"Generacja nic, generacja wiele."
by
"Ta dzisiejsza młodzież!". Zdanie to zrobiło niezwykłą karierę, jako że każdy z dorosłych kiedyś poczuje, że nie do końca rozumie tego kilkunastoletniego potwora, słuchającego jakiś dzikich ryków i wrzeszczącego co chwila, iż wszyscy go nienawidzą. Zdanie wyrażające zagubienie, zgrozę, przerażenie - słowem sentencja dość w swym brzmieniu tragiczna.
Ale równie tragiczna, co i nieścisła. "Ta dzisiejsza młodzież!". Jaka jest dzisiejsza młodzież?
Utarło się, że obecna generacja to pokolenie nihilistyczne, pozbawione wzorców i celów w życiu. Mówi się, że jesteśmy pokoleniem biorców, a do dawania nam się nie śpieszy. Jesteśmy podobno wulgarni, chamscy i skłonni do nałogów, a przy tym nieprzygotowani do walki o swoje, bo zbyt delikatni i rozpieszczeni. Tak nas widzą, tak nas piszą. Ale łatki nakleja się każdemu. Pytanie tylko, czy łatka ta do nas pasuje.
Moje zdanie na ten temat może być jednak dość wypaczone. Chodzę bowiem do liceum, które jest doskonałym dowodem prawdziwości idei darwinizmu: przetrwać mogą tylko najsilniejsi. I ludzie, którzy tu trafiają, w większości są silni: mają wyrobione własne zdanie na każdy niemal temat, mają zasady, wedle których żyją. Mają swoje ideały: wierzą w pacyfizm, anarchizm, życie w harmonii z naturą. Więcej! Chcą ten świat zmieniać wedle swych idei. Dlatego w mojej szkole ciągle niemal coś się dzieje: akcje, zbiórki i koncerty... Jednocześnie nie znam nikogo, kto wyznawałby nowy raskolnicyzm: powiedzonko "cel uświęca środki" nie znajduje w mojej szkole poklasku. Ci ludzi wiedzą, czemu chcą żyć, więc żyją.
Wiem, że moje wrażenia mogą być trochę spaczone: po pierwsze wszystkich moich przyjaciół, kumpli i znajomych (proszę się nie sugerować męskimi formami tych wyrazów: czasem mam wrażenie, że dużo łatwiej mi się z dziewczynami dogadać) znam tylko - i aż - od sześciu miesięcy. Po drugie, ja tych ludzi zwyczajnie lubię, więc nie do końca mogę być obiektywny. A po trzecie, znam też ludzi z innych szkół.
Wśród nich także nie brakuje ludzi wrażliwych, bystrych, posiadających własne spojrzenie na świat. Ale doświadczenie podpowiada mi - obym się mylił! - że są oni w mniejszości. Że lud nasz w dużej mierze prosty jest, niczym trzonek od halabardy, cytując Sapkowskiego. Ludzie ci są trochę inni od moich szkolnych znajomych - co przyznaję z niejakim bólem, bo przecież i tak ich lubię i szanuję. Z tym, że nie mam z nimi za bardzo o czym rozmawiać. Ich problemy, ich smutki, ich radości i ich małe szczęścia - wszystko to jest inne od moich szczęść i moich smutków. Moi koledzy z byłego gimnazjum nie rozmawiają o Lutherze Kingu, Bakuninie, czy manifeście komunistycznym. Wolą baksę, chlanie, imprezki i dziewczynki, które wystarczy poprosić. Nie mają własnego zdania, bo własne zdanie może być wyśmiane. Nie czytają, bo nikt nie czyta, nie piszą... Są rzeczywiście biorcami, a nie dawcami.
Zapewne bardzo upraszczam, ale wydaje mi się, że jednak rację miał wokalista Cool Kids of Death: nasza generacja, to nie generacja. Nie można chyba mówić jednocześnie o całym pokoleniu, skoro jest tak spolaryzowane jak w tej chwili. Na przykładzie mojego miasta (piszę mojego, choć w nim nie mieszkam) mogę napisać, że dzisiejsze pokolenie przypomina trochę jakieś pacyficzny archipelag. Jest wysepka skejtów, brudów, skinów, metali, setki innych mniej znanych... i wszystkie te grupy patrzą na siebie nawzajem z dość niechętnym politowaniem. Oczywiście, częste są przyjaźnie "ponad podziałami". Ciężko jednak znaleźć przypadek, w którym do knajpy idzie wspólnie kilku skinów i kilku brudów. Nie mamy wspólnego przesłania, wspólnej idei, Jesteśmy generacją nikt, generacją nic.
Ale niektórym z nas jednak chce się chcieć. I to zarówno skejtom, jak i brudom. Dlatego jesteśmy też - może trochę chaotyczną - ale nadal generacją wiele.
A pytanie: "ta dzisiejsza młodzież?" nadal pozostaje bez odpowiedzi...