Wstępniak .:. OR .:. Demo-Testy  .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Stuff .:. TNT .:.  Kąciki  .:. Listy .:. Redakcja

.::. Corsairs

military

  Życie pirata jest, powiedzmy sobie szczerze, do odbytu. Trzeba ubierać się w obcisłe, pasiaste ciuszki, zapuścić wąsa, wytłuc parę ząbków i cały czas przebywać w towarzystwie kilkudziesięciu chłopa. A że to to niewyżyte, od pół roku na okręcie... Lepiej nie schylać się po mydło. Zresztą mydła też nie ma. Jest za to rum, który mógłby niewygody rekompensować, ale żeby tyle poświęcenia wkładać w robotę tylko po to, aby wypindrzony gnojek zwany kapitanem wydzierał się na nas i sam pławił w rozkoszach...! Nieee, drodzy państwo, to ja wolę iść do woja. Albo nawet na głosowanie.
  Mimo niechęci do kozacko-zbójeckiego trybu życia, zakupiłem grę o nim traktującą. Jest to RTS, tym jednak się wyróżniający, że jego akcja rozgrywa się (niespodzianka!) na morzu! I to na jakim morzu! Dwuwymiarowym, płaskim, brzydkim. Śmierdzącym zgniłą rybą. Z porozrzucanymi tu i ówdzie wyspami, które wyglądają jak rozmazane psie odchody. Ze statkami przypominającymi wyglądem i animacją rosyjskie bajki o Żwirku i Muchomorku. Tak - grafika jest, delikatnie mówiąc, beznadziejna. Co prawda ludziki, którymi kierujemy podczas abordażu, wyglądają całkiem nieźle, to jednak intro (płynie statek, strzela statek, nóż trafia w szyld tawerny. Bomba, po prostu Re-We-La-Cja. Emocje oczy zamykają...) i menu główne (tandetny, kiczowaty obrazek ze statkiem na tle zachodzącego słońca) powodują odruch wymiotny. Nie martwcie się jednak! Dźwięk jest jeszcze gorszy! Kilka midów i teksty wygłaszane przez pana z entuzjazmem człowieka po seansie "Klanu" brzmią... jakby to ująć... jak pierdy emeryta z ostrą biegunką. Można jednak mieć nadzieję na to, że grywalność wymiecie wszystkich i wszystko z powierzchni Ziemi, że nawet zmówić paciorka nie zdążycie.
  Nie można. Interfejs jest tak łatwy w opanowaniu jak pilotaż boeinga. Przyciski rozmieszczano chyba losowo, po pijanemu, albo zlecono to upośledzonej psychicznie małpie. Żeby wykonać trudniejszy manewr trzeba się przeklikać przez parę odnośników, co nie jest ani wygodne, ani przyjemne. A jak walki ślicznie wyglądają! Taka sytuacja: mamy dziesięć statków, chcemy zaatakować jeden wrogi. Klikamy na nim i zaczyna się gonitwa jak w "Benny Hillu". Potężne okręty pływają rządkiem po całej mapie, okazyjnie oddając strzał (niecelny zwykle). Kiedy dochodzi do abordażu, przeważnie nie zdążymy na czas posłać w bój odpowiednią ilość naszych jednostek. Wtedy musimy walczyć małym oddziałkiem z przeważającymi siłami wroga. Walki te są statyczne, nudne i... łatwe! Komputer nie wykazuje żadnych oznak inteligencji i sam pcha się pod miecz. Wystarczy dobrze się ustawić (zawsze tak samo - przy pomoście, i czekać na przeciwnika) i kroić na plasterki wrażych piratów.
  To i tak nic przy mapach. Nie są one małe. Nie są one średnie. Nie są duże, ani też wielkie. One są MONSTRUALNIE OGROMNE! Żeby którąś odkryć całą, trzeba przynajmniej tygodnia gry! I tak nie jest łatwo, bo kiedy zdobędziemy jakiś port, rozbudujemy go, to i tak, kiedy tylko opuścimy jego okolice zacznie się nań zmasowany atak wroga. A nie można sobie pozwolić na posiadanie większej liczby okrętów, bo i z kasą cienko, i zdobyć wrogi okręt i utrzymać go trudno. Cechy narodów, jakie mamy do wyboru (Francuzi i Anglicy) zostały tak dobrane, żeby jedni byli lepsi w walce na morzu, inni podczas starć na wyspach (tudzież podczas abordażu). Co to oznacza? Ano, albo rozgramiają nam całą flotę, albo cały czas odbijają zdobyte właśnie w pocie czoła porty. Jest, bowiem trudno - piekielnie trudno. Na tyle trudno, żebym nie dotarł do drugiej mapy. Mapy, nie misji, te, bowiem są nam zlecane w trakcie rozgrywki tak, że jest ich sporo w jednej planszy.
Mimo wszystko można się wciągnąć. Jeśli tylko przetrwać początek i rozkręcić interes (handel to właściwie główna droga rozwoju, chociaż do szału doprowadzają samodzielne rejsy na drugi kraniec mapy - a sterowanego przez komputer statku nie puścimy, bo go zaraz zniszczą), można w końcu pokazać, kto tu rządzi. I albo skopać tyłek Anglikom-anemikom, lub urazić dumę francuskich delikatnych chłopczyków. Najlepiej jednak wybrać do gry tę nację, której się nie lubi; jest to gwarancja jej zgnębienia w kilka minut. A jeszcze lepiej - kupić inną grę.

Producent: Microids
Wymagania: P166, 16 MB Ram, karta grafiki SVGA

OCENA: 3+/10
Plusy:
+ ?
+ Jakie plusy?
+ Może tematyka...

Minusy:
- Oprawa
- Samo założenie gry
- A.I.
- I masa innych

.:. Wyjście do AM .:.