|
|Blade - wieczny łowca|
Ehhh, do czegóż to doszło, żeby tak dobre filmy oglądać zupełnie przypadkiem... No cóż, ważne, że film obejrzałam i teraz mogę się pochwalić swoją wiedzą na ten temat :-).
Fabuła? Prościutka - tytułowy Blade jest "dziennym wampirem". Na skutek mutacji genetycznych, jakie zaszły w jego organizmie tuż przed narodzinami, Blade posiadł całą wampirzą moc i - niestety - także pragnienie krwi. Jest za to zupełnie odporny na srebro, czosnek, oraz światło dzienne i nadfioletowe. Blade brzydzi się wampirami, toteż zaciekle je tępi. Nie spożywa świeżej krwi (do czasu jednak, do czasu...), gdyż tę zastępuje mu serum przygotowywane przez jego przyjaciela Whistlera. Największym wrogiem Blade'a jest wampir znany jako Diakon Frost, kanalia nie z tej ziemi, nie dość, że nie jest czystej krwi wampirem (został przemieniony), to jeszcze marzy mu się zostanie Bogiem Krwi. Frost rozszyfrowuje starą legendę, potrzebuje jednak krwi "dziennego wampira" do wypełnienia proroctwa. No i w ten sposób rozpoczyna się ogólne polowanie :-). Blade'owi w jego krucjacie pomagać będzie piękna Karen, którą miłosierny Blade uchronił od śmierci i przemiany w wampirzycę. Pani doktor jest hematologiem, co się bardzo dobrze składa dla naszego bohatera :-). Frostowi partneruje cała banda spragnionych wampirzego życia ludzi, zabójcza blondyna - wampir, mamusia Blade'a i przygłupawy wampir Quinn, który pełni rolę osobistego podnóżka Frosta. No i jak myślicie, drodzy czytelnicy, kto zwycięży? Frost ma przechlapane, bo mimo, iż przez 3/4 filmu szala zwycięstwa będzie po jego stronie, to na koniec i tak go zabiją... Szkoda, bo chętnie obejrzałabym Stephena Dorffa jeszcze raz w Blade II ;-)).
Najwięcej filmowego czasu wypełniają przeróżne bijatyki, bohaterowie wymachują mieczami, rękami i nogami :-). Jeden z najśmieszniejszych dialogów z filmu:
"- Frost, ale on macha tym swoim mieczem i...
- tak, wiem, rzuca w powietrze a łapie pod ziemią, zamknij się wreszcie!".
Wychodzi im to całkiem naturalnie, więc walki ogląda się z przyjemnością. Do najdziwniejszych pomysłów w filmie można zaliczyć ten, w którym Frost może wyjść na słońce po użyciu sporej ilości kremu do opalania... idiotyczne :-) Nawet nie założył okularów przeciwsłonecznych, a oczu sobie chyba nie mógł nasmarować... idiotyczne :-) Mimo wszystko - film warto obejrzeć, a jeżeli nie lubisz mordobić i wampirów, to na pewno polubisz Stephena Dorffa (to info dla czytelniczek ;))
ocena - 7+/10
Caron
|