KUPIŁEM SOBIE MŁOT
Wiosna!!! Nareszcie!. Po długiej i mroźnej zimie nadeszła ta piękna
pora roku w której rodzą się dzeci, lęgnie się drób, wszyscy się kocha-
ją i jest ogólnie pięknie. W której dni stają się coraz dłuższe i ciep-
lejsze. Która każe nam zapomnieć o wszystkich zimowych zgryzach, lękach
i niepowodzeniach i patrzeć w przyszłość z jeszcze większą nadzieją.
Wiosna, siostra mojej duszy. Pora optymistów.
Pewien pan napisał, że wieje. Napisał że ma chwilowo dość i ciśnie go
trudna sesja. Pewien pan jest hipokrytą który nawet porządnie dotrzymać
słowa nie potrafi. Darujcie mi Przyjaciele. Ja naprawdę starałem się
ostro zakuwać i do Was nie pisać. Ale cóż, wiosna to magiczna pora ro-
ku która sprawia że ludziom się chce. Jakoś znalazłem czas na wszystko.
Dlatego narażając się na śmieszność (:)) proszę Was, wybaczcie mi te
głupoty które plotłem dwa miesiące temu będąc deko przyciśniętym.
Nie witajcie mnie bo nie wracam. Nigdzie nie uciekłem. Cały czas byłem.
Wiosna na nowo dmuchnęła w moje skrzydła. Jeszcze wczoraj rano ględzi-
łem że wojna, że to, ze tamto. Wieczorem poszedłem sobie do przyjaciół
na grzanki (szkoda że bez grzańca). I zaraz wrócili mi wiarę we wszy-
stko:). A dzisiaj to już wiedziałem że nie będę siedział w domu. Po
powrocie z zajęć pobiegłem do autobusu i wysiadłem na przystanku
najbliższym ruskiemu rynkowi. Dawno nic nie dokupiłem do mojej pięknej
kolekcji zabytków po najwspanialszym ustroju świata, w dodatku ostatnio
zbiory uszczupliły się o pół głowy Lenina, która odpadła po tym jak
w przypływie dzikiej rozpaczy potraktowałem ją sierpem. Cóż za ironia!
Wódz rewolucji która zawiodła na sztandary symbol sierpa i młota
potraktowany sierpem! I to dwadzieścia razy... Kto sierpem wojuje od
sierpu ginie. Ale to nic, kupię identycznego. A dziś zwiozłem fajny
order ze Stalinem i plakietkę na czapkę. Nic nadzwyczajnego. Lepszych
rzeczy nie było. Może gdybym znalazł jakiś portret... Pasja pasją, ale
zbrodniarza na ścianie to jednak nie powieszę. Stalin i Lenin odpadają.
Jeśli ktoś z szanownych Czytelników ma portret Bieruta o wymiarach min.
30 * 20 centymetrów, niech pisze: advocat@interia.pl. Kupię na bank.
Bierut też aniołkiem nie był, ale przy takim Stalinie wydaje się grze-
cznym chłopczykiem ze szkółki niedzielnej. Dlatego bez oporów zawieszę
go sobie nad biurkiem.
Łowy na ruskim rynku okazały się mało obfite. Na piwo iść nie myślałem
bo co to za frajda samemu. Zresztą od dwóch tygodni nie praktykuję wy-
dymania kufla. Nie żebym był jakimś nadgorliwym katolikiem który w poś-
cie stroni od wszystkich używek. Powód jest bardziej prozaiczny - brak
kasy. (Co innego z orderami, na to zawsze znajdę). Może jeszcze fakt
że ostatnio zdarzało mi się wypić i popalić deko ponad przeciętną.
Ale to było w zimie, czyli bardzo dawno temu. Wsiadłem więc w autobus i
ruszyłem w drogę powrotną do domu. Jakiś szósty zmysł kazał mi jednak
wysiąść i zaglądnąć do antykwariatu. Nie wiem czemu. Tak po prostu.
Ciągnie mnie do miejsc gdzie można dostać fajne rzeczy za śmieszną
kasę. Ostatnio nakupiłem trochę płyt z polskim rockiem i bluesem za
naprawdę żadne pieniądze. Jeśli dobrze się szuka, można znaleźć pereł-
ki. Zaczałem przeglądać stare komiksy... I stał się cud! Cud nad Wisło-
kiem! Cud w samo przedpołudnie! Między komiksami leżał stary, odrapany,
sfatygowany, brzydki, pozaginany, ale jedyny z całej serii którego nie
miałem!! Asterkis Legionista!!! (BTW: Qn`iku, to że zaraziłeś mnie fas-
cynacją Asteriksami to druga rzecz oprócz AM za którą jestem Ci dozgon-
nie wdzięczny:)). Nie mogłem się powstrzymać przed zakomunikowaniem
sprzedawczyni że oto zakończyłem paruletni okres kompletowania zbioru.
Zacząłem czytać zaraz po wyjściu. Na przystanku zarykiwałem się ze
śmiechu wśród tłumu zdezorientowanych Bogu ducha winnych ludzi. W auto-
busie trochę się uspokoiłem, ale gdy wyszedłem na końcowym przystanku,
znów zaczałem rechotać. I tak trzęsąc się ze śmiechu, w moim starym
polarze, w dżinsach, w kaszkietce, ze Stalinem w kieszeni, siedziałem
sobie w pierwszy dzień wiosny i bawiłem się jak małe dziecko czytając
Asteriksa. Cały ja. Nie skończyłem głośno się śmiać do ostatniej stro-
ny. Czułem się świetnie. Jak nowo narodzony. Wiosna dodała mi niemożli-
wie dużo chęci do życia. Wróciłem do domu cały w skowronkach. Za kilka
dni, gdy skończy się weekend ruszam do uśmiechniętych ludzi usmiechać
się do pary. A jak trzeba to wspierać przed ciężką sesją. I nigdzie
nie uciekam. Bo jest wiosna. To nic że zmarzłem na kość podczas
szwendania się po mieście. Może nie ma jej jeszcze za oknem ale we mnie
już jest. Jeżeli w sobie nie poczujecie wiosny, nigdy nie nadejdzie.
Donald
advocat@interia.pl
21-03-2003
PS. Przyjaciołom
PS2. Rainmanowi i wszystkim optymistom. Nie jesteśmy zakłamani.
My zmieniamy ten świat. Bo nam się CHCE.
PS3. Wszystkim zdziwionym że w tekście nie było ani słowa o młocie:
Młota kupować nie zamierzam, na pewno gdzieś w domu jest. Z sierpem
to była inna sprawa. Jak sobie będę chciał złożyć ołtarzyk to nie bę-
dzie problemu. Piszę ten tekst w marcu, gdy będziecie go czytać będzie
maj/czerwiec a w międzyczasie jest jeszcze pierwszy kwietnia :)
Zresztą tematyką ten art nawiązuje do tekstu "Kupiłem sobie sierp".