KRÓTKI ART O POKOJU
Siedzę sobie w ciasnej klitce o wymiarach 6*2,5*2,5 metra. Czyli we
własnym pokoju. Od trzynastu z hakiem lat spędzam w tym miejscu masę
czasu. Pokój jest częścią wiekszej całości, czyli mieszkania. Mieszka-
nie znajduje się w bloku, ten na osiedlu, osiedle w mieście. W Rzeszo-
wie. Rzeszów to moje miejsce. Ładne, spokojne, tutaj mam przyjaciół i
znajomych, tutaj kończyłem szkoły, tutaj studiuję. Na osiedlu jako
dziecko się bawiłem, grałem w przeróżne gry, pod blokiem dyskutowałem
z masą ciekawych i mniej ciekawych ludzi. To też moje miejsca. Mieszka-
nie dzielę z rodzicami i ono również jest moim miejscem. Wszędzie pełno
moich miejsc, z którymi coś mnie wiąże. Jednak codziennie wracam do
tego najbardziej mojego - czyli pokoju.
Nie jest on jakiś nadzwyczajny. Ściany pomalowane są na brzydki odcień
żółci, gdzieniegdzie brudne. Od małego lubiłem opierać się o nie stopa-
mi. Później sprytnie zastawiłem najbrudniejsze miejsca meblościanką.
Na meblach też nie ma za wielkiego porządku. Jestem bałaganiarzem. Gdy
użyję jakiejś rzeczy, nie odkładam jej na miejsce tylko gdzie popadnie,
najczęściej na biurko. Nie sprzatam za często, podobnie jak i nie od-
kurzam. Brud mi jakoś nie przeszkadza. To wada. Ale gdzie być całkowi-
cie sobą, z zaletami i wadami, jak nie w swoim własnym pokoju? Na
drzwiach napisałem markerem: "Chlew sweet chlew", co stanowi niewątpli-
wą atrakcję dla moich gości. Cała reszta wystroju mojego pokoju to
nic nadzwyczajnego - ot książki, płyty, czasopisma, parę sowieckich
czapek i figurek, gitara (ruska, jakżeby inaczej), flet - słowem
standard.
Mój pokój jest dobrem wspólnym moim i wszystkich, którzy w nim w danym
momencie przebywają. W moim pokoju urzeczywistniane są zasady sprawie-
dliwości społecznej. Wszyscy są tutaj równi wobec prawa. Każdy jest
zobowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno do
niczego zmuszać. Nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przy-
czyny. Nikt nie może zostać poddany torturom. Każdy ma prawo do ochro-
ny prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia. Po co
właściwie przepisałem tutaj parę artykułów z konstytucji? Bo w moim
pokoju nie ma przeszkód do ich przestrzegania. W mieszkaniu raczej też
nie. Na osiedlu już gorzej, mogą kogoś okraść, kogoś nabić, znieważyć.
W mieście jeszcze gorzej, w państwie, na świecie - tragicznie. Dla
mojego mieszkania nikt nie musiał pisać konstytucji. Wszyscy wiedzą
tutaj co wolno, czego nie. Konstytucja jest dla państwa. A niektórzy
ludzie i tak o niej zapominają, nie chcą pamiętać, mają ją gdzieś.
Podobnie jak i resztę systemu prawnego. Chyba każdy w głębi serca
pragnie żeby wokół niego nie działo się źle. A dzieje się źle, działo
się i najprawdopodobniej dziać się będzie. Ja nie podskoczę wyżej
własnego pokoju. Dlatego przyjanmiej tutaj niech będzie jak chcę. Przy-
najmniej tu świat nie musi mnie boleć. Tu mogę być dobry dla każdego i
dbać o niego jak o brata. W strefie Gazy izraelskie czołgi jeżdżą po
cywilach. Jeżeli kiedykolwiek z okien pokoju zobaczę jakiś wrogi czołg,
rozedrę gołymi rękami. Bo mój pokój to moja przystań. Po ciężkim czy
lekkim dniu, zdanym lub niezdanym egzaminie, po wieczorze z przyjaciół-
mi lub nieprzyjemnym spięciu z samym życiem zawsze tutaj wracam.
Zapalam fajkę lub otwieram piwo, wygodnie się rozsiadam i patrząc
przez dym na książki, gazety i popiersia Lenina myślę o tym co mnie
dzisiaj spotkało. Czasem są to myśli pogodne, gdy kończący się dzień
był jednym z tych dla których warto wstać z łóżka lub po prostu
kolejnym normalnym, standardowym,"porządnym" dniem. Wtedy cieszę
się że znowu spotkałem przyjaciół, kolejny raz wynudziłem się z nimi
na wykładzie czy połaziłem ulicami, że zobaczyłem coś pięknego czy
niepowtarzalnego, że przeżyłem dzień w zgodzie z samym sobą. Niekiedy
do świadomości przebije się myśl, że za oknem, bliżej lub dalej ktoś
płacze, ktoś głoduje, ktoś jest bity. A to wszystko z winy innego
kogoś. Ludzie są sobie całym stadem wilków. Ale to wszystko nie ma
wstępu do mojego pokoju. Te wszystkie niezależne ode mnie zjawiska
kończą się na progu. Tutaj nie było nigdy wojny, głodu ani nieszczę-
ścia. Nikt nie zginął tutaj za inny wygląd, kolor skóry czy przekona-
nia. Tutaj spotykają się sami szczęśliwi ludzie. Lubię patrzeć na ich
uśmiechnięte twarze. Wszystko co złe i smutne jest wtedy gdzieś za
drzwiami. Wtedy jesteśmy tylko my, wtedy mało co nas obchodzi, wtedy
świat może nie istnieć...
To egoistyczna myśl. Nie można się odcinać, w końcu my też jesteśmy
częścią tego świata. Czasem, gdy parę rzeczy przytłacza, trzeba się
gdzieś schować. To normalne. Do tego jest na przykład własny pokój.
Trzeba zastanowić się co dalej. Naładować akumulatory do walki o każdy
dzień. We własnym pokoju, przed samym sobą, w dystansie do wszystkiego
jest się kimś innym niż na zewnątrz. Można być takim jakim chce się
być, bez przeszkód. Trzeba zatem każdego dnia rano wynieść z pokoju jak
najwięcej postawy takiej, jaką chce się przyjąć na zewnątrz, już w
obliczu piętrzących się trudności i kłopotów. Każdego dnia rano
wychodzę z pokoju z uśmiechem i optymizmem. Jeśli mogę, próbuję pomóc.
Próbuję choć trochę zmienić świat wokół siebie. Bo warto, bo trzeba,
bo po to żyjemy. Po to żeby się nie poddać. Nie poddawajcie się.
Donald
advocat@interia.pl
16-03-2003
PS. Mój przyjaciel, który mieszka w akademiku, a zatem w swoim pokoju
jest rzadko, zwykł się modlić słowami: "Boże! daj mi pogodę ducha,
abym godził się z tym czego zmienić nie mogę, odwagę, bym zmieniał to
co zmienić mogę; i mądrość, abym mógł zawsze odróżnić jedno od
drugiego." (cytat z "Rzeźni numer pięć, K. Vonneguta.) Bardzo ogólne
sformułowania, ale i bardzo trafne. Może zawieszę je sobie w którymś
miejscu w pokoju. Życzę Wam wszystkim, niech się przełożą na to kim
jesteśmy i co robimy każdego dnia. Nieważne czy jesteś optymistą,
pesymistą, realistą. Te słowa są ponad podziałami. I mogą trafić do
wszystkich.