Wywiad z Kubą Wojewódzkim
Jako dziennikarz zasłynął ostrymi, często złośliwymi opiniami o młodych wokalistach, których ocenia w telewizyjnym programie "Idol". Dekadę temu Wojewódzki poznał muzyków Klatu (wtedy Klaatu). Kiedy został szefem artystycznym firmy Arston, wydał ich pierwszą płytę. Teraz, po latach milczenia, Klatu nagrało nową płytę.
Granie na perkusji to spełnienie młodzieńczego marzenia czy kolejna drwina z branży muzycznej?
Na perkusji grałem w liceum, na co mam dowody w postaci nagrań i zdjęć. Moja pierwsza grupa nazywała się Impuls. Wybrałem perkusję, bo to instrument, na którym mogę się wyżyć. Granie w Klatu ma formę towarzysko-profesjonalną, jesteśmy grupą przyjaciół. Nie mamy ciśnienia do ścigania się na listach przebojów i na pewno nie zagramy wspólnej trasy z Budką Suflera. Choć zabrzmi to patetycznie, spełnianie się w sztuce ma dla mnie wymiar samorealizacji artystycznej, bez przekładania działań na stosy złudnie szeleszczących banknotów.
No, ale stałeś się jednocześnie sędzią i aktorem?
Tym się nie przejmuję. Płyta ukazuje się w gorącym momencie, myślę, że telewidzowie przez ciekawość kupią album Klatu. Natomiast moi przeciwnicy z przekąsem będą oceniać płytę. Uważają, że jak ktoś skrytykował publicznie pół miliona osób, to sam musi być co najmniej Michałem Aniołem perkusji.
Istnieje ryzyko, że płyta Klatu sprzeda się słabiej niż debiutanckie krążki laureatów programu "Idol".
Może tak być. Odważnie stajemy do konfrontacji z oczekiwaniami słuchaczy, bez względu na to, czy będą nas porównywać do grup alternatywnych, czy disco-polowych. Jestem człowiekiem nauczonym pokory i nie przejmuję się recenzjami innych.
O Twoich umiejętnościach perkusyjnych koledzy z zespołu mówią, że są średnie, ale podobno bardzo pomogłeś w sferze produkcji nagrań.
Jestem perkusistą intuicyjnym, któremu przyjemność sprawia samo granie. Bez wątpienia można mnie uznać za najgorszego muzyka w tym zespole. Nigdy nie ukrywałem, że zawsze rozczulał mnie Ringo Star, bo grał prosto, a jednocześnie był w tym jakiś wdzięk. Osobowość była u niego kilkanaście razy większa niż umiejętności.
Wywiad pochodzi z "Gazety Wyborczej",
rozmawiał Krzysztof Kowalewicz,
nadesłał Avistak.