|
.::.
W oczekiwaniu na Niego
Walter
Spojrzałem na właśnie
ukończone dzieło. Trzeba to przyznać- wyglądało, co najmniej imponująco. Wygląd
zmienił się nie do poznania, byłem z siebie prawie tak dumny, jak wówczas, gdy
po raz pierwszy wygrałem Ligę Mistrzów.
Musicie wiedzieć, że komputer mam tuż przy oknie, a do tego ten grzejący
kalafior... ekhm kaloryfer. Krzesło ma już swoje lata, ale wciąż jest trochę
zdatne do użytku, zresztą nic innego nie mam. Nie wiem czy pisałem, ale duma
mnie rozpierała! Może w końcu napiszę Wam dlaczego.
Otóż od dobrego tygodnia starałem się przygotować się na jego nadejście, a nie
było to łatwe, ale udało się, duma mnie rozpierała. Do krzesła przyczepiłem
nocnik, od nocnika do siedzenia prowadziła plastikowa rurka, w siedzeniu
wywierciłem otwór i wsadziłem do niego ową rurkę. Zrobiłem to tak, aby końcówka
- którą można zginać ja szczoteczkę Aquafersh- wystawała 20cm ponad siedzenie.
Wyjąłem wiszącego nade mną kwiata, zamiast niego wsadziłem trzy kroplówki:
pierwsza napełniona była tym, co niezbędne do życia- piwem, druga glukozą, a
trzecia dla odmiany piwem. Z każdej zwisała osobna rurka długości ok. dwóch
metrów. Każda docierała do klamki od okna, a następnie do końcówki parapetu po
wewnętrznej stronie mieszkania, rurki zakończone były oczywiście smoczkami. Z
mieszkania nade mną zwisał kranik, który otwiera drogę do kroplówek- to właśnie
stamtąd dociera do nich (kroplówek) piwo, glukoza i.. piwo. Monitor
przyozdobiłem kwiatami róży, nocna lampka zaopatrzona została w żarówkę dającą
delikatne niebieskie światło, z głośników wydobywały się dźwięki z przeboju Nany-
He's coming. Na obudowie od komputera leżało otworzone pozłacane pudełko, środek
wyłożony był gąbką i zabezpieczony tak, aby w żaden sposób zawartość pudełka nie
mogła zostać uszkodzona. Pudełko jednak pozostawało nadal puste, miało zostać
zapełnione dopiero wtedy, gdy On nadejdzie.
Czas spędzałem w sporym napięciu, bowiem czekałem na coś, co miało odmienić moje
życie. Jednak nie miałem pojęcia, kiedy On nadejdzie. Czas zabijałem na wiele
różnych sposobów: najczęściej było to piwo, a najrzadziej piwo, dla odmiany
zdarzało się jeszcze chwycić piwo. W Notatniku miałem już gotowe SMSy do różnych
osób, bo gdy On nadejdzie nie będę miał już na nic innego czasu. Znajomych
podzieliłem na dwie grupy:
- wierzących
- niewierzących
W zależności od tego, do której grupy należała osoba- takiego SMSa dostawała.
Tak, więc wierzący dostawał taką treść: "Zostałem nawiedzony- do zobaczenia...
kiedyś", zaś niewierzący otrzymywał taką treść: "Jestem chory na śpiączkę
Collyer'a". Oznaczało to dokładnie to samo, ale przecież nie mogłem tego napisać
wprost!
Po długim oczekiwaniu miałem objawienie podczas snu jednak, gdy się obudziłem
niczego nie było- to nie było to, na co czekałem. Po około miesiącu miałem
kolejne objawienie, tym razem po przebudzeniu coś pamiętałem, jednak wciąż nie
było to jeszcze to, na co oczekiwałem od kilkunastu miesięcy. W mojej pamięci
zostały tylko błędy, dziury, których nie mogłem zapełnić. Kilka dni później, a
mianowicie w ostatni dzień marca miałem kolejne objawienie. Teraz pamiętałem już
dosyć wiele, jednak nadal miałem niedosyt. Moje serce zaczęło obawiać się tego,
co miało dostać, a co się jemu bezsprzecznie należało. Wiedziałem już, że 7
kwietnia nastąpi przełom w moim życiu. Niestety na kilka dni przed owym dniem
Jego przyjazd został odwołany!!! Wiedziałem, że nie byłem jeszcze gotowy, więc
czas ten miałem spędzić na gorących przygotowaniach.
Codziennie sprawdzałem, czy o czymś nie zapomniałem, wszystko było w jak
najlepszym porządku. Odnosiłem jednak wrażenie, że coś jeszcze mogę poprawić,
coś zmienić lub dorobić, wiele myślałem nad tym, jednak nic nie chciało przyjść
do mojej głowy... oprócz piwa oczywiście. Do swojego pokoju przeniosłem
elektryczny czajnik, abym po Jego nadejściu mógł bez odrywania wzroku robić
kolejne kawy.
Mijały sekundy, minuty, godziny i dni. Każdy w coraz większym napięciu, każdy
był wyczekiwany przez następny. O Jego nadejściu mogłem dowiedzieć się w każdej
chwili - dlatego każda sekunda była jednakowo ważna. Jednak czas mijał, a Jego
wciąż nie było.
Codziennie przeszukują strony internetowe w poszukiwaniu informacji na temat
Jego nadejścia- ja chcę- ja MUSZĘ coś wiedzieć!
Kiedy zawitasz pod naszą Polską strzechę? Kiedy nadejdzie ten jedyny,
niepowtarzalny, wspaniały i na pewno najlepszy...
|