I po co to wszystko
czyli dlaczego warto pisać do AM



Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.

Kiedy UnionJack wpadł na pomysł napisania zbiorowego arta na temat "Dlaczego piszę?", pomyślałem sobie od razu: "A figa, nie idę na to!". Perspektywa wpakowania mojej wspaniałej, inteligentnej, błyskotliwej itp. wypowiedzi razem z wypocinami watahy lepszych i gorszych autorów nie napawała mnie jakoś zbytnim entuzjazmem. Mam nadzieję że nikt się tutaj nie obrazi, ale nic nie poradzę na to, że jestem dziwakiem i aspołecznym samotnikiem, i że nie darzę sympatią wszelkich tłumów, nawet całkowicie wirtualnych. To by był pierwszy powód mojej odrębności w zdradzeniu wam motywów popełnienia seryjnej zbrodni skalania Czystych i Dobrych stron AM moją twórczością.

Drugi powód jest taki, że treść większości odpowiedzi na postawione przez UnionJacka pytanie dała się bez trudu przewidzieć. Zgodnie z moimi czarnymi proroctwami 90% tych odpowiedzi brzmiała albo zbyt banalnie ("Piszę, bo lubię, bo chcę się podzielić swoimi myślami, ble ble ble..."), albo była zbyt zawikłana (Rainman...). Na brak wyobraźni nie narzekam, ale jakoś nie widziałem mojego własnego zdania w tym szacownym gronie...

Piszę, ponieważ:

*  *  *



No, mam nadzieję, że nie zapomniałem o niczym. Aha, jeszcze jedna rzecz. Czasami chodzę w kółko po pokoju, łamiąc sobie głowę nad odwieczną kwestią: co by tu jeszcze napisać do tego AM? Bo coś napisać trzeba, choćby z jednego, dowolnie wybranego spośród wymienionych powyżej powodów. Chodzę tak i chodzę, aż współlokatorzy zaczynają na mnie dziwnie patrzeć, nagle w pewnym momencie strzela mi do głowy coś dziwnego, zaczynam sobie planować, co ciekawego można o tym dziwnym czymś napisać, wreszcie wykrzykuję "Eureka!" (to tylko w myślach, ze względu na owych współlokatorów, chociaż oni i tak pewnie już dawno mają mnie za wariata) i siadam do klawiatury. Stukam zapamiętale, aż echo rozlega się po całym piętrze, stukam kilka godzin, a kiedy w końcu zorientuję się, że właśnie w ten sposób dokładnie spieprzyłem sobie rozkład dnia, przychodzi ta piękna chwila, w której za pomocą przycisku "Wyślij" tekst wędruje sobie gdzieś w Polskę, żeby już ani chwili dłużej nie pozostać moją wyłączną własnością... Co za euforię człowiek wtedy odczuwa, mówię wam! To lepsze, niż seks...

[Eddie: No czy ja wiem... z tym ostatnim zdaniem jakos nie bardzo moge sie zgodzic... ;P ]
 
 

Poszukiwacz Zaginionych Scyzoryków
(Pewien Gość)
zlosliwiec@pf.pl