|
.::.
Najważniejsza jest grywalność
Michał
"Mike L" Lisiecki
Czy zastanawialiście się
kiedyś, co takiego jest w niektórych grach, że możecie w nie grać i grać,
zapominając całkowicie o innych sprawach? Dla niektórych najważniejsza jest
grafika, dla innych muzyka. Są to elementy na pewno ważne, aby jednak gra warta
była spędzenia przy niej wielu godzin, musi posiadać coś jeszcze. Otóż
najważniejsza jest grywalność. Gierka może wyglądać beznadziejnie, mieć słabe
dźwięki, jeżeli jednak jest grywalna, to potrafi przykuć do monitora na długi
czas. Chcecie przykład? Proszę bardzo - Deluxe Ski Jump. I właśnie w tym miejscu
chciałbym opisać gry, które wywarły na mnie ogromne wrażenie i będę o nich
pamiętać przez długie lata. Moja przygoda z komputerami zaczęła się stosunkowo
niedawno, bo w 1998 roku, dlatego też nie są to tytuły bardzo stare. Czas
zakończyć ten przydługawy wstęp i zająć się daniem głównym. Kolejność tytułów
jest przypadkowa. Let's rock.
FIFA Football
Moją ulubioną grą jest bezsprzecznie FIFA, która ukazuje się regularnie
pod koniec roku, już od kilku lat. W każdą nową edycję tego najlepszego
symulatora piłki nożnej, jaki tylko powstał na PC, gram praktycznie przez cały
rok, aż do ukazania się nowej. Swoją przygodę z tą serią rozpocząłem w 1998
roku, kiedy to dorwałem w swoje ręce FIFA 98: Road to World Cup. Jak na tamte
czasy, był to po prostu genialny symulator piłki nożnej! Wszystko wydawało się
takie realne, jakby zostało żywcem przeniesione z prawdziwego boiska. Tak mi się
przynajmniej wydawało. :-) Główną atrakcją FIFY z numerkiem 98 była możliwość
rozegrania eliminacji i finałów Mistrzostw Świata we Francji. Każda następna gra
z serii nie przynosi może jakiś rewolucyjnych zmian, ale zawsze poprawie ulega
grafika, dopieszczane są różne elementy związane z systemem gry oraz
wprowadzonych zostaje sporo mniejszych zmian. Chociaż niektórzy narzekają na
wtórność każdej kolejnej FIFY (w końcu i tak wystawiają im wysokie oceny), ja
jednak uważam, że każda następna jest jeszcze bardziej grywalna i
satysfakcjonująca od poprzedniej. Gra się po prostu wspaniale, a to jest
przecież najważniejsze, prawda? Teraz, po przegranym meczu naszej "wspaniałej"
kadry, lubię dokopać przeciwnikowi "osobiście", na wirtualnym stadionie. :-)
Mafia: The City of Lost Heaven
Dlaczego Mafia jest jedną z najbardziej grywalnych gier ubiegłego roku?
Ponieważ posiada niesamowity klimat, który wylewa się z monitora hektolitrami.
Historia opowiedziana w tej grze wzorowana jest na filmach, takich jak "Ojciec
chrzestny". Przenosi nas w sławne lata trzydzieste ubiegłego wieku, kiedy w
Stanach Zjednoczonych obowiązywała prohibicja, a rozprowadzaniem alkoholu
zajmowały się zorganizowane grupy przestępcze pod przywództwem swoich Bossów,
pokroju Ala Capone. Gracz ma okazję prześledzić najciekawszy okres życia
Tommy'ego Angelo, uczciwego taksówkarza pracującego w mieście Lost Heaven. Kiedy
pewnego wieczoru oczekiwał on spokojnie na następnego klienta, podbiegli do
niego pewni ludzie i z pistoletami w rękach nakazali przerażonemu Tommy'emu
nacisnąć gaz do dechy. Byli to gangsterzy ścigani przez konkurencyjną mafię. No
cóż, nasz bohater nie miał w sumie wielkiego wyboru... Po zgubieniu ogona
nietypowi klienci kazali zawieźć się do baru Don Salieri'ego. Po tym wydarzeniu
życie Tommy'ego na chwilę wróciło do normy, jednak wykiwani mafiozi postanowili
się zemścić. Zniszczyli naszemu bohaterowi samochód, a jego samego dotkliwie
pobili. Tommy nie miał wyboru - uciekł do Salieri'ego, a ten pozwolił mu się
zemścić na swoich oprawcach... I tak zaczęła się największa przygoda w życiu
pana Angelo. Mafia jest dosyć nietypową grą akcji - można powiedzieć, że jest
połączeniem Max Payne'a i GTA3, z ogromnym naciskiem położonym na fabułę i
wychwalanym już przeze mnie niesamowitym klimatem. Do dyspozycji gracza oddano
kilkadziesiąt samochodów z tamtego okresu, wszystkie istniejące w rzeczywistości
i wiernie odwzorowane. Jeżeli nie masz ochoty wypełniać misji, możesz swobodnie
pojeździć po mieście, które jest naprawdę olbrzymie! Działa tam oczywiście
policja, która zachowuje się o niebo bardziej realistycznie, niż ta z GTA3. Za
przekroczenie prędkości lub przejechanie skrzyżowania na czerwonym świetle (!)
stróże prawa ukażą jedynie mandatem, a za potrącenie człowieka lub spacer z
bronią w ręku, będą starali się zaaresztować naszego bohatera. Dopiero, kiedy
otworzymy do kogoś ogień, oni uczynią to samo. Granie w Mafię i nie śledzenie
fabuły jest niewybaczalnym błędem. Tym bardziej, że to dzieło zostało wydane w
polskiej wersji językowej. Na szczęście jedynie w wersji kinowej, ponieważ
zastosowanie dubbingu z pewnością popsułoby nieco klimat rozgrywki.
Medal of Honor: Allied Assault
Lubicie klimat II wojny światowej? Jeżeli tak, to nie znajdziecie lepszej
gry opartej na tym temacie. MoH wydawany był pierwotnie na konsolę PlayStation,
jednak PeCetowa wersja nie jest konwersją, lecz programem napisanym od nowa,
specjalnie na potrzeby blaszaka. Gra oparta została w pewnym stopniu na filmie
"Szeregowiec Ryan". Wcielamy się w niej w skórę Mike'a Powella, porucznika
drugiego batalionu rangersów. Akcja przenosi gracza prosto na niespokojny front
wojenny. Można zwiedzić Północną Afrykę, Norwegię, Francję i Niemcy. Na
większości graczy największe wrażenie wywarła trzecia misja gry (a właściwie jej
część - desant aliantów na plażę Omaha, bronioną zaciekle przez siły Osi),
wzorowana na prawdziwym wydarzeniu historycznym. Kryptonim tej misji to:
Operation Overload. Był to prawdziwy kocioł wojenny - na atakujących żołnierzy
zewsząd padały strzały ze stacjonarnych pozycji ciężkiej broni maszynowej,
moździerzy oraz wielu innych rodzajów śmiercionośnej broni. Ranni krzyczeli z
przerażenia, medycy opatrywali ich rany, wszędzie leżały ciała tych, którzy
mieli mniej szczęścia i polegli w walce. Podczas tej jednej misji naprawdę można
przekonać się, jakim piekłem jest wojna...
Need for Speed
Według mnie, to jest właśnie najbardziej grywalna gra traktująca o
wyścigach samochodowych. Mam z nią styczność już od drugiej części, która
została wydana w 1997 roku. Niestety w jedynkę nie grałem, miałem okazję
przyjrzeć się jedynie wersji demonstracyjnej. :-( Wracając do dwójki, była to
naprawdę klimatyczna wyścigówka. Oferowała wozy istniejące w rzeczywistości,
najczęściej prototypy (jak na tamte czasy, oczywiście), jak np. McLaren F1.
Ciekawe były też trasy, położone w różnych miejscach świata. O każdym aucie
można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, np. poznać historię firmy lub
porównać osiągi z innym modelem. Można było nawet obejrzeć slajdy lub film,
prezentujące samochód w rzeczywistości! Jakiś czas później do sprzedaży trafiła
edycja specjalna, która oferowała dodatkowo jedną nową maszynkę i jedną trasę.
Poprawiono również drobne błędy i dodano obsługę akceleratorów 3Dfx, co znacznie
upiększyło grafikę.
Jesienią 1998 do komputerów fanów "wjechała" trzecia część hitu z
Electronic Arts o intrygującym podtytule - Hot Pursuit, a więc "Gorący Pościg".
Dodano mnóstwo nowych samochodów, jak np. Lamborghini Diablo lub Mercedes CLK, a
także parę świetnych torów. Jednak tym, co zadecydowało, że trójkę uważam za
najbardziej grywalną część cyklu są właśnie pościgi z udziałem policji!
Sprawiają one, że ciężko jest oderwać się od monitora. W NFS III do wyboru
mieliśmy ucieczkę sportowym autem lub możliwość wcielenia się w stróża prawa i
prowadzenie "prawdziwego" radiowozu (dodam jeszcze, że bynajmniej nie był to
Polonez ;-). A gdy jeszcze grało się z kumplem przy jednym monitorze, emocje
dopiero sięgały zenitu! Tak, zdecydowanie jest to najlepszy tryb w grach
wyścigowych, jaki tylko można było wymyślić.
Twórcy nie mogli zrezygnować z tak dochodowego interesu, więc wydali
kolejną, już czwartą, część. Oprócz tradycyjnych zmian, dodano interesujący tryb
kariery, który składał się z turniejów, knockoutów oraz wyścigów High Stakes,
które opiszę szerzej. Jak pewnie się domyślacie, w czasie kariery za wygrane
wyścigi otrzymuje się pieniądze, a za nie kupuje się nowe wozy lub ulepsza
stare. Czasami gracz otrzymuje zaproszenie na wyścig określany "Wysoką Stawką".
Polega on na pojedynku jeden na jeden z komputerem. Żeby nie było za łatwo,
wyścig toczy się o... własny samochód! Po prostu, jeżeli przegrasz, to możesz
pożegnać się ze swoim dopieszczonym autkiem. Co innego, kiedy wygrasz, wtedy w
twoim garażu przybywa o jeden samochód więcej. :-) Nie muszę chyba pisać, że
wyścigi takie wyzwalają dużo emocji?
Kolejny NFS przyniósł pewną rewolucję. Ścigaliśmy się tu, bowiem jedynie
samochodami marki Porsche! W trybie Evolution można było prześledzić całą
historię firmy, od czasów, kiedy była ona tylko małym zakładem, aż do czasów
współczesnych. Factory Driver pozwalał na wcielenie się w kierowcę testowego
firmy Porsche, którego zadaniem było testowanie aut na różnego typu placach z
przeszkodami lub w ruchu ulicznym. Gracz stopniowo wspinał się po szczeblach
kariery, aż dochodził do stanowiska szefa teamu testowego. Według mnie tryb ten
wniósł sporo świeżości do serii. Warto zaznaczyć, że NFS: Porsche jest raczej
symulatorem, niż ambitną zręcznościówką, co odróżnia go od innych części.
Całkiem niedawno wydano Hot Pursuit II, który miał kontynuować wątek
policyjnych pościgów, jednak jest to zdecydowanie najgorsza część serii, dlatego
nie będę jej tutaj opisywać.
PS. W międzyczasie pojawił się także NFS: Motor City Online, umożliwiający
rozbudowaną grę w trybie multiplayer, jednak dzięki naszemu "kochanemu"
monopoliście nie miałem okazji w niego zagrać. :-(
Grand Theft Auto
Ta gra na pewno nie nadaje się do pokazywania grzecznym dzieciom, jak
należy zachowywać się na ulicy. ;-) Jak pewnie wszyscy wiedzą wcielamy się tu
w... ulicznego bandziora, a naszym głównym zadaniem jest kradzież samochodów.
Doprawdy bardzo wychowawcza metoda, prawda? :-) W "Wielkiej Kradzieży Aut" ujęło
mnie, co innego, a mianowicie możliwość swobodnego poruszania się po ogromnym
mieście. Czy to na własnych nogach, czy samochodem (niekoniecznie swoim ;-), lub
nawet motorem albo motorówką. Pierwsze GTA zostało wydane w 1997 roku i
oferowało izometryczny rzut kamery (mówiąc po ludzku - z góry). Co prawda
dzisiaj wygląda to koszmarnie (niektórzy nawet wtedy marudzili na grafikę), ale
w niczym nie przeszkadza w świetnej zabawie. Nawet całkowicie omijając główny
wątek i skupiając się tylko na podróżowaniu i podziwianiu miasta. No i te
niekończące się ucieczki przed policją. :-)
Jakieś dwa lata później pojawiła się druga część, lecz mi zdecydowanie
nie przypadła do gustu. W tym czasie został wydany sto razy grywalniejszy
Driver, na którego przerzuciłem się z miła chęcią. Zdecydowanie wolę stać po
stronie prawa, niż wcielać się w jakiś podejrzanych typków, kradnących samochody
uczciwym ludziom.
Ale seria nie zakończyła się na części drugiej. Jak zapewne wszyscy
wiedzą, w 2002 roku świat ujrzało nowe, odświeżone GTA. Był to skok w nowy
wymiar. Dosłownie i w przenośni. Tym razem zastosowano pełne 3D i oczywiście
możliwość wysiadania z auta, czego zabrakło, niestety, w "Kierowcy". Trzecia
część sprawiła, że na nowo zacząłem zagrywać się w tę grę.
Driver
Driver był pierwszym symulatorem swobodnej jazdy po mieście w pełnym 3D.
Było to takie GTA w trzecim wymiarze. Fabuła przenosiła gracza do USA, gdzie
wcielał się on w amerykańskiego policjanta o nazwisku Tanner, najlepszego
kierowcy wśród gliniarzy. ;-) Dostał on bowiem tajne zadanie. Musiał przeniknąć
do przestępczego pół światka i zatrudnić się w szeregach mafii na posadzie
kierowcy, aby w ten sposób rozgryźć tajniki tej przestępczej organizacji.
Zlecenia otrzymywaliśmy za pomocą automatycznej sekretarki. Można było sobie
nawet wybrać robotę! Misje najczęściej polegały na ucieczce policji z
bandziorami w środku i bezpieczne odstawienie ich do "dziupli". I właśnie
pościgi to esencja Drivera. Aby uciec, trzeba było być prawdziwym mistrzem
kierownicy. Policja starała się nie dopuścić do tego z całej siły. Potrafiła
wszcząć alarm nawet za niewinne "palenie" gumy na drodze. Można też było
oczywiście wybrać swobodną jazdę po mieście i zwiedzać amerykańskie metropolie.
Właśnie - akcja toczyła się w czterech, naprawdę dużych miastach - Miami, San
Francisco, Nowy Jork i Los Angeles. Poważną wadę stanowił fakt, że nie można
było zmieniać wozu w czasie gry. :-( No ale Tanner to glina, a nie złodziej.
Tony Hawk's Pro Skater
Co prawda nie lubię hip - hopu, ani tych kolesi w obwisłych spodniach,
ale gra o "desce" po prostu mnie oczarowała. Seria, promowana nazwiskiem
najlepszego ze skate'ów w USA - Tony Hawka, przywędrowała na nasze poczciwe
blaszaki prosto z tej dziwnej maszynki, zwanej PlayStation, ;-) ale co ciekawe,
dopiero od części drugiej. Nie wiem dlaczego autorzy gry nie zdecydowali się
przenieść jedynki na PC, ale wiem, że przez to nie miałem okazji się z nią
zapoznać. Na szczęście jednak dwójka jest. Tym, co najbardziej ujęło mnie w tej
grze jest niesamowita dynamika. Nie jest to może realistyczne, ale dzięki temu
rozgrywka naprawdę potrafi wywołać duże emocje. Wszystkie triki, które można
wykonać są autentyczne, jednak w przeciwieństwie do prawdziwego życia można
łączyć je w bardzo długie combosy i jeździć z zawrotną prędkością po dachach
budynków i po czym jeszcze dusza zapragnie. :-) Cała gra została podzielona na
tzw. skate - parki. Na każdym z nich należy wykonać określone zadania i zdobyć
odpowiednią liczbę punktów, aby odblokować dostęp do kolejnych plansz,
zawodników i desek. Na wszystko mamy oczywiście określoną ilość czasu - 2 min.,
ale próbować można ile się tylko chce. Za zdobyte pieniądze wypadałoby rozwijać
umiejętności swojego zawodnika, takie jak prędkość, równowaga itd. Co jakiś czas
organizowane są turnieje, w których trzeba zaprezentować własne umiejętności.
Chęć do gry wzmaga też genialna muzyka. I nie jest to wbrew pozorom hip - hop,
lecz mocne, gitarowe brzmienia. Jak już ktoś napisał, tutaj muzyki się nie
wyłącza.
Jakieś dwa lata później spragnieni fani otrzymali Tony Hawk's Pro Skater
3, w którym poprawiono prawie wszystko, począwszy od rewelacyjnej grafiki,
poprzez zadania i triki, a kończąc na teraz już wprost genialnej grywalności.
Napisałem prawie wszystko, ponieważ uważam, że w dwójce muzyka była jednak
lepsza... O jakości tej serii świadczy również to, że żadna inna nie otrzymała
za wszystkie części oceny 10/10 w CDA.
PS. W kwietniowym CDA jedną z dołączonych do pisma pełnych wersji był
właśnie THPS2. Jeżeli ktoś jeszcze nie grał w tę niesamowitą grę, teraz ma
niebywałą okazję! Naprawdę warto.
Max Payne
Max Payne był niekwestionowanie najlepszą grą 2001 roku. Chociaż pierwsze
wzmianki o tym świetnie zapowiadającym się tytule pojawiły się już w 1996, to na
premierę trzeba było jeszcze trochę poczekać. Ale warto było. Nigdy wcześniej
nie powstała strzelanka z tak dopracowaną i wciągającą fabułą, jaką posiada ten
tytuł! Historia opowiedziana w tej grze z powodzeniem mogłaby posłużyć jako
scenariusz doskonałego filmu sensacyjnego. Swoją drogą, istnieją już plany
ekranizacji filmu, a nawet nakręcenia serialu! I bardzo dobrze. :-) Mam tylko
nadzieję, że nie będzie to kolejna klapa, jak większość filmów opartych na
grach. Wróćmy do gry. W polskiej wersji, głosu głównemu bohaterowi użyczył
Radosław Pazura, który doskonale wczuł się w swoją rolę. Całe zajście gracz
ogląda z perspektywy trzeciej osoby, co jest według mnie strzałem w dziesiątkę.
Zastosowano tu bardzo ciekawy system walki, polegający na zwolnieniach tempa
akcji i efektownych ciosach zadawanych przeciwnikowi w powietrzu. System ten
został nazwany bullet-time i wydaje mi się, że ujrzymy jeszcze sporo gier na nim
opartych. Inspirację do stworzenia tak wyglądającej rozgrywki, autorzy zapewne
znaleźli w filmie Matrix, gdzie więcej potyczek toczy się w powietrzu, niż na
twardym gruncie. ;-) Wniosło to sporo ożywienia do gatunku i prezentuje się o
wiele lepiej niż walka w takim np. Tomb Raider.
I to by było na tyle. Oświadczam jeszcze tylko, że wymienione gry są wyłącznie
moją subiektywną opinią na temat najbardziej grywalnych gier i co jest
oczywiste, nie każdy się z nią zgodzi. Jeżeli macie jakieś pytania, sugestie lub
wątpliwości, to czekam na maile.
|