Jak łyse konie
Oto kolejny nowy program, jaki prezentuje nam TVN. Warte przypomnienia jest, że w naszym języku istnieje takie powiedzenie "Znać się jak łyse konie", czyli jednym słowem znać się bardzo dobrze. Nie mam jednak zamiaru bawić się tutaj w polonistę, chcę tylko przedstawić wam ten program. Zasada jest dość prosta. Prowadzący Andrzej Sołtysik, były prezenter Big Brothera, zaprasza do swojego studia 6 osób w dwóch drużynach (czyli po 3 osoby w każdej). Atrakcyjność programu polega na tym, że jedna (główna) osoba jest słynną gwiazdą. Przykładowo w pierwszym odcinku była to Anna Przybylska i Olaf Lubaszenko. Warte podkreślenia jest także to, że jedna drużyna jest męska, druga - damska. Na czym polega cały kłopot? Przykładowo Anna Przybylska musiała wybrać sobie najseksowniejszy jej zdaniem tors mężczyzny, nogi i twarz, a jej dwie przyjaciółki musiały odgadnąć na co się zdecydowała. Jeśli trafiły, dostawały punkty. Jednym słowem przyjaciele głównej osoby mają odpowiedzieć (odgadnąć) co powiedziała ona lub zrobiła. Żeby wygrać trzeba znać się naprawdę jak łyse konie :).
Co do spraw technicznych, trzeba podkreślić muzykę i wystrój wewnętrzny. Przygrywa nam zespół, który występuje na takiej miniscenie. Składa się z jednej grubszej kobitki, dwóch facetów i instrumentów - m.in. perkusji i gitary. Muzyka przez nich grana jest miła dla ucha, rytmiczna i nie jest to nic takiego jak u Kuby Wojewódzkiego. Po pierwszym odcinku stwierdziłem, że jak na przygrywki to całe to śpiewanie jest trochę za długie, ale już w kolejnym było bardzo dobrze. Wystrój wewnętrzny jest także miły i sympatyczny, aczkolwiek nikt tutaj nie siedzi przy kominku. Najbardziej spodobał mi się pomysł z punktacją, która jest wręcz rewelacyjna. Na dwóch kolumnach pozawieszane są lampy okalające te kolumny. Na początku rzecz jasna są zgaszone, ale gdy drużyna zdobywa punkt, zaświeconych pierścieni przybywa. Wygrywa ta drużyna, która pierwsza zdobędzie 8 punktów. A jaka jest nagroda? Jest nią wycieczka w wybrane przez drużynę miejsce. Może to być Rzym albo Ameryka Południowa.
Zauważyłem, że już w drugim odcinku nie tylko osoby główne były znanymi artystami, ale również te pozostałe. Przykładowo w drużynie żeńskiej była pani Fraszczyńska, Foremniak i... nazwiska nie znam, ale grała w "Na dobre i na złe" żonę Bruna (ale ja obeznany jestem w tych telenowalach :)). Na pewno sprawia to, że program jest dość sporym kąskiem dla widzów. Warte podkreślenia jest również to, że panuje tutaj całkowicie luźna atmosfera. Nikt się za bardzo niczym nie stresuje i nie boi się kolejnych pytań, bo to jest przecież tylko zabawa. Program można troszeczkę porównać ze "Śpiewającymi Fortepianami" na TVP 2, ale oczywiście nie spodziewajcie się tego samego.
Czy warto polecić wam ten program? Uważam, że tak - to naprawdę ciekawa propozycja. Jeżeli więc jesteście zainteresowani, włączcie TVN w czwartek o 21.25.
Dishman
dishman@poczta.fm