Puchar Świata w Lahti
Konkurs w Lahti miał być powrotem Hannawalda. A czy był? O tym dowiemy się niedługo. Pierwszy konkurs odbył się bez Polaków, nie licząc Adama Małysza. Wszyscy przepadli w eliminacjach. Skoki nie były porywające. Bardzo często skakano na 105-106 metr. Jak się później okazało, tyle trzeba było skoczyć by awansować. Dopiero czołówka popisała się dalekimi skokami. Ingebrigtsen, Kiuru, Kasai, Hautamaeki, Hannawald i... No właśnie. Adam skoczył jeszcze lepiej! O 2,5 metra dalej od Hautamaekiego, który miał 119,5m, czyli - 122! Było dobrze. Od czasu drugiej serii pierwszego konkursu MŚ po seriach zawsze prowadził Małysz. W drugiej turze skoki były dalsze. Dalej latali przede wszystkim Austriacy i Finowie. Prawdziwe emocje były dopiero pod koniec. Hannawald oddał daleki skok, bardzo daleki. Po nim, jako trzeci od końca, skakał Kiuru. Finowi zabrakło kilku punktów do Niemca. Matti Hautameki należy do skoczków najwyższej światowej półki, co potwierdził skokiem na 128,5 metra! Małysz musiał skoczyć około 126 metrów, a nawet dalej! I skoczył! 128 metrów! Adam po raz drugi raz z rzędu wygrał w tym sezonie PŚ, a po raz szósty wszystkie konkursy, licząc MŚ i drużynowe. {Te drugie oczywiście w klasyfikacje indywidualnej, bo na wygrane drużynowe będziemy jeszcze musieli... hmm, trochę poczekać.} Jak będzie jutro? Mam nadzieję, że podobnie. :)
Drugi dzień był trochę przychylniejszy dla Polaków. Oprócz Adama awansował także Robert Mateja. Niestety w konkursie głównym skoczył słabo i zajął 46 miejsce. By awansować, trzeba było skoczyć 115-116 metrów (punkt K). Najdalsze skoki oddali: Ammann, Romoroen, Hautamaeki, Kiuru, Morgenstern, Hannawald i... MAŁYSZ. Kiuru skoczył 128 metrów, Hautamaeki 126, a Adam 129,5!!! Hannawald był ósmy, po skoku na 122 metr. Widhoelzl tak jak dzień wcześniej spadł z progu i nie awansował dalej. Ahonen też słabo. Liegl w środku stawki. Druga seria była jeszcze ciekawsza. Hannawald skoczył jeszcze słabiej, lądując ostatecznie na 10 miejscu. Wysoko był Ammann i Schmitt. Hautamaeki pokazał znów olbrzymią klasę, skacząc na 131 metr! To już nie były żarty. Małysz choć miał te 3,5 metra przewagi, to i tak musiał skoczyć aż 128 metrów. Kiuru znów nie skoczył najlepiej, ale tym razem ten skok dał mu miejsce na podium. Został już tylko Małysz. Ruszył. Poleciał. Wylądował. 132 metry! Tak to można krótko ująć. Adam to mistrz i mistrzem jest, był i będzie! Taki skok to cudo! Nawet Hautamaeki nie może mu sprostać. Adam powiększył przewagę nad Hannawaldem, do 122 punktów, co powoduje, że po pierwszym konkursie w Planicy możemu oczekiwać historycznego triumfu!
Czas na opisanie strony telewizyjnej konkursu. Po tych zwycięstwach Małysza rozleniwiam się w euforii i jakoś nie chce mi się pisać, ale jak mus to mus, bo jak teraz nie napiszę, to zapomnę. Komentatorem był Włodek Szron. Jak zawsze mówił bez sensu. Mylił się, zmieniał nazwiska, podawał błędne dane. Wypadł słabo. Co do realizatorów, to nie popisali się, tak jak Szron. W czasie przerwy transmitowali LA MŚ w Birmingham (Anglia). Pokazywali je tak długo, że w obydwu konkursach włączali się na skoki przy 20 skoczku. Zamiast skrócić reklamę lub od razu się przełączyć, to jeszcze trzeba było słuchać Babiarza. Kolejnym błędem realizatorów był wywiad z Adamem. Zamiast puścić na żywo, musieliśmy oglądać z retransmisji. Do operatorów też można się przyczepić. Kamery były za wysoko i za daleko, często ledwo uchwytujące skoczka. Źle zaznaczona czerwona linia punktu K też przeszkadzała w oglądaniu. Na tym tle najlepiej wypadli organizatorzy. Na szczęście błędy operatorskie, realizatorski i komentatorski były przyćmione przez świetne występy Małysza i Hautamaekiego. Oby tak było zawsze!
Matys
adam-matysiak@wp.pl