.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Smoking|

Filmy, które swym nazwiskiem sygnuje Jackie Chan mają to do siebie, że przyciągają prostą rozrywką. Nie znajdziesz tu głębokiego przekazu, czy wyszukango aktorstwa najwyższych lotów. Być może zdjęcia nie są porywające, a historia zazwyczaj jest tak owałkowana jak ciasto na makaron. Ale mają w sobie coś, co sprawia, że raz po raz chce się sięgnąć po jakąś produkcję, w której pewien dobry pan będzie walczył ze złymi w sposób nie całkiem konwencjonalny, powodując przy tym salwy rechotu po drugiej stronie ekranu.

Ostatnimi czasy zrobiło się jakoś tak "agentowo" w światku filmowym. Co rusz jakiś Bond, Xander Cage czy inny Johny English. Nie zdziwiłem się więc, gdy w moje spocone łapki wpadł film pod jakże enigmatycznym, a zarazem wiele mówiącym tytułem "Smoking".

Zaczyna się normalnie, ale jak na dzieło, w którym walka jest tym, co misie lubią najbardziej - co najmniej dziwnie. Otóż bohater grany przez Jackie Chana nie potrafi... walczyć! Tak, tak, ucieka pod taksówkę przed byle łachmytą, który spadł z roweru - z jego winy właśnie. Nie powiem, zaskoczyło mnie to i zdezorientowało. Bo niby z czego miałbym śmiać? :) Ale, jak się okazało płonne były me obawy. Jackie Chan wymiata zgodnie z tradycją. Co więcej, w sposób miejscami osobliwy. A wszystko przez tytułowy smoking, czyli ubranie, które powoduje, że w 90% stajesz się agentem służb wywiadowczych.

Film jest typowym dziełem kina akcji/komedii - co nie znaczy, że jest źle. Wprost przeciwnie - jest nawet dobrze. Obraz na swój sposób trzyma w napięciu i co tu dużo mówić: po prostu wciąga. I jak to w takich opowieściach bywa, do samego szczęśliwego zakończenia. Nasz mistrz spisuje się znakomicie, jak zwykle zresztą, zarówno w scenach walki, jak i w momentach wymagających znajomości aktorskiego fachu. Rola agenta-ciamajdy wyszła mu jeśli nie wspaniale, to co najmniej sympatycznie. Uczy się w "locie", improwizuje, stara się sprostać sytuacji najlepiej jak potrafi. A wszystko z kobietą u boku.

Bo czym byłby super agent bez lubej, którą mógłby chronić i bronić? Niewiele. Dlatego utarło się, że ładna dziewczyna musi być - mimo, iż często potrafi ona poradzić sobie równie dobrze, a nawet lepiej od głównego bohatera. Bond miał swoją - i to niejedną, Atkinson także, więc dlaczego nasz heros miałby być gorszy? Nie jest w żandej mierze. Posiada także na stanie takie cudo. I to z agencji - bynajmniej nie towarzyskiej. A wcieliła się w nią nie byle jaka aktorka - Jennifer Love Hewitt (będę musiał się bliżej przyjrzeć tej pani w najbliższym czasie :)). Jako początkująca agentka jest słodziutka. Bije się według podręcznika szkoleniowego, rozdaje "kosze" (często nieświadomie) na lewo i prawo, a w gruncie rzeczy to taka nieco cyniczna romantyczka czekająca na księcia z bajki. Emanuje optymizmem i nadrabia ciętym językiej, co nieraz odczuwa główny bohater.

Ja tu popadam w zachwyty, a trzeba także dla równowagi wymienić słabsze strony filmu. A niestety są. Główną wadą filmu jest jego powszedność i schematyczność. Obraz nie odbiega od powszechnie przyjętych stadardów w tego rodzaju produkcjach. Jest taksówkarz, jakimś cudem trafia on do "firmy", gdzie robi blyskawiczną karierę. Jest ładna pani. Listę obecności podpisuje również zły pan, który, o zgrozo, chce przejąć kontrolę nad światem. Znajdziecie tutaj dużą szczyptę s-f, humoru, walk wschodnich, trochę romantycznych gagów i scen relacji damsko-męskich.
Do wad należy zaliczyć niektóre częsci filmu. Nie podobała mi się na przykład scena (a raczej sposób) zejścia czarnego charakteru. Jest jeszcze kilka pomniejszych, ale wyżej omówiona jest główym minusem, gdyż pozostałe nie są zbyt ważne dla ogólnego odbioru.

Inne elementy "Smokingu" są skrojone w miarę profesjonalnie i na miarę, co sprawia, że film dobrze leży. Piękne aktorki dodają uroku, zaś muzyka, nawet jeśli jest, to nie przeszkadza :). Czego chcieć więcej?

Pozostała jeszcze kwestia podsumowania recenzji oceną. W swym gatunku film jest bardzo dobry. Jeśli ktoś nie lubi pana Ch. i produkcji z jego udziałem wrażenia nie będą takie dobre, szczególnie że w oczy rzuci się liniowość filmu. Uogólniając - mimo to, będzie siódemka. Szczególnie, że pod koniec możemy się przekonać, iż zdobcie kobiety jest zadaniem, przy którym wymiękają wszystkie służby specjalne :).

7/10

Gregorius


|strona 14|