Jak Coca Cola...

BrightWitch


... to jest to! - pomyślałam ostatnio opierając dłoń na twoim przedramieniu.

Jaki dziwny jest czas... Zatrzymał się wtedy na pewno. Tak wiele myśli przemknęło mi przez głowę w tamtej chwili.

Spadająca szklanka... W pierwszym momencie zatrzymuje się w powietrzu, przyzwyczajona przecież do stawiania jej na blacie, by po sekundzie runąć w dół. Roztrzaskuje się...

Nie wiem dlaczego. Nie wiem jak długo jeszcze. Nie wiem czy to ma sens. Może nie muszę wiedzieć...?

Nie bawiłam się z pewnością, choć mogło to tak wyglądać. Upewniałam się czy ja naprawdę tego chcę. Potrzebowałam tego, musiałam się nauczyć wierzyć w swoje uczucia. I w twoje... Musiałam nauczyć się wierzyć, że to nie skończy się, kiedy przyznam, że...

Mam świadomość, że to nie było miłe. Nie było też mądre. Ale konieczne.

Szanuję cię teraz, bo wiem, że mogę stracić... Wtedy nie szanowałam. Też odniosłeś jakąś korzyść...

Jeśli kocham, a tego jeszcze nie wiem, to robię to nieumiejętnie i egoistycznie. Ale przypuszczam, że każda miłość ma coś wspólnego z egoizmem. I walką. Jeśli kocham, to i tak robię to mądrzej niż wtedy... Byłam zła, że to ty i że to pojawiło się bez wyraźnego powodu. Niczym sobie nie zasłużyłeś, myślałam wtedy... Złościłam się, że następny będzie pewnie potwór z Loch Ness, bo nikogo gorszego na świecie już chyba nie ma... Niedawno zauważyłam, że masz śliczny uśmiech. Albo będę cię rozśmieszać ciągle, albo nauczę się żyć z zamkniętymi oczami. Zresztą... wcale nie jesteś taki najgorszy. Znajdą się brzydsi. Taką przynajmniej mam nadzieję.

Zastanawiałam się czy z moim zmysłem powonienia nie dzieje się coś złego. W końcu jakim cudem ja lecę na kogoś, kto cuchnie jak popielniczka? Do tej pory nie wiem, a mimo to utwierdzam się w tym uczuciu coraz bardziej. Ba, ja nawet zazdrosna bywam, co już w ogóle zadziwia mnie szaleńczo. Niech mi tylko ktoś powie, że zazdrość świadczy o niskim poczuciu własnej wartości. Śmiechem zabiję, jak Bóg na niebie!

Ale najgorsze jest to pożądanie. Chcę chyba nawet końcówkami włosów, paznokciami, żołądkiem. Całą sobą. Obsesyjnie, szaleńczo. I zaczynam myśleć, że żeby to ugasić musiałabym chyba ciebie wchłonąć, stać się tobą albo sprawić, żebyś był mną.

Ty jesteś jak Coca Cola. Dawno temu pomyślałam sobie, że z tobą byłoby mi fajnie, musiałoby mi tylko zależeć na tobie. A to, że mogłoby mi zależeć było absurdalne. Wygląda na to, że ktoś na górze postanowił mi udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych. Autentycznie zaczynam w to wierzyć... i zaczynam się bać, że wszystkie moje głupie myśli doczekają się realizacji...

Ty jesteś jak Coca Cola. Chociaż nie lubię coli, wiem, że to jest to.