwie czy trzy osoby na całe miliardy
zabije kogoś, bo widział to w grze. Zwykły przeciętny człowiek o zdrowym umyśle
ma w głowie blokadę, która nie pozwala mu zabić bliźniego. Przeciętny człowiek
potrafi odróżnić dobro od zła, a gracz rzeczywistość od gry komputerowej.
Zdarzają się psychole, bo tylko tak ich można nazwać, którzy nie potrafią
odróżnić śmierci prawdziwej od tej z gry czy filmu, ale to są ludzie chorzy. Ja
jak myślę zdrowy na umyślę (to tylko przypuszczenie), za nic w świecie bym się
nie posuną do zbrodni, bo tak zrobił Duke Nukem. Mój umysł by na to nie
pozwolił, moja ręka z nożem w dłoni by się nie ruszyła, nie nacisnęłaby spustu,
nie potrafiłbym, co by mi ta druga istota nie zrobiła, nie jestem zawistny. Co
innego jest wziąć w garść pistolet, a co innego myszkę od komputera. Co innego
pociągnąć spust, a co innego kliknąć lewy przycisk. Na ekranie monitora leje się
krew i jestem do tego przyzwyczajony, a w rzeczywistości gdyby mnie ktoś pobił
do czerwonej mazi na pewno bym spanikował. Kupując nową grę nie myślę o tym, że
będę mógł zabić człowieka, ale o tym, że w końcu się od stresuje, zamknę się w
pokoju i znów wyżyje, żeby czasem nie zrobić jakiejś głupoty w szkole. Denerwuje
mnie tylko to, że brutalnością w grach zajmują się jakieś osoby, które nigdy nie
miały do czynienia z taką grą, właśnie tacy ludzie najbardziej je krytykują, bo
one nie bawią dzieci tylko uczą przemocy, jak zabijać. Śmierć ja widzę
codziennie na świecie, bezsensowne wojny, czy te bitwy prowadzą ludzie mający
komputer czy grający kiedyś w jakąś grę? NIE! Oni nigdy nie widzieli na oczy
czegoś takiego (przynajmniej większość), więc jak się nauczyli zabijać? Oni są
chorzy, wpajano im od dziecka, że śmierć to jedyne rozwiązanie. Czy wojny
prowadzą gracze komputerowi? To, czego nie zajmiecie się tamtymi ludźmi, tylko
bogu winnymi młodymi ludźmi, którzy po prostu chcą przez chwilę się rozerwać, a
później wrócić znów do szarej rzeczywistości dnia, do świata realnego, gdzie
możesz naprawdę kogoś skrzywdzić, gdzie jesteś świadomy, że to rzeczywistość, że
ten gość obok ciebie jest żywy, zrobiony z krwi i kości.
By gra się dobrze sprzedała musi wzbudzać kontrowersje, a by wzbudzała
kontrowersję muszą w niej być litry krwi, weźmy choćby hit z przed kilku lat
"Carmageddon", przecież reklamę zrobiły mu media, które uznały go za jedną z
najbrutalniejszych gier wszechczasów do następnych jeszcze bardziej brutalnych
gier jak choćby "Soldier of Fortune", "Alien vs Predator" i wiele, wiele innych.
Czy zwykły gracz przejmuje się widokiem krwi w grze, obawiam się że nie, wie że
ta krew nie jest prawdziwa, że człowiek który zginą też był stworzony przez
ludzi na komputerze, że broń z której strzelasz nie jest realna, świat w którym
się porusza podczas przycinania w Grand Theft Auto 3 jest jedynie nierealnym
obrazem rzeczywistości, został stworzony przez człowieka w studiu, nie jest
światem realnym, to zabawa.
|