Obrzydliwe cukierki
Kiedyś dostałem od siostry paczkę cukierków. Niby nic istototnego, a jednak. Wiecie dlaczego to mówię? Bo w owych cukierkach znalazłem robaki. Były to cuksy o nazwie Riesen (nie wiem, czy dobrze napisałem). Od tamtej pory ustrzegam się ww. słodyczy niczym Taw obcowania z mężczyznami;). {Sly coś o tym wie ;).} Dzisiaj siedziałem sobie przed telewizorkiem i nagle wyskoczyły reklamy. Wtem dałem szybkiego susła za fotel i przesiedziałem tam tak do samiusieńkiego wieczora.
Wiecie, co spowodowało takie, a nie inne zachowanie? Reklama cukierków Riesen z obleśnym, zniewieściałym pedaluchem w okrągłych okularach. Zazwyczaj, żem jest twardy chłop. Chodzi mi oto, że np. mucha bez skrzydełek nie robi na mnie większego wrażenia (twardy jestem, co nie?). Ale tym razem moja psycha nie wytrzymała. Jak można było zrobić tak denną reklamówkę, ja się pytam. Wpada jakiś gość w kraciastej koszuli do sklepu i zachowuje się jak dwunastolatek (ruchy i mimika). Do tego ma na nosie wielgachne denka od słoików, które wyszły z mody wraz ze skończeniem II wojny światowej. Gość wpada z superinteligentnym tekstem w stylu: "Dzień dobry, czy są cukiereczki, bo chcę je sobie włożyć do dupeczki" - czy jakoś tak. Potem odwija papierek i łakomym gestem wkłada go sobie do paszczy. Brakowało mi jeszcze tylko tego, aby owego "słodycza" rozsmarował sobie na klacie i śpiewał przy tym hymn radziecki. Doprawdy, ta reklama strasznie mnie zdenerwowała i kiedy ją widzę, łapię za moją dubeltówę... O, znowu leci w telewizorze, where is maine gun?!! Mam, już nie żyjesz zgniły fajfusie... pach... pach... och nieee... przepraszam sąsiedzie. Nie chciałem Ci rozbryzgać mózgu na moje nowiusieńkie kafelki...
LOV
lov69@wp.pl