OGŁUP MNIE - TEGO CHCĘ!

"Telewizja, telewizja,
superwizja, schizowizja,
otumania i ogłupia,
telewizja, telewizja..."
T.LOVE "Karuzela"

Brawo, gratulacje! Dostał się Pan do "Życiowej szansy"! Wygodnie Panu na tym fotelu? (...) Proszę o rachunki. Co my tu mamy? 1500 zł, całkiem sporo. Pytanie na rozgrzewkę: kiedy obchodzimy dzień matki?

Wielbiciele polsatowskich teleturniejów z pewnością rozpoznają to pytanie. Pan Ibisz zadał je mężczyźnie wylosowanemu spośród publiczności, wykształconemu, inteligentnemu, błyskotliwemu, oczytanemu... I klops. Facet nie wie, kiedy jest dzień matki. A to dopiero pierwsze, zdawałoby się, że najprostsze pytanie. Co tu począć? Cała Polska przed telewizorem, a tu taka wpadka... W tym momencie chciałbym wyrazić uznanie dla Krzysztofa Ibisza. Można mu wiele zarzucać (tandetę, stronniczość), ale sposób, w jaki naprowadził tego kret... ekhm, nieuświadomionego człowieka na właściwą odpowiedź, to po prostu majstersztyk. Podczas dwudziestominutowej rozmowy z pretendentem do wygrania miliona złotych prowadzący program starał się jak mógł, żeby tylko przepchnąć gracza do następnego pytania. To w końcu "Życiowa szansa", elitarny teleturniej, do którego nie mają prawa trafić żadne imbecyle. Tu się gra o poważne pieniądze, niepoważnym wstęp wzbroniony!

Pan Ibisz poradził sobie znakomicie - dotychczas nie mogę sobie wyobrazić, jak udało mu się naprowadzić grającego na właściwy trop, pokierować myślami gracza tak, by z 365 dni w roku wybrał właśnie tę właściwą datę. Grunt, że pan X (pomijam dane personalne z oczywistych powodów) uzbierał potem całkiem niezłą sumkę. I pomyśleć, że bez dobrej woli Krzysia Ibisza wyszedłby ze studia z pustą sakiewką, a tak przynajmniej udało mu się chociaż częściowo zmazać infamię.

W tym miejscu rodzą się dwa pytania - jedno z czystej ciekawości: na jakiej zasadzie przeprowadza się eliminacje do tego typu teleturniejów? Czy wystarczy jeden sms (koszt 9 zł + vat, oczywiście), który, choć sygnalizuje chęć wystąpienia w tv, nie daje możliwości weryfikacji poziomu intelektualnego człowieka pragnącego wystąpić w show i zgarnąć kasę? Czy nikt nie zastanawia się nad tym, jak może być postrzegane nasze społeczeństwo po kilku takich audycjach? Wspomniany teleturniej to tylko kropla w morzu programów, po których widz może dostać ataku śmiechu bądź serca (kwestia gustu). Ostatnimi czasy rekordy w tej kategorii bije hicior TVN - "We dwoje". Biorące udział w widowisku pary narzeczeńskie raz po raz dają popis elokwencji. Jeszcze w pierwszej edycji programu do historii przeszedł pewien "męszczyzna" oraz znawca "Siękiewicza" (właśnie taką kuriozalną pisownię tych słów przedstawili uczestnicy zabawy). W drugiej serii było jeszcze ciekawiej. Zakochani nie potrafili (nawet wspólnymi siłami) odpowiedzieć na pytanie: "nad jaką rzeką leży Londyn?" (już chcieli powiedzieć: Sekwana, ale wstrzymali się od głosu i chwała im za to). Innym razem miłość tak mocno uderzyła do głowy pewnej parce, że nie potrafili przyporządkować nazw kontynentów do ich powierzchni (skończyło się na tym, że Azja miała 7,7, zaś Antarktyda - 44,4)...

Powyższe przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej. Takich sytuacji mógłbym wymienić jeszcze bardzo, bardzo dużo. O czym to świadczy? Nie chce mi się wierzyć, że to właśnie te najlepsze z tysięcy par zgłoszonych na casting. Ciekawe, jakie kryterium stosują jurorzy na eliminacjach, bo po ostatnich odcinkach audycji prowadzonej przez nader dowcipnego Piotrusia Szwedesa doszedłem do wniosku, że chyba najbardziej biorą pod uwagę wygląd uczestników (to w końcu teleWIZJA).

Ostatecznie zawsze można nie oglądać tych programów, w końcu nikt nas do tego nie zmusza. Jest jednak pewien szkopuł - za wygranie takiego teleturnieju można dostać luksusowy samochód oraz dom w Konstancinie. Jaki z tego wniosek? Aby coś wygrać, trzeba być głupim (no w końcu głupi ma zawsze szczęście...). Niejeden widz patrzy potem na zwycięzców za kierownicą nowego merca i wzdycha: jacy piękni, wspaniali, mądrzy (tak, tak! ludzie kojarzą piękno zewnętrzne z mądrością i dobrocią!), nie zdając sobie sprawy, że jest oszukiwany! Tym sposobem otrzymujemy jawne i bezkarne propagowanie głupoty, ogłupianie telewidzów. Jakże odmienne od komunistycznej propagandy, ale za to jakie skuteczne! Punkt dla producentów. Gratulacje panowie! Szerzycie społeczną ignorancję, a oglądalność rośnie i rośnie...

A Ty? Czy wiesz, kiedy jest dzień matki?

SZkodek
szk@pf.pl

PS: Nie męcz się już - 26 maja ;)
PS2: Myślę, że przedstawiłem dostateczną ilość argumentów popierających moją tezę. Masz inne zdanie - napisz do mnie!