O ŚWIECIE
 

Świat się zmienia. Słowa znane i bardzo często powtarzane, nieprawdaż? Nie wiadomo, kto mówił i kiedy, a jednak wiemy, że
często. Mógł to rzec Juliusz Cezar, przekraczając rzekę Rubikon, jako aneks do "Kości zostały rzucone". Mógł powiedzieć
Napoleon, podczas pamiętnego dnia 19 brumaire'a. Mógł w końcu wyrzec jakże swojski Lech Wałęsa przed Okrągłym Stołem.
A jednak, mimo tak zacnych ludzi, którzy mogli wypowiedzieć te słowa i wzniosłych sytuacji, w których mogły paść, ja się z
nimi nie zgadzam. Bo wartości i mechanizmy, które rządzą naszym światem, nie zmieniły się od tysięcy lat. I nie zmienią się
nigdy.
W XI wieku, w czasach burzliwej epoki Średniowiecza (Zwanego, słusznie zresztą, "Mrocznymi Wiekami") czołowi monarchowie
i duchowni europejscy wpadli na zadziwiająco bzdurny pomysł odbycia Wyprawy Krzyżowej, w celu oswobodzenia Ziemi Świętęj,
z rąk, jak to określano Arabów, "Bezbożnych Saracenów" i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Jednym z rażących błędów tego
projektu była chęć utworzenia własnego państwa w samym środku dobrze zorganizowanego świata Arabskiego, co było równie
realne, jak utworzenie Wolnego Państwa Warszawskiego na terenach Polski. Mimo wiele głupich posunięć i błędów, których nie
powstydziłby się nasz Sejm, krucjata Krzyżowców powiodła się. Ogólnie rzecz biorąc można by to określić jednym słowem - cud.
Odlewający się na mury własnych zamków panowie europejscy pokonali znacznie lepiej rozwiniętych Arabów, dokonali masakry
ludności, a wszystko to za interpretowaną na własną korzyść, zakłamaną i obłudną wiarę.
Dziś, w XXI wieku, na świecie istnieje państwo, które ze swoją potęgą militarną, polityczną i ekonomiczną wyrosło na
czołowe mocarstwo świata. USA, Stany Zjednoczony czy po prostu Ameryka, kraj Dolara, Microsoftu i McDonalda. Kraj będący
dla poniektórych rajem. Amerykanie przyjęli na siebie, podobnie jak Krzyżowcy, rolę światowego paladyna, na którego zawziął
się niemal cały arabski świat. Podli Arabowie cały czas atakowali, przeszkadzali i frustrowali USA, więc trzeba było się
bronić. A najlepszą obroną jest, jak wiadomo, atak. Doszło do tego, iż powstało błędne koło - Arabowie atakują Stany
Zjednoczone, USA się rewanżuje i znów kontratakują Panowie ze wschodu. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku błędnego
koła, nikt się nie może wyłamać.
Ostatnio nastąpiła zmasowana ofensywa Amerykan, którzy najpierw w obronie pokoju zaatakowali Afganistan, a teraz rozpoczęli
obronę przed Irakiem. Operacja została zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach, z uwzględnieniem np. ubrania całej "operacji"
w piękne słowa, stąd "Wyzwoleńcza Interwencja Zbrojna" zamiast agresji, "generałowie, którzy są gotowi poddać się amerykanom
dla dobra swego kraju" miast zdrajców, czyli najzwyczajniejsza w świecie propaganda wojenna.
Jak od dawien dawna wiadomo, wojna ciągnie za sobą pewne konsekwencje. Wyprodukowane rakiety zostają zużyte, więc trzeba
stworzyć nowe. Nowe rakiety tworzą ludzie, zazwyczaj bezrobotni. Rynek się kręci, pieniądz obraca i ogólnie - jest wesoło.
Wesoło być przestaje gdy Amerykanin wraca do domu, włącza BBC i spogląda ku bliskiemu wschodowi. Czyżby dojrzał głód, nędze
czy frustracje arabskiego świata? Niestety, każdy widzi to, co chce. A w tym wypadku przeciętny amerykanin chce obejrzeć
"Amerykańskich chłopców" przemierzających dzikie ostępy pustyni i oswajających niemniej dzikich arabów, oczywiście całkowicie
pokojowo i bez ofiar. To, co się naprawdę w Zatoce Perskiej dzieje nikogo nie interesuję, zaś jeżeli już jakimś cudem przez
gęste sito amerykańskiej propagandy przeciśnie się wiadomość o zbrodniach wojennych, to podczas natychmiast zwołanej
konferencji pan Rumsfeld lub inny wysoko postawiony człowiek wyjaśni kwestie grobową sentencją, mówiącą, że "pokój wymaga
ofiar".
W całej tej wojennej krzątaninie, zawieruszę i popłochu nikt nie pomyślał o tym, aby o zdanie zapytać nas, prostych ludzi.
Dawniej powiadano, że "wola ludu na ustach władcy", dziś jednak owe słowa straciły na aktualności. Światem rządzi grupa
kilkuset polityków, kierowanych własnymi chęciami, interesami oraz próżnością. Wydaję im się, iż to oni zmieniają świat.
Błąd - świat się nie zmienia. Włodarze państw ciągle trwają w kłamstwie i zatraceniu, uważają, że to oni rządzą światem.
A przecież są od niego całkiem zależni. Ludzie, mający wypełniać wolę ludu, przestali ów lud szanować. Zdarzało się to już
wiele razy, zdarza się i teraz. Śnijmy dalej, panowie.
Wojny były, są i będą. Człowiek z natury pragnie władzy. Dlaczego jednak chore ambicje bandy chłoptasiów muszą być
wyniesione ponad cierpienie milionów ludzi? Dlaczego trzeba mordować za marności: bogactwa i ropę, ukrywane pod
hasłami Boga i Wolności? Czy to ma sens? Jeśli ma, to ja go nie widzę. Jeśli powiecie że jestem ślepy, to wolę już takim
pozostać. Zamknięte oczy są lepsze od kłamliwych oczu.

Mithrandir
minnt@poczta.onet.pl