Pokemon - krytyka

Na samym początku pragnę zaapelować (głównie do fanów Pokemonów), że to mój pierwszy krytyczny tekst do AMTV i mam do napisania niego pełne prawo oraz poważny powód. Sam parę lat temu byłem zafascynowany Pokemonami i gdy mi tylko ktoś chciał uświadomić, jaką głupotę popełniam oglądając tę mangę, gotów byłem przywalić mu w zęby. Dopiero teraz zrozumiałem, jaki straszny błąd popełniłem...

Niby zwyczajna kreskówka: przyjaciele, wielka przygoda i jakieś tam stworki. Tak naprawdę to tylko pozory. Już spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego ta bajka nie nadaje się do oglądania dla dzieci. Zacznijmy od tego, że emanuje przemocą. I to gorszą od Dragon Balla. Dlaczego tak myślę? Trener Pokemonów wykorzystuje swoje zwierzaki do walki dla własnych celów, chce po prostu być najlepszy. Dla takiego trenera to, że używa żywych stworzeń do walki, to normalka. Myśli tylko o tym, jak pokonać przeciwnika. A po co to robi? Żeby mu udowodnić, że jest lepszy! Toż to skandal. W DB Goku przynajmniej walczy dla jakichś wyższych celów, ratuje świat i nie wykorzystuje do tego celu tresowanych zwierzątek, które skaczą wszystkim do gardeł. Pokemony to wredne bestie, które stworzone są tylko i wyłącznie do walki. Taki Ash Ketchum, jeśli tylko chce zdobyć nowego towarzysza, wyzywa go na pojedynek z jednym ze swoich Pokemonów i jeżeli wygra, dołącza go do swojej kolekcji. Teraz już może wszystko i wszystkich niszczyć za pomocą mocy swego nowego kumpla. To już lekka przesada. Łapie stwory, żeby służyły mu do niszczenia? W Świecie Pokemona nie istnieją żadne mądre wartości, wszystkie dzieci, które tylko skończą 10 lat, dostają swojego pierwszego "zmutka" i wyruszają na rzeź, zaślepieni przez żądzę tresowania. Obmyślają strategie, faszerują pupilka jakimiś specyfikami i uczą go nowych ataków. Pokemony potrafią dosłownie wszystko: kopią, strzelają, zieją ogniem, rażą prądem, wybuchają, plują trucizną i wysysają krew. Głównie z tego powodu mózgi młodych odbiorców zostają wypaczone przez Poke-Manię.

Bajka ta jest strasznie niebezpieczna, a bardzo często rodzice nie zdają sobie z tego sprawy. Później się dziwią, że ich pociechy siedzą do późna w bramach, jedzą chrupki i krzyczą: "Trzy-po-trzy!" rzucając przy tym kawałkami plastiku i kłócąc się niemiłosiernie o to, kto kogo pokonuje. Takie sytuacje są po prostu żałosne... Umysły dzieci są bardzo podatne na tego typu kreskówki. Jakby tego było mało, Pokemony są wszędzie: w jogurtach, chipsach, na koszulkach, skarpetkach, plecakach itp. Nie liczę oczywiście zabawek i różnego rodzaju gier, których na całym świecie istnieją rekordowe ilości.

Twórcy tych zwierząt tak bardzo chcą "trzepać kasiorę", że w jednym filmie kinowym umieścili superefekty świetlne, po których większą część dzieci z objawami epilepsji trzeba było zabrać do szpitala. Nie dość, że fabuła beznadziejna, to jeszcze przekaz... Ech... Szkoda gadać. Już czas zakończyć tę bezsensowną walkę "ludzie kontra pokemony". Kto wygra? Miejmy nadzieję, że jednak my, czyli poke... czyli ludzie. ;)

Suchy
skatoony@wp.pl