"The Truman show"

Czy i Ty miałeś czasami wrażenie, że Twoje życie jest jakby schematyczne? Że wszystko dzieje się w rytm jakiegoś niewidocznego zegara? Czy miałeś wrażenie, że jesteś obserwowany, że twoja sąsiadka nie jest zwykłą sąsiadką... Właśnie takie wrażenie ma Truman Burbank, człowiek, który zaczyna domyślać się prawdy. A prawda jest szokująca.

Truman od urodzenia jest głównym bohaterem ogromnego reality show, ale nie siedzi w ciasnej klitce niczym uczestnicy BB. Jego świat to jedno ogromne studio nagraniowe, jego wyspa, miasto. Każdy mieszkaniec odgrywa swoją rolę, jest aktorem. Relacją z jego życia interesują się miliony widzów na całym globie. Non stop obserwują go kamery. Studio jednak nie zastąpi świata. Truman zaczyna się domyślać, że coś jest nie tak. Spotkał na ulicy swojego byłego ojca, który miał nie żyć. Przypadkowo podsłuchał w radiu rozmowę z reżyserką. "To nie może być prawda" - pomyślał. Lecz nie zapomniał tych zdarzeń. Coraz częściej widział w tym jakąś ukrytą maszynerię. Zorientował się, że nie może wyjechać z miasta. Jego życie było niczym gra, nic poza "jego" światem miało dla niego nie istnieć. Ale on nie dał się trzymać w ktatce. Dążył do wolności...

W rolę Trumana wcielił się rewelacyjny Jim Carrey. Film jest naprawdę dobrze pomyślany. Chociaż wydaje nam się teraz, że to tylko fikcja, warto się zastanowić, kiedy pęknie pewna granica i ludziom przestanie wystarczać wymuszony realizm a'la BB czy Michał Wiśniewski pod prysznicem. Kiedyś może nie nasze dzieci, ale dzieci naszych dzieci będa oglądać w telewizji Truman show, tyle że to nie będzie już fikcja tylko rzeczywistość. Oj, nie chcę być złym prorokiem...

Mako
makooo@tenbit.pl