Badziewne seriale przygodowe

Zaczęło się od Herkulesa. Pewien znany i lubiany (przynajmniej przeze mnie) reżyser zapragnął stworzyć serial, w którym wątki mitologiczne zostałyby wykorzystane do wpakowania boskiego niczym DiCaprio bohatera w rozmaite kłopoty. Operacja nawet się udała - i otrzymaliśmy całkiem przyzwoity serial ze świetnymi efektami i szybką akcją, który z powodzeniem bawił widownię. Zapoczątkowało to masową produkcję rozmaitego badziewia, które powoduje tik nerwowy i pragnienie pójścia do MacDonalds (ani jedno, ani drugie zbyt zdrowe nie jest). Zróbmy mały przegląd plagiatów, zapożyczeń i innych kompletnie chybionych pomysłów.

Xena: Wojownicza Księżniczka
Zaczynam od tego serialu nie bez powodu. Postać jodłującej kobiałki wymyślił bowiem ten sam dowcipniś, co to Herkulesa walczącego z Herą raczył nam przedstawić (kompletna głupota - Herkules jest z mitologii rzymskiej, cała reszta z greckiej). Nasza dzielna feministka biega, skacze, tłucze wrogów pałą (a nie, przepraszam, to jej koleżanka; tłuczenie pałą raczej księżniczce nie przystoi, prawda?), a wspomniana towarzyszka łazi za nią i nudzi, i z odcinka na odcinek wygląda coraz brzydziej. Pierwsza seria nawet mnie bawiła, ale kiedy dzielną rumunkę zaczęto podtruwać, krzyżować, odcinać jej ręce (mój ulubiony odcinek!), a ona nadal stała i rzucała tym ustrojostwem do krojenia faworków... znudziłem się. Ale i tak wolałbym obejrzeć najnudniejszy odcinek "Xeny", niż którykolwiek z pozostałych opisanych tu seriali.

Zaginiony świat (wg Artura Conan Doyle'a!)
Doyle bije głową w wieko trumny, kiedy słyszy takie farmazony. Serial ma tyle wspólnego z jego twórczością, co Radio Maryja z Kościołem. Paru anemików prosto z Wysp Brytyjskich (i jeden Amerykanin, co można łatwo wywnioskować, gdyż jako jedyny chodzi nieogolony i w spoconej koszulce) pakuje się do świata dinozaurów. I plemion dzikusów. I jakichś agresywnych małp (Kongo?). I do tej pory jeszcze byłoby znośnie, ale w jednym odcinku nasi heroiczni żłopacze herbaty spotykają... uwaga, uwaga... EGIPCJAN! I to nie playboyów z kairskich klubów nocnych, ale najprawdziwszego Faraona ze swą świtą! Debilizm wszechczasów - czyli starożytni Egipcjanie zagubili się w tej dżungli, przeżyli kilka tysięcy lat, płodzili potomstwo (ale chyba koniec z tą tradycją - w odcinku byli sami faceci. Chyba, że...), zżerali dinozaury, ale nie wykombinowali, jak się wydostać ani nie posunęli się technice nawet o włos. Pewnie te szaty jedwabne złotem zdobne z dziada pradziada przechodzą w spadku? Były jeszcze jakieś mutanty, a pewnie i Wielka Stopa, UFO, dziady borowe, leśni ludzie i Lepper w helikopterze z Talibami i księdzem Rydzykiem. Delicje. A możliwe, że jest ich więcej, ale w tym momencie nie wytrzymałem i musiałem wziąć coś na rozluźnienie.

Conan Barbarzyńca
Serial tylko dla prawdziwie męskich mężczyzn. Muskularny osiłek z absolutnie gołą klatą, święcacymi bicepsami i duuuużym... mieczem łazi w tę i nazad w towarzystwie karła i paru innych egzotycznych. Za dużo się tego nie naoglądałem, ale pamiętam jakąś plastikową czaszkę, która wyłaniała się z garnka (zupka czy kompocik?) i doradzała tępemu królowi, bo sam nie wiedział, co zrobić ze swoim krajem. Aha - Conan ma wyraz twarzy jak opóźniony w rozwoju policjant (czyli w sumie jak policjant). Aktorstwo na poziomie pacynkowych "Muminków", efektów specjalnych nie stwierdzono. Może to i dobrze, bo jakby stały na poziomie reszty filmu...

Sinbad
Gdybym był okrutny, to bym się nad serialem poznęcał. Ale jestem łagodny jak baranek, więc przemocy nie będzie. Napiszę tylko, że niesamowite wprost przygody przeżyjemy z dzielnym żeglarzem, niemym jak królewna w łabędzia zaklęta Afroamerykaninem, czymś w rodzaju naukowca i babką-czarodziejką. Jeśli ktoś lubi niesamowite przygody, okraszone efektami na poziomie filmu "Flash Gordon", no i fabułę składającą się ze skeczów typu "idziemy sobie nie wiadomo dokąd, a tu wieśniaka gwałci stwór (gwałt to nie tylko napaść na tle seksualnym, jakby kto pytał)", oczywiście. O, byłbym zapomniał, Sinbadowi pomaga spasiony, niewysoki brodacz (Gimli?) z mieczem jak rozwarte dźwierzeje. No i tnie swym orężem, ale jeszcze nikogo nawet nie zadrasnął. Widać broń spełnia wymogi UE.

Tarzan
W tym przypadku widziałem tylko czołówkę, ale to i tak za dużo. Na niej obserwujemy jak człowiek-małpa strzela z łuku do przerośniętych pszczół (wykonanych nowoczesną, francuską techniką foto-montage), powtórnie strzela z łuku do przerośniętych pszczół, huśta się na gumowej lianie, o dziwo - strzela z łuku... do czego?, następnie ucieka przed niemal nieruchomą głową gigantycznego węża (ludzie, żeby węże były tak nieruchliwe, to bym sobie anakondę kupił i nauczył przynosić mi kapcie) i jodłuje w starym, dobrym stylu. Wszystko to zmontowane na poziomie "Asa", albo i nawet "Graczyków" (czyt. montażysta pociął taśmę i wylosował kilka fragmentów), z muzyką taką, że nawet nie chce mi się epitetów wymyślać. Polecam osobom, które mają kompleks niższości, ewentualnie cierpiącym na chroniczne zatwarzdzenie. Przejdzie jak ręką odjął!

Legenda Wilhelma Tella
Młodzian z twarzą apollinową szlaja się w towarzystwie czegoś w rodzaju elfa z fioletową czupryną, dziecka o wyglądzie skatowanej małpy i kobiety z dziwnymi naroślami na głowie (coś takiego miał Predator). Dzielna kompania walczy przeciw odzianemu w biel uosobieniu zła (cóż za symbolika! Co za głębokie przesłanie!) o twarzy pedofila, starucha w głupim hełmie i bandzie szturmowców, którzy dziwnym trafem znaleźli się na planie tego badziewia. Pojedynki odbywają się na, ehem, kryształy, które po dotknięciu ciała niemilca zmieniają go w nicość. O, sromoto! To jest dno dna! Fabuła żałosna i sztucznie przedłużana (Will miał okazję zabić bielinka, ale - wzorem bohatera - zostawił go przy życiu, żeby "nie stać się takim, jak on". Widać chłoptaś nie ma pojęcia o życiu...), a komputerowe błyskawice i inne "efekty" powodują odruchowe sięganie po pilota.

Nareszcie, przebrnąłem przez to... to... poporuto. Czemu robi się takie badziewie, zamiast czegoś na poziomie "Kompanii braci"? To był dopiero serial. Nie to, co kolejne przygody grupki wątpliwych heteroseksualistów, wzorowane na nieśmiertelnych przygodach gąski Balbinki. A zauważcie, że (prawie) wszystkie powyższe pozycje nakręcono na podstawie książki... Dobrze, że pisarze już nie żyją, bo by się biedaczki przękręcili.

military
militarypolice@wp.pl

Heh, a tekst miał być o samym serialu "Herkules". Powiedzcie mili moi, czy też macie taki problem, że schodzicie z tematu jeśli tylko nadarzy się okazja do wyzłośliwiania się?