Oscary, ach, Oscary

Nie, to nie będzie kolejny tekst o tym, kto dostał Oscary, że "Chicago" i "Pianista" to niekwestionowani zwycięzcy tegorocznej ceremonii, że Brody całował Halle Berry, a Michael Moore nie lubi Busha. Nie, o tym pewnie słyszeliście już co najmniej ze sto razy ;).

Dla odmiany chciałam zająć się bardziej "technicznymi" aspektami uroczystości czyli, mówiąc nieco konkretniej, tym, jak zaprezentowany Oscary w polskiej telewizji.

Jeśli pilnie czytaliście poprzedni numer AMTV, zapewne wiecie, że TVP poważnie myślała o rezygnacji z transmisji Oscarów. Ostatecznie - zapewne po tylu polskich (ew. "półpolskich") nominacjach - na szczęście zrezygnowała z tego kroku. Ale niesmak pozostał... Rozumiem, że różnica czasowa jest znacząca, ale mimo to przyjemnie chociaż mieć MOŻLIWOŚĆ obejrzenia bodaj najważniejszej uroczystości związanej z filmem. Czy z tej możliwości skorzystamy, to już inna sprawa. Ja skorzystałam i nie żałowałam, ale...

Pod względem technicznym transmisja i realizacja stała na średnim poziomie. Pomijając już nieszczęsne zagubienie sygnału z USA (które miało miejsce w całej Europie, jak podali prezenterzy w polskim studio), realizatorzy spóźniali się z przeniesieniem się z powrotem do Kodak Theatre po przerwach reklamowych. W studio debaty trwały najlepsze, a na ekranie za plecami zaproszonych gości mogliśmy obserwować, jak Steve Martin wchodzi na scenę...

Tu od razu zaznaczę, że dobór gości moim zdaniem był trafny. Choć przyznam szczerze, że nie potrafię podać ich nazwisk, wygłaszali ciekawe opinie na temat nominowanych filmów, wystrzegali się komentowania produkcji, których nie znali, a przede wszystkim spierali się ze sobą nawzajem, nie unikali też podania swoich faworytów. Jedyne, co mnie zirytowało, to mówienie o kiepskim poczuciu humoru Amerykanów i wygłaszanie innych równie stereotypowych opinii na ich temat. Po prostu w tego typu stereotypy nie wierzę.

Prowadzący - Magda Mołek i Tomasz Kamel - spisali się nieźle - nie irytowali, ale i nie rzucali się w oczy. Może o to właśnie chodziło ;).

Dużo gorzej - przynajmniej moim zdaniem - spisał się tłumacz. Ja rozumiem, że tłumaczenie symultaniczne to bardzo trudne zadanie, ale w końcu skakać na nartach też nie umiem, a są tacy, którzy skaczą ;). W każdym razie tłumacz miał tendencje do gubienia całych fragmentów wypowiedzi i przekładania na polski tytułów, które znamy w oryginale, pozostawiając w języku angielskim te, które znamy w tłumaczeniu. Ech...

Choć może nie wiąże się to ściśle z tegoroczną galą, TVP należą się pochwały za dobór filmów wyemitowanych przed transmisją gali. Nie zabrakło "Katedry" czy nominowanej w ubiegłym roku "Męskiej sprawy" Sławomira Fabickiego.

Wracając zaś do gali... Cóż, Whoopi Goldberg, która prowadziła ją w ubiegłym roku, była bardzo krytykowana, tymczasem Steve Martin nie spisał się lepiej. Tłumaczono to faktem, że w ostatniej chwili z powodu wybuchu wojny i atmosfery w Stanach wiele kwestii wykreślono, ale nic nie zmieni faktu, że gala była po prostu... nudna, a napięcie wzrosło dopiero pod koniec, przy najważniejszych statuetkach.

Mimo to myślę, że ceremonię wręczania Oscarów warto było obejrzeć - choćby po to, by widzieć triumf Polańskiego (notabene z powodu ciążących na nim oskarżeń nieobecnego) czy po prostu zobaczyć zdobywców najsłynniejszej nagrody filmowej świata.

Tawananna