Okrągła czy nieokrągła?
czyli teoria dwunasto-dwudziestościanu rombowego wielkiego


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Parę księżyców temu pewna podstępna i nikczemna osoba, konsekwentnie postępując według uknutego przez siebie perfidnego planu zagłady Wszechświata, napisała opublikowany w jednym z AM-ów tekst, przekonujący niczego nie spodziewających się zwykłych zjadaczy chleba o tym, że Ziemia jest płaska. Osoba, o której tutaj mowa, podpisuje się jako Zosia. Z pewnych źródeł (mam wtyki w mafii argentyńskiej) wiadomo mi, że nie jest to jej prawdziwe imię, jednak szczegóły zatrzymam dla siebie w celu ich użycia do ewentualnego szantażu w przyszłości (kto wie, czy nie zajdzie taka potrzeba?). Tymczasem wytłumaczę zdezorientowanym czytelnikom, jak okrutnie zostali omamieni herezjami tej... brrr... "Zosi". Nie muszę chyba mówić, jak bardzo zbulwersowało mnie zapoznanie się z ich treścią...

Każde dziecko wie, że Ziemia nie jest ani płaska, ani też kulista. Ma ona kształt dwunasto-dwudziestościanu rombowego wielkiego. Jak wygląda dwunasto-dwudziestościan, tego nie będę opisywał, żeby wam się potem toto nie śniło po nocach. Nie uświadczycie tutaj również matematycznego dowodu na to, że Ziemia to najzwyklejszy dwunasto-dwudziestościan, gdyż dowód ten jest trywialny (dowcip zrozumiały wyłącznie dla studentów, osobliwie tych od przedmiotów ścisłych). Za to mogę bez trudu obalić wszystkie argumenty, którymi posłużyła się ta niecna intrygantka Zosia.

"Otóż, rzeczywiście, Ziemia tuż po jej powstaniu była kulista i zamieszkana przez dinozaury". Klasyczny manewr, mający na celu zmylenie przeciwnika, czyli was, drodzy czytelnicy. Ale chyba nie wierzycie w takie bzdury? Dinozaury - dobry żart! Każde dziecko wie, że dinozaury nigdy nie istniały, a te wszystkie wykopaliska archeologiczne to... eee... wyjątek, potwierdzający regułę. No, sami przyznacie, jeden głupi szkielet wiosny nie czyni. Zresztą najnowsze hipotezy, potwierdzane przez najsłynniejszych naukowców głoszą, że są to szczątki jakichś kosmicznych gigakurczaków, niedbale porzucone przez wielkich ufoludów (żywiących się owymi kurczakami), którzy akurat kiedyś tędy przelatywali. W każdym razie nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że coś tak wielkiego mogło się poruszać po takiej mikroskopijnej planetce, jaką jest nasza Ziemia.

Poza tym należy uwzględnić fakt, że z kulistej planety dinozaury runęłyby natychmiast pionowo w dół, a więc nie miałyby nawet czasu dorosnąć, nie wspominając o rozmnażaniu, a przecież to, co nasi nieocenieni archeolodzy w pocie czoła wydłubują z piasku, świadczy dobitnie o mnogości dinozaurów w różnym wieku i różnych gatunków. Z tego zaś wynika jasno, że jaka by ta Ziemia nie była podczas ery dinusiów, to na pewno nie kulista. Sugerowałbym nawet teorię odwrotną, niż proponuje nam Zosia, to znaczy: najpierw Ziemia była płaska, a dopiero potem kulista. Tylko że nie bardzo wiadomo, w jaki sposób stała się nagle ni stąd, ni zowąd kulą, a zatem dalej jesteśmy w punkcie wyjścia... Cholera, ale namotałem. No nic, pomińmy takie nieistotne szczegóły i zagłębmy się w dalszą część tej dyskusji.

A więc doszliśmy wspólnie (tzn. ja myślę, wy się pukacie w czoła) do jakże rewelacyjnego wniosku, że nie wiemy, jaki kształt miała Ziemia, zanim pospadały z niej dinozaury (hipotetyczne). Nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że twierdzenie, jakoby była ona kulą, z której uszło powietrze, jest wyssane z palca. Przecież żeby z czegoś uszło powietrze, trzeba to coś najpierw nadmuchać, a któż byłby taki ogromny, żeby być w stanie nadmuchać Ziemię, bądź co bądź taka kulka miałaby kilkadziesiąt tysięcy kilometrów średnicy (gdyby istniała). A wielkie ufoludy i ich gigakurczaki? - spytacie. Całkiem trafne spostrzeżenie, ale powiedzcie sami: czy ufoludy, o kurczakach już nie wspominając, nie miały nic lepszego do roboty, niż nadmuchiwanie jakiejś tam Ziemi? Poza tym, żeby z Ziemi uszło powietrze (jeśli ufoludy jednak uznałyby za celowe nadmuchiwanie jej), trzeba by zrobić w jej powierzchni dziurkę, a kto miałby być zainteresowany dziurawieniem Ziemi? Chyba tylko dinozaury, w końcu coś tak wielkiego nie może być obdarzone zbyt światłym umysłem, ale przecież już ustaliliśmy, że dinozaury nie istniały.

Ale załóżmy nawet (lubię iść na ustępstwa), że dinozaury istniały, zamieszkiwały kulistą Ziemię, nadmuchaną przez bardzo nudzących się ufoludów i przedziurawioną pewnego pięknego dnia przez jakiegoś mało rozgarniętego, dążącego do autodestrukcji dinozaura. Cóż stałoby się wówczas? Powietrze uleciałoby z wnętrza Ziemi, ta stałaby się momentalnie płaska jak samobójca, który wyskoczył z siedemdziesiątego piętra i co dalej? No właśnie - nic! Dinozaury nie mogłyby pospadać z płaskiej Ziemi (nie licząc tych, które miały wątpliwą przyjemność znaleźć się na jej spodzie), a więc istniałyby do dzisiaj. A czy ktoś widział kiedyś żywego dinozaura?

Następna niedorzeczność, którą wiadoma osoba chciała nam wcisnąć, wynika z samego kształtu Ziemi po rzekomym spuszczeniu z niej powietrza. Jaki byłby ten kształt? Ktoś bardzo bystry mógłby odpowiedzieć, że płaski, ale chodzi mi raczej o kształt widziany z lotu ptaka. Otóż byłby to dokładnie kształt naleśnika. Pomińmy nawet fakt, że sam obraz latania na gigantycznym naleśniku jest nie do przyjęcia dla tak dumnej rasy istot inteligentnych, jaką reprezentują niektórzy z nas. Ważny jest bezsens orbitowania takiego naleśnika wokół Słońca. A może to Słońce krąży wokół naleśnika? Nieważne. W każdym razie żaden szanujący się astronom nie będzie twierdził, że w Kosmosie latają jakieś naleśniki, a już na pewno nie odważy się stwierdzić, że naleśnik jest pępkiem świata, co sugerowałaby geocentryczna teoria Zosi.

Co to jeszcze wymyśliła nasza Very Heretical Girl, żeby wmówić nam, że Ziemia nie jest dwunasto-dwudziestościanem rombowym wielkim? Otóż stwierdziła, że skoro nikomu dotąd nie udało się wykopać tunelu przez Ziemię do Chin, to oznacza to, że Ziemia jest płaska jak biust Britnej po zlikwidowaniu silikonowych wkładek. Ewidentnie niemądry pomysł. I to wcale nie dlatego, żebym uważał, że dokopanie się do Chin jest możliwe (ani tym bardziej - że piersi Britnej są prawdziwe). Moja wątpliwość brzmi: a kto ma dowody, że Chiny w ogóle istnieją? No właśnie. A skoro nie ma Chin, to raczej trudno wymagać, by komukolwiek udało się do nich dokopać. Ale znajcie moje dobre serce - znowu zastosuję mały handicap: załóżmy, że Chiny jednak są. To by nawet wyjaśniało pewne tajemnicze fakty, na przykład skąd się biorą skośnoocy ludziowie, krzaczkowate litery, stożkowate kapelusze, ryż i inne śmieszne rzeczy. Zakładamy również, że Ziemia jest kulą, bo tylko wówczas możliwe byłoby przedostanie się na jej drugą stronę. Ktoś robi dziurę i co? Zaczyna się znany nam już numer ze spuszczaniem powietrza. Ale istnieje też możliwość druga, choć oczywiście znacznie mniej prawdopodobna. Wygląda ona tak, że Ziemia w środku nie zawiera powietrza, tylko... no, ziemię. Wówczas śmiałek, który posunął się do ambitnego eksperymentu z przekopaniem Ziemi na wskroś kopie ten swój dołek, kopie, aż w końcu udaje mu się wymodzić ultragłęboki rów, tak cholernie głęboki, że na jego dno nie dociera już światło słoneczne. A jeśli nie dociera światło, można z tego inteligentnie wydedukować, że jest ciemno i nic nie widać. A jeśli nic nie widać, to jak niby można tam w środku nie zabłądzić i trafić dokładnie na Chiny? Nie da rady, żeby nawet człowiek na nosie stanął.

Ponieważ zabrakło mi już materiału, na którym można by się jeszcze trochę powyżywać, powrócę znowu do tych fantazji o dinozaurach (zaiste, śmiechu warty pomysł, z tymi dinozaurami). Pytanie: skąd się to ustrojstwo miałoby wziąć na Ziemi, jeśli ta byłaby kulista? Mogłyby sobie na przykład przylecieć z jakichś nieznanych partii Kosmosu. Dajmy na to, że miejsce, które wcześniej okupowały, stało się dla nich skrajnie nieprzyjazne (np. zostały skompromitowane przez opozycję). Jeśli dinozaury były istotami inteligentnymi (a musiały być, chociażby dlatego, że gdyby były głupie, to nie potrafiłyby przemieszczać się w przestrzeni kosmicznej, nie mówiąc już o tym, że miałyby w dupie wszelkie insynuacje swoich przeciwników politycznych), to nie spodobałaby im się perspektywa zapuszczenia korzeni na planecie, z której, zgodnie z prawami fizyki, musiałyby natychmiast zlecieć... Zaraz... Korzenie? W sumie niezły pomysł. No dobra, wobec tego zgadzam się na koncepcję inteligentnych dinozaurów, ośmieszonych banitów z innej galaktyki, które przybyły dawno temu na Ziemię, aby wykształcić w drodze błyskawicznej ewolucji korzenie i wrosnąć w glebę... Hehe, w życiu nie słyszałem durniejszej bajki, ale niech będzie. Tylko że wtedy znowu coś się nie będzie zgadzało, a mianowicie musielibyśmy zmierzyć się oko w oko ze smutnym faktem, że dotąd nikt nie spotkał dinosaurusów sapiensów, wyrastających z ziemi...

Żeby jednak przeciwnicy moich poglądów mogli zdobyć honorowego gola (a co mi tam, niech się cieszą), muszę dorobić jakieś racjonalne wytłumaczenie naszej nowej prawdy (o dinozaurach z korzeniami). Ciężkie zadanie, ale jak trzeba, to trzeba. Wymyślmy więc sobie z siedem hipotez odnośnie wyginięcia zakorzenionych jaszczurów...

Pierwsza hipoteza: dinozaury, ze względu na dość duże gabaryty, musiały wcinać mnóstwo liści. W tym miejscu można by jeszcze porozważać sobie, czy aby na pewno zwierzaki, o których mowa, były liściożerne, ale to temat na osobny artykuł. Przyjmijmy więc, że wpieprzały liście i jeszcze im one smakowały. Logiczne, że musiał nadejść taki moment, że spałaszowały wkrótce wszystkie dostępne liście (jak już wspomniałem, dinozaury musiały dużo jeść) oprócz jednego. No, jeden musiał zostać, bo inaczej do dziś nie byłoby ani jednego drzewa. Dinozaury zauważyły, że został już tylko jeden liść i zaczęły się kłócić, komu przypadnie zaszczyt skonsumowania go. Reszty łatwo się domyślić: do kompromisu nie doszło, dinusie wytłukły się wzajemnie. Przy okazji - tak wynaleziono wojny, oraz motyw liścia niezgody, spotykany w mitologii greckiej. Wprawdzie nie jestem pewny, czy rzeczywiście w mitologii jest mowa o jakimś liściu - zdaje się, że coś mi się jak zwykle popieprzyło, ale przecież nie zajmujemy się drobiazgami, tylko Bardzo Ważnymi Sprawami.

Druga hipoteza: dinozaury dostały przekaz podprogowy ze swojej macierzystej galaktyki o tym, że wróciły do łask wyborców, wobec czego nie było potrzeby, aby dłużej tłoczyć się na malutkiej Ziemi. Krótko mówiąc: dinozaury spakowały się i wzięły nogi (czy tam korzenie) za pas. Proszę zauważyć, że hipoteza ta nie kłóci się z teorią o gigakurczakach, a więc możecie sobie odpuścić wskazywanie szkieletów dinozaurów jako dowodów przeciw tej hipotezie.

Trzecia hipoteza: dinozaury uznały, że liście suxx, po czym zaczęły uprawiać kanibalizm na masową skalę. Bardzo możliwe, postawcie się sami w sytuacji jaszczurów: też byście rzygali liśćmi po niedługim czasie stosowania takiej diety. Zresztą spójrzcie na współczesnych wegetarian: same świrusy. No więc i dinozaurom w końcu zachciało się mięska. No i stało się: pozjadały się wszystkie nawzajem. Przy okazji mamy tu godny odnotowania morał: nie jedzcie hamburgerów z dinozaurów! Co prawda nie wydaje mi się, aby w obecnej sytuacji (tj. przedłużający się deficyt na dinozaury) przesłanie to miało jakikolwiek sens, ale fajnie brzmi, więc nie mogłem o nim nie wspomnieć.

Dobra, kończymy. Wiem, wiem, miało być siedem hipotez. Ale po przeanalizowaniu powyższych trzech stwierdziłem, że są one wystarczająco przekonujące. Zresztą nic dziwnego, w końcu wymyślił je mój chomik. Tak więc jesteśmy kwita. Tytułem podsumowania: argumenty heretyczki zostały obalone, teoria o płaskości Ziemi okazała się dziurawa jak system zabezpieczeń Windowsa, a jedyna słuszna prawda - objawiona czytelnikom, którzy w pełni sobie zresztą na jej poznanie zasłużyli, przez wieki częstowani ściemą autorstwa Kopernika, Galileusza i ich kumpli spod ciemnej gwiazdy. Proponuję jeszcze na wszelki wypadek spalić wiadomą wiedźmę na stosie, celem uniknięcia rozprzestrzenienia się herezji na szersze kręgi. Niech żyje dwunasto-dwudziestościan rombowy wielki, cokolwiek by to nie było!




Mocno Szurnięty Inkwizytor
(Pewien Gość)
zlosliwiec@pf.pl