Nie potrafię się skupić...
Jestem w szkole, na historii, profesorka czyta referat a jakieś osiem godzin temu wybuchła wojna. Zabrzmiało
jak jakiś banał, nieważny i oklepany, niemal zabawny. Ale tak nie jest. Nie potrafię
myśleć o niczym innym, cały czas krąży mi po głowie jedna myśl: kilka
tysięcy kilometrów ode mnie toczy się wojna. Wiem, że to nie pierwsza i nie
ostatnia wojna na świecie. Wiem, że są inne tragedie, że w wielu krajach
drastycznie łamane są prawa człowieka. Wiem, że na całym świecie tysiące
ludzi codziennie umiera z głodu. I właśnie dlatego, że zdaję sobie z tego
sprawę, nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie są na tyle bezmyślni, by do
wielu problemów dokładać wciąż nowe. To,
że ta wojna wybuchnie było jasne już od paru miesięcy. Kiedy ONZ pod
naciskiem przyjęło rezolucję o rozbrojeniu Iraku, stało się oczywiste, że
Bush zrobi wszystko, by do wojny doszło. Można było się tego domyślać już
po jego deklaracjach z okresu kampanii wyborczej. Ale to, jak on się
zachowuje zakrawa na fanatyzm. Zupełnie nie rozumiem jak można skazywać tysiące
ludzi na śmierć w celu... zachowania pokoju na świecie. Dlaczego ta wojna
musiała (a tak twierdzą „buszyści”, czyli właściwie poplecznicy Busha i
przedstawiciele paru rządów na świecie, w tym, niestety, naszego) dojść do
skutku? Wcale nie mam ochoty zastanawiać się nad jej powodem- może chodziło
o ropę, a więc o pieniądze, może o władzę, a może Bush chce być lepszy
od tatusia (tylko w czym?!). Nie wiem, ale to sprawa dla znawców polityki i
przyszłych historyków. Wybuch tej wojny był przesądzony od dłuższego
czasu. A mimo to, kiedy słyszałam dziś o tym w radiu, miałam w oczach łzy.
Poczułam się taka bezsilna, rozgoryczona i wściekła. Na tych wszystkich Ważnych
Ludzi, którzy siedzą sobie w wygodnych skórzanych fotelach i decydują, kogo i
kiedy skazać na śmierć. Wciąż
nie mogę się powstrzymać od skojarzeń z II wojną światową. Atak na Polskę
nastąpił o 4:45, na Irak o 3:35. Jakoś podobnie... Też stało się to po
odrzuceniu ultimatum, nadającego się zresztą tylko do odrzucenia, przez kraj potem
zaatakowany (chyba nikt się nie spodziewał, że Husajn dobrowolnie odda się w
ręce Amerykanów). Oczywiście nie zamierzam porównywać Busha do Hitlera,
(chociaż nie wątpię, że parę podobieństw by się znalazło) ani Stanów
Zjednoczonych do Rzeszy Niemieckiej (pomijając imperialistyczne zapędy obu).
Przynajmniej społeczeństwo amerykańskie nie darzy JUŻ fanatycznym poparciem Busha.
Nic dziwnego, w końcu wspaniali amerykańscy chłopcy będą ginąć na tej
wojnie, która stała się już faktem- to nieco zmieniło postać rzeczy, Bush
już nie jest dobrym wujkiem, dbającym o swój kochany kraj (swoją drogą, słabo
mi się robi, gdy słyszę Busha wymawiającego w niemalże religijnym
uniesieniu słowa „God bless America”). Zaczął
się z tego robić jakiś wywód polityczny, ale nie o to mi chodziło. Chciałam
tylko zapytać: dlaczego do cholery nie mogę nic zrobić?!
Dlaczego całe społeczeństwa nie potrafią powstrzymać paru świrów od wywołania
trzeciej wojny światowej (odpukać w niemalowane)?! Dzisiaj
na historii mówiliśmy o II wojnie światowej. Wydaje mi się, że była ona na
tyle niedawno, żeby ci wszyscy kretyni jeszcze pamiętali, czym wojna jest! Na
geografii było o drastycznie antynatalistycznej polityce Chin i łamaniu tam praw człowieka. To samo w Indiach. Potem o głodzie i skrajnej biedzie krajów afrykańskich. Czy
naprawdę na świecie jest za mało problemów?! Czy 80% ludności żyjącej
poniżej godności jakiegokolwiek stworzenia to za mało?! Czy my się nigdy nie
nauczymy...? P.S.
A jednak chwilami zastanawiam się czy to nie było najlepsze wyjście. I ta myśl
jest chyba jeszcze gorsza... "Stworzenie człowieka trwa kilka miliardów lat. Jego śmierć- zaledwie kilka sekund" Jostein Gaarder