Zapowiadany jako
mit...
Gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że sławny na cały świat John
Romero's producent takich hitów jak "Wolfenstein", "Doom" czy "Quake" szykuje
się do stworzenia nowej gry na miarę hitu wszechczasów, nie ustawały zapowiedzi,
relacje i inne tego typu pogaduchy na temat owej produkcji. Do tytułu
przyciągało znane nazwisko, które na wsze czasy zapisze się pamięci maniaków
rzezi FPP jako człowieka który wymyślił ten typ gier. Ogólnie gra została
ochrzczona "najlepszą" jeszcze przed jej powstaniem. Gdy jednak wyszła rozległ
się jęk zawodu. Wszyscy spodziewaliśmy się legendy, a dostaliśmy Daikatane...
Fabuła inna niż wszystkie...
Dawno, dawno temu za górami za lasami (dupa to nie tak). Podczas XV
stulecia dwa rody szogunów (Mishima, Ebihara) walczyły między sobą o władze nad
Japonią. Wtedy Osaka z rodu Mishima nakazał Usagi Mijamoto stworzyć miecz który
zdolny jest zniszczyć wszystko i wszystkich (Daikatane) Jednak Usagi miał swój
rozum i nie dał ostrza Osace bo wiedział że ten wykorzysta miecz w niesłusznej
sprawie, Przekazał Daikatane wrogom Mishima czyli Ebiharom, tylko pod jednym
warunkiem , Inshiro Ebihara ma oddać mu miecz po wykończeniu Mishima. Inshiro po
zabiciu dziesiątków wojowników wrogiego plemienia postanowił wyrzucić miecz do
wulkanu gdzie pozostał on po dziś dzień, czyli. Następnie jest rok 2455 mistrz
sztuk walki Hiro Mijamoto (my) odwiedza niespodziewany gość Toshiro potomek
Ebiharów z wiadomością że Daikatana została wydobyta z wulkanu i skradziona
przez Kage Mishimę potomka Osaki. Kage użył magicznej mocy miecza do podróży w
czasie by zdobyć szczepionkę na dziesiątkującą wtedy planetę chorobę
Mutagenicznemu Filowirusowi (ale wyobraźnia, pozazdrościć). Kage zdobył na tym
kupę kasy i stworzył imperium a sam ogłosił się królem świata (no nie, ja jestem
królem świata). Przy okazji masz znaleźć jeszcze córkę Toshiro, Mikio którą ktoś
porwał bo szukała na własna rękę Daikatany. Toshiro twierdzi, że Hiro jest
potomkiem tego gościa, co wykuł miecz i wtedy napadają ich wojownicy którzy
zabijają Toshiro. Teraz musimy dostać się do twierdzy Kage i to tyle. Musimy
znaleźć Daikatane i zabić siakiegoś bossa.
Ludzie, co to ma być za fabuła, ja ją opisywałem, a sam nic z niej nie rozumie,
jakieś Mihary i Einhary. Opis fabuły pisałem dwa lata temu do stronki
internetowej www.winix.prv.pl, więc nie miejcie mi tego za złe. Pan Romero's
rzeczywiście miał bujną wyobraźnię :P
PS. Jeśli uważacie że ta fabuła jest pokręcona to nie czytaliście mojego
życiorysu (wyobraźcie go sobie)
Bohater inny niż wszyscy...
Głównym Big Bossem w grze jest Hiro Mijamoto
(W taki oto sposób Romero złożył cześć swojemu
idolowi Sgigeru Miyamoto, który tworzy gry na Nintendo - Caleb),
rzeczywiście wyróżnia się on spośród innych kolesi po fachu głównie tym, że jest
brzydkim brzuchomówcą. W ogóle w całej grze wszyscy są brzuchomówcami (dziwne to
rozwiązanie). Wszyscy patrzą się na siebie, głos się wydobywa, tylko nie wiadomo
skąd. To się okazuje, że Hiro nawija coś o mieczach. Dodatkowo w grze pojawiają
się też: Superfly Johnson (kto go tak nazwał) i Mikkiko Ebihara, jakaś Azjatka.
Zabili go na śmierć yyy... do bólu...
Kolejnym bardzo sprytnym rozwiązaniem jest śmierć naszego bohatera,
którego choć już nie ma i rozłożył się na części pierwsze to krzyczy nadal
wniebogłosy, a potem biedny Superfly niby płacze, a wydaje się jak by się śmiał
(śmiech przez łzy). Dorwałem jeszcze babol dźwiękowy podczas wychodzenia i
wchodzenia do wody. Jeśli szybko z niej wyskoczymy to głos nadal będzie taki jak
byśmy byli pod cieczą i odwrotnie. Poza tymi kilkoma błędami głosy są fajne i
dobrze dobrane (w wersji angielskiej). Każdy wystrzał broni jest inny,
przeciwnicy też wydają inne odgłosy.
Muza na najwyższym poziomie...
To niepodważalnie wielka zaleta gry, tak fajnie dobranej muzyki jeszcze
nie słyszałem (a może i słyszałem), ale według mnie jest świetna. Usłyszymy
zarówno techno (nie przepadam) pomieszane z metalem, które brzmi wspaniale. Do
naszych uszu ujdzie też muzyka sakralna, czy taka kościelna grana na organach.
Szczególnie autorom wyszły te z udziałem chórku (moja ulubiona mieszanka, chórek
śpiewający do muzyki metalowej). Właśnie teraz mam na uszach wielkie słuchawki i
słucham muzy z Daikatany, wszystkim wam polecam gdyż jest ona zapisana w
formacie mp3, a umieszczona w folderze data/musik , dodatkowo można wprowadzić w
łatwy sposób własną muzykę, zamieniając pliki i tak samo je nazywając. Muzyka mi
się podoba, ale i tak zastąpiłem ją Offspringsem, System of a Down i kilkoma
innymi przebojami, co na pewno umiliło mi grę. Lubię rozwalać przeciwników
słysząc w tle "My Heat - Celine Dion" (ta z Titanica :)). Bardzo dobrze, że
zapisali muzę w formacie mp3. Wielki plus za ten element!
Wieczna tułaczka...
Akcja gry (przynajmniej w pierwszym epizodzie) toczy się w przyszłości
roku pańskiego 2455. Wielkie budynki i takie latające samochody. Mapy w tym
czasie są beznadziejne i kompletnie nie na miejscu. Nie przepadam za FPP-kami,
których akcja toczy się w przyszłości i ta gra nic nie zmienia. Jednak później
jest Grecja,k co by nie mówić MNIODZIO! Znajdziemy się też w naszych czasach z w
końcu udanymi giwerami. Ogólnie na mapach rozmieszczone jest mnóstwo
przedmiotów. W starożytnej Grecji np. pomniki bogów, wazy i takie inne. W
przyszłości pełno komputerów, kabli. Mapki są fajne i dość dobrze stworzone.
Został też wprowadzony element wracania do poprzedniej lokacji. Podróż w czasie
RULES!
Odwieczni wrogowie...
Prócz głównego big bossa są jeszcze zwykli nieuzbrojeni ludzie. Jacyś
policjanci. W przyszłości ful robotów i działek naprowadzających. W czasach
starożytnych wielkie chodzące posągi, nawet jest runda z przepłynięciem tej
rzeki umarłych. Są też jakieś potwory, pająki, duchy. Wszystko, co w FPP-kach
rozwalać się powinno. Uśmiałem się natomiast z bossa w pierwszym epizodzie,
trzeba było zabić mózg, a później dwa potwory, które się pojawiły. Żebyście
widzieli mózg. Może zrobię zdjęcie. Dziwny jest tez wielki komar (hmm...)
Zwariowani przyjaciele...
W Daikatanie występują też kumple, którzy chodzą za tobą krok w krok. Są
nimi Superfly Johnson i Mikkiko Ebihara. Niby jest tych kilka podstawowych
komend, które nawet głupi pies by się nauczył, natomiast te dwie postacie nie
rozumieć, co się do nich mówić. Czasem wykonują polecenia, ale jest to tak
rzadkie jak.. bez porównań. Dodatkowo, jeśli którakolwiek z w/w postaci zginie
to niestety gra skończona. Najlepiej jak się pogubią w czasoprzestrzeni :P
Pukawka, dobra rzecz...
Pan Romero's zdecydowanie zastosował się do powiedzenia "Im więcej tym
lepiej" i obdarował nas 30 giwerami. W każdym epizodzie (czyt. czasie) jest po
siedem różnych nowych pukawek. Najlepsze są w naszych czasach, ponieważ te w
przyszłości (nie lubię giwer z przyszłości), choć
fajnie wyglądają, to są jakieś przebajerowane, mają wady oh... kłania się C&C
Renegade bez wad. Natomiast mi kompletnie nie spasiła broń ze starożytności
(nigdy nie byłem fanem Heretica), różnego rodzaju wężowe różdżki, strzelające
czaszki... bajer na resorach. Ogólnie bronie są fajne i nie mam im nic do
zarzucenia, no może paru, szczególnie dyskowi, którym Hiro włada jak Herakles.
Jak to się widzi...
Grafika jest fajna, choć nie najlepsza, bardziej przypomina mi tą z Quake
2 (oj cięło się, cięło), choć jest bardziej mroczna i klimatyczna. Postacie są
kwadratowe, nie żeby wyglądały jak chodzące postacie, ale takie kwadratowe łby.
Ogólnie nawet koło ma kąty, ale tego nie da się uniknąć do dziś. Jako że roboty
wyglądają jeszcze jako tako to ludzie niestety, okropność. Mapy zbudowane są
fajnie i można rozróżnić, co jest, czym. Na monitorach jest obraz. Gra w Grecji
wygląda pięknie, ciągle pamiętam takie jedno ukryte miasto gdzie było tak jasno
i przyjemnie, że aż się żyć chciało.
Yha...! Sieka inna niż wszystkie...
Niewątpliwie zaletą gry jest masakra, której w Daikatanie pełno, to
lubię. Kiedyś FPP były grami krwawymi (Quake, Duke), gdzie ciała rozpadały się
na części pierwsze, a teraz niestety coś chyba krew i cząsteczki ciał wychodzą z
mody, sam nie wiem, dlaczego? W Daikatanie zaś tego elementu nie brakuje, no
może przyczepie się do realizmu, gdy strzelimy dwa razy z cienkiej broni ciało
się rozpada, albo jak takiego trzepniemy z rękawicy to też będą cząsteczki, ale
cóż nikt doskonały nie jest. Naprawdę Daikatana to bardzo krwawa gra, o czym
mówią chociażby dodane screeny. (zauważcie że postać na stole operacyjnym nie ma
hmm... ptaśka, czyżby kastracja wykonana pomyślnie ?). Na części pierwsze
rozpadają się też roboty (w Wolfensteinie były Roboszkopy). Ogólnie w grze jest
pełno krwi, przemocy, świat przedstawiony nie powinien być oglądany przez
młodsze dzieci, które nie wiedzą co to fikcja.
RPG? Niemożliwe...!
Dodatkowo do gry została dodana funkcja wzrastania poziomu dojrzałości
bohatera, to znaczy, że nasz heros może stawać się coraz silniejszy, głównie
dzięki zabijaniu wrogów. Może polepszyć się: MOC, ATAK, SZYBKOŚĆ, ACRO i
WIRTUALITY (te dwie ostatnie to nie wiem, do czego). Im więcej zabitych wrogów
tym rośnie doświadczenie Hiro.
Sanczo Panda...?
Daikatana zapowiadana jako prawdziwy rewolucyjny tytuł nie przyniósł
spodziewanego efektu. Gdyby John Romero's nie zapowiadał tego FPP-ka jako hitu
nad hity to mógłbym postawić
naprawdę
dobrą ocenę. Podobnie jest z nowym Unreal II, który zapowiadany jako hit jest po
prostu bardzo dobrym Shooterem, taki sam werdykt przydzielam Daikatanie. Jest to
bardzo dobra gra w konwencji FPP, ale nie taka jak była od początku zapowiadana,
dla prawdziwych fanów krwawych FPP-ków polecam i to bardzo, choć zauważą oni
mnóstwo błędów. Gra się miło i przyjemni, szczególnie z dodaną własną muzyką w
tle, ogromna liczba fajnych broni i nienajgorsza grafika. Ogółem to bardzo dobra
gra.
PLUSY - krew, dużo krwi, niekiedy piękne widoki, giwery, podróż w czasie, muza w
mp3, znane nazwisko autora
MINUSY - znane nazwisko autora, wrogowie pierwszego epizodu, zapowiadany jako
mit!
Typ: nawalana FPP
Wymagania: P II 300MHz, 64MBRam, akcelerator 3D
Producent: Ion Storm
Rok produkcji: czerwiec 2000
Kup Cd-Action 09/2002