Pewnego dnia {A był to - uściślając - dzień gali oscarowej... - Taw w nowych kolorach ;)} TVP1 pokazała nominowany do Oskara film "Katedra". Opiszę go teraz, ale nie jest on łatwy do zrozumienia.
Na pierwszy plan wychodzi człowiek, w kapturze i nie najlepszej kondycji. Posiadają kij, który wytwarza światło. Wchodzi do tytułowej katedry, a drzwi się za nim zamykają. Zapala swój kij i rusza przed siebie. W czasie gdy on idzie, widać po bokach, ni to drzewa, ni to krzewy. Są tam ludzkie głowy, które uśmiechają się, tylko nie wiem dlaczego. Gdy nasz wędrowiec dochodzi do końca katedry, znajduje się na urwisku, skąd podziwa zniszczoną planetę. Punkt kulminacyjny następuje gdy jakaś gwiazda (czyżby to było Słońce, a ta planeta to Ziemia?) wychodzi zza planety i swoim światłem oświetla katedrę. Dzieje się wtedy coś dziwnego. Drzewo-ludzie ukazują na swych twarzach ból i rozpacz, a laska wędrowca wrasta korzeniami w ziemię i wraz z jego prawą ręką zostaje mu urwana. Przez chwilę wędrowiec leży, ale za chwilę znów dzieje się coś niezwykłego. Tam gdzie stał wyrasta drzewo, a on dołącza do grona innych drzew z ludzkimi głowami.
Tak się kończy ów krótki film animowany. Muszę powiedzieć, że prawie nic z tego nie zrozumiałem, ale budujące się napięcie i doskonała muzyka oddają filmowi cześć i w pełni zasłużył na nominację do Oskara.
Matys
adam-matysiak@wp.pl
Nie. "Katedra" nie wygrała. Złośliwi mówią, że jej skomplikowanego przesłania Amerykanie nie byli w stanie zrozumieć (hi Matys :)) Co sądzę o stereotypach, już wspominałam. A co sądzę o samym filmie?
Na początek to, co rzuca się w oczy - rewelacyjna animacja. Po prostu robi wrażenie. Ale... wrażenie robi też przesłanie filmu. Nie będę opisywała kolejnych wydarzeń - tu wyręczył mnie już Matys - zresztą wydaje mi się, że wydarzenia w tym filmie niejako schodzą na drugi plan. Film to niezwykła opowieść o ofiarze, poświęceniu, stosunku do religii. Wędrowiec wchodzi do katedry... za chwilę będzie już po wszystkim... na zawsze zostanie tutaj, tak jak wiele innych drzew, które kiedyś przeżyły to samo.
O przesłaniu "Katedry" można by pisać zapewne bardzo długo, myślę jednak, że jest to film, który po prostu warto zobaczyć - i spróbować zrozumieć samemu, bo wtedy wywiera na widzu największe wrażenie.
Szkoda, że "Katedra" nie wygrała, zwłaszcza, że w gronie nominowanych wyróżniała się zupełnie innym podejściem do narzędzia, jakim jest animacja i do roli filmu animowanego. Nie ulega jednak wątpliwości, że nominacja to dla Tomasza Bagińskiego ogromny sukces i że teraz - ze znanym nazwiskiem - Tomasz będzie mógł mógł łatwiej zdobyć fundusze na produkcję kolejnych filmów i poświęcić więcej czasu na pracę nad animacjami. A wtedy uda się może powtórzyć sukces jedynego do tej pory polskiego filmu, który zdobył w tej kategorii Oscara.
Tawananna
Ma 26 lat. Już w ogólniaku zaczął się interesować grafiką komputerową. Na studiach (architektura) zrobił swój pierwszy film animowany "Rain". Dzięki niemu wygrał kilka niszowych festiwali filmowych. Wtedy zwrócili na niego uwagę szefowie firmy, w której obecnie bracuje. Po trzech latach porzucił studia, zajął się pracą i "Katedrą". Pracował nad nią prawie trzy lata. Efekty widać :). Teraz młody twórca zajmuje się już kolejnym filmem. Tym razem ma to być coś w klimacie MontyPythona.
Na koniec kilka linków do ciekawych tekstów na temat "Katedry" opublikowanych w portalu Gazeta.pl.
"Prywatna katedra Tomasza B." - artykuł o tym, jak doszło do tego, że Tomasz zajął się filmem i jak powstawała "Katedra".
Zapis czatu z Tomkiem
Rozmowa z Tomkiem po otrzymaniu nominacji do Oscara
Fragment opowiadania Jacka Dukaja, na podstawie którego powstał film.