Czy dla miłości można poświęcić wszystko?

Oto moje wypracowanie napisane na polski. Uznałem, że może się spodoba na szerszym niż nauczyciel forum.

Czy dla miłości można poświęcić wszystko? To bardzo trudne pytanie. Od wielu wieków filozofowie szukają na nie odpowiedzi. Teraz i ja wtrącę swoja opinię.
Myślę, że rozważania należałoby rozpocząć od stwierdzenia czym właściwie jest miłość. Istnieje wiele teorii na ten temat. Naukowcy twierdzą, iż kiedy mamy kontakt z przedstawicielem płci przeciwnej i ta osoba odpowiada naszym gustom wydziela się pewien hormon, który właśnie odpowiada za uczucie pożądania. Jest to naturalne zachowanie mające na celu dążenie zachowania gatunku i jest spadkiem po naszych mniej ucywilizowanych przodkach, którzy wyznawali zasadę, jak się spodoba to za włosy i do jaskini, jak się odpodoba to bierzesz maczugę i rozwód. Z czasem jednak człowiek nauczył się nad tym panować. Niektórzy mówią też, że nie ma czegoś takiego jak miłość, a człowiek jest egoistą, który jest w stanie zrobić wszystko dla własnych korzyści. Wymyślono także bardziej romantyczne teorie. Na przykład, że mężczyzna i kobieta byli kiedyś jednością, ale Bóg się na nich zdenerwował i rozdzielił, a teraz każdy szuka swojej drugiej połówki. Lub też twierdzenia w stylu, że ludzi połączy miłość kiedy jedno stanie się monadalną częścią drugiego i na odwrót. Tym podobnych poglądów jest ogrom, co człowiek to inne zdanie. Ale tak naprawdę nikt nie ma pojęcia czym tak naprawdę jest miłość i konia z rzędem temu kto udowodni mi w niezbity sposób którąkolwiek z teorii. Czy można poświęcić wszystko czemuś czego nie rozumiemy i nie znamy?
Trzeba bardzo uważać z tym poświęceniem, gdyż miłość bywa złudna. Dajmy na to wydaje się komuś, że bardzo się zakochał i usiłuje zdobyć uczucie drugiej osoby. Dążąc do celu stracił niemal wszystko, ale w końcu osiągnął sukces. Teraz wydawałoby się, że będzie szczęśliwy, ale tu się nagle okazuje, że ukochana osoba po bliższym poznaniu okazuje się zupełnie kim innym niż wydawało mu się, że jest na początku. I co teraz? Dno i wodorosty. Człowiek zostaje bez niczego, sam. Po prostu mu łyso. I tyle wyszło z jego poświęcenia dla miłości. To działa także w drugą stronę. Na początku możemy kogoś nienawidzić, a potem ten ktoś okaże się osobą bardzo wartościową. Takie przypadki też się zdarzają i często związki zbudowane na takich fundamentach są o wiele trwalsze niż te, w których wszystko od początku było jasne.
Bywa też, że miłość może minąć. I po raz kolejny ten sam scenariusz Człowiek żył długo z drugą osobą, był szczęśliwy nic więcej nie było mu potrzebne. Stracił kontakt z przyjaciółmi, wszystkie wartości jakie wcześniej reprezentował. Miał tylko tą ukochaną osobę i nic więcej. Po pewnym czasie to wszystko minęło, pozostały tylko wspomnienia. Po prostu dana osoba nie ma już do czego wracać.
Człowiek, który jednak odważyłby się na poświęcenie wszystkiego dla miłości okazuje się strasznym egoistą. Tak, po prostu wszystko robi wyłącznie dla siebie, wiedziony miłością, która jest ślepa i nie wiadomo, gdzie może go zaprowadzić. Działając w ten sposób może narazić wybraną osobę na wiele przykrości. Wybranka tego egoisty, patrząc co on wyrabia i nie mogąc mu pomóc (bo załóżmy, że kocha kogoś innego) dostanie wyrzutów sumienia z powodu zrujnowania komuś życia i zrobi coś głupiego. Lub też dana osoba, nie wytrzyma ciągłych nacisków ze strony egoisty, w końcu dostanie manii prześladowczej i wyląduje w psychiatryku. I co z tego wyszło? Znów więcej złego niż dobrego.
Wnioskując, nie warto poświęcać wszystkiego dla miłości, chociażby z wyżej wymienionych powodów. Owszem może się zdarzyć, że wszystko się uda, ale tak dzieje się teraz tylko w telenowelach rodem z Ameryki Południowej. Ja i tak wolę zasadę naszych przodków z epoki kamienia łupanego, ale niestety nie daje się ona stosować w dzisiejszych czasach, gdyż druga strona nauczyła się bronić, a zresztą nie ma już takich przytulnych jaskiń jak kiedyś. I na tym zakończę moje rozmyślania.
Trolas
lesio86@wp.pl