Swego czasu (za żywota, znaczy) firma Cryo trzaskała edukacyjne
gierki w ilościach hurtowych. Były one zapchajdziurą pomiędzy kolejnymi "Atlantisami"
i cechowały się przeciętną grafiką, nudną jak obiad bez frytek fabułą i
encyklopedią dołączoną do programu. "Egipt" kontynuuje tradycję poprzedników.
Wcielamy się w kobiałkę o aparycji pinokia i mimice Kermita Żaby.
Jej ojciec podupadł ostatnio na zdrowiu, a że bohaterka z wykształcenia jest
miejscowym odpowiednikiem znachora - pakujemy manele i ruszamy na odsiecz
księżniczce! Eee, to znaczy staremu. Na miejscu okazuje się, że choruje więcej
osób, a w całą aferę zamieszane są osobistości, co się zowie, dzięki czemu
zwiedzimy kilka lokacji, na których porozrzucano różne pierdółki. I oczywiście
my mamy to wszystko zbierać. Na tym, bowiem polega gra - przypominająca nieco
łażenie po plaży i zbieranie muszelek.
Zadania polegają głównie na szwendaniu się po znanych już
lokacjach i przynoszeniu komuś jakiejś rzeczy. I to denerwuje najbardziej - ktoś
nam każe zanieść ojcu list. Idziemy do faceta na trzecie piętro domu oddalonego
o parę przecznic, a ten nam każe przynieść coś do pisania. Walimy na parter i
bierzemy kałamarz, zanosimy go - a tu jeszcze potrzeba pióra. Znów parter,
powrót, staruszek coś nabazgra i odnosimy odpowiedź nadawcy, znowuż biegając
przez znajome uliczki - bo z mapy nie można skorzystać w każdym miejscu
(dokładniej - można, ale nie da się przenieść w inną lokację). Wiecie, jak to
się nazywa? Sztuczne wydłużanie czasu gry. Zabieg ów powoduje, iż krzątanina
szybko się nudzi, chociaż wydawałoby się to niemożliwe.
"Zagadki" typu "przynieś, podaj, pozamiataj" stanowią około 85%
gry. Kolejne 10% to dwa czy trzy konkretne, wymagające myślenia zadania - jedno
banalnie proste z przesuwaniem znaków, a drugie: naprawdę świetna wymiana
towarów na bazarze. Gdyby cała gra składała się z podobnych wyzwań, ocena
zapewne byłaby większa. A co z ostatnimi pięcioma procentami? Zużyto je na
irytującą, denerwującą, nieziemsko wkurzającą sekwencję zręcznościową. Na czym
ona polega? Walimy w bębny w rytm muzyki - tak, aby tancerka odstawiła popis
przed grubą rybą, szychą na miarę Leszka M., bawidamkiem i awanturnikiem, słowem
- nadzianym kolesiem. Problem tylko w tym, że muzyczka owa zmienną jest, i
skomponowano ją tak, że nie sposób zapamiętać jej przebiegu. Wybijamy, więc
kolejne linijki nut, aż tu znienacka rytm całkowicie ulega zmianie. Co prawda
jeśli idzie nam koszmarnie źle, pojawiają się podpowiedzi co do tego gdzie i
kiedy należy stuknąć, ale i one mało dają. Prawdę rzekłszy - nie mam pojęcia jak
udało mi się przejść ten fragment. Ślepy fart - po pół godzinie ślęczenia nad
głupim, kilkunastosekundowym tańcem! To masa czasu w porównaniu z całą resztą...
Ano właśnie. Przeszedłem cały "Egipt" w dwie godziny! Dwie
godzinki, podczas których nudziłem się niesamowicie, choć trwałem przed
monitorem wierząc, że zaraz akcja ruszy, wreszcie skończy się ten prolog i
zacznie właściwa gra... A tu nic. Ni z gruchy, ni z pietruchy - outro. Dwie
dychy wydane na chwilkę zabawy... To już mogłem iść pograć w bilard.
Podsumowując - gra wypada raczej żałośnie - sztucznie przedłużana zabawa to nie
to, co tygrysy lubią najbardziej. Obrazu całości nie ratuje nawet zadanie z
bazarem.
A co ze stroną techniczną? Graficznie jest słabo; rozdzielczość to
jedyne właściwe 640x480 bez możliwości zmiany. Postaci są strasznie drewniane i
ruszają się z gracją człowieka z tyczką w zadzie, tła też wrażenia nie robią -
Egipt chyba nie był w rzeczywistości aż tak pustym, bezludnym wręcz, oraz
kanciastym krajem? Bida z nędzą, panie... Dźwięki i muzyka. Tych prawie nie ma,
ale to może i dobrze, bo jakby prezentowały poziom grafiki to moje głośniki
przeszłyby na wcześniejszą emeryturę. Zostają jeszcze polscy lektorzy.
Wypowiadają swe kwestie jakby czytali ogłoszenia parafialne w miejscowym
kościółku, czyli bez większego zaangażowania, za to z wystudiowaną manierą i
nienagannym akcentem.
"Egiptu" nie polecam nikomu. Jest nudny, brzydki i krótki. Lepiej
zainwestujcie w coś innego z serii "Extra klasyka", albo poszukajcie
stareńkiego, polskiego Teenagenta, który do tej pory jest genialną grą. Produkt
Cryo warto kupić tylko, jeśli koniecznie potrzebujesz jakichś informacji o
starożytnym Egipcie - na płycie jest mała encyklopedia. Właśnie - mała...
Producent: Cryo
Wymagania: P200 MMX, 32 MB Ram, karta graficzna 4MB, Win95\98\2000