Coś z niczego

A oto, jak można zrobić coś z niczego.

Ostatnio (w niedzielę po 21.) oglądałam niemiecką Vivę i nagle szczęka opadła mi pod fotel. Albowiem oczęta moje bławe (wieeeeem... Idiotyzm...;)) ujrzały teledysk Genialnego i nieśmiertelnego (tyle, że raczej mało znanego) powermetalowego zespołu Blind Guardian. Piosenka zwała się Mr. Sandman (no, ta, z reklamy Biskentów...). Kawałek idiotyczny i nie do przełknięcia wręcz, ale zrobiony z takim guardianowskim smaczkiem, że te niecałe 3 minuty zleciały, a ja dalej siedziałam z koparą pod fotelem. Z takiej chały powstało cudo!!! Wygląda to tak.

Dobrze już po dobranocce w ciemnym pokoju leży sobie w łóżku mały chłopiec. Widać, że teledysk made in USA, bo w pokoiku stoi telewizor. A w telewizorze Hansi i spółka, poprzebierani za kobiety, słodkimi głosikami śpiewają, robiąc usta w ciup. Po jakichś 30 sekundach z wielkiego pudła wyłazi wokalista przebrany za clowna i z wrednym uśmiechem powoli zbliża się do struchlałego chłopca. W końcu dzieciak zarzuca clownowi koc na głowę. W tym momencie drzwi się otwierają i wchodzi zespół w składzie dwie gitary i perkusja, wszystko jak jeden metal poprzebierani za mało sympatycznych clownów. No i tu następuje totalna demolka. Szyby lecą, książki i zabawki fruwają, Hansi pastwi się nad małym. A w telewizorze Guardiani zrzucają babskie łaszki, kręcąc przy tym głowami i machając włosami. Mój ulubiony moment, tak na marginesie;). Ten kawałek zrobiony jest typowo pod metal, ale tak... niebanalnie, że aż mnie coś w tak zwanym dołku ścisnęło... Na samym końcu do pokoju wparowuje matka i niby wszystko jest w porządku, ale gdy tylko wychodzi, spod kołdry wyłania się Hansi, ukazując popsute zęby i śmiejąc się brzydko... Jeszcze słówko o samym zespole. Ktoś kiedyś określił wokal Hansiego jako zadziorny. Zgadzam się w 100%. Gitary mają po prostu mistrzowskie. W ogóle uwielbiam zespół. I koniec pieśni. Cześć pracy, rodacy.

Zirael
zirael@space.pl