Tańcząc w deszczu

Wczoraj, zaraz po obiedzie, postanowiłem wybrać się do mojego dobrego kolegi, którego od dawna nie widziałem. Pogoda zdecydowanie ku temu sprzyjała - świeciło słońce, temperatura wynosiła około 15 stopni Celsjusza. Wziąłem plecak (wpakowałem do niego kilka gierek - umówiliśmy się na to z kumplem telefonicznie), pierwszy raz w roku ubrałem wiosenną kurtkę i wyszedłem z domu. Mimo, iż rzeczony przyjaciel mieszkał dość daleko, nie wziąłem biletów autobusowych czy tramwajowych - pomyślałem, że przy mojej obecnej tuszy warto byłoby udać się do niego na pieszo.

Z nieschodzącym uśmiechem na twarzy przemierzałem kolejne kilometry mojego miasta. Kumpla niestety nie było w domu i zmuszony byłem odejść z kwitkiem, ale nawet to nie sprawiło, że zmienił mi się nastrój. Ruszyłem w stronę swojego bloku. Maszerowałem tak dziarsko, pogwizdując sobie coraz to kolejne utwory Red Hot Chili Peppers, aż tu nagle rozpadał się deszcz. Kropelki wody znajdowały sobie przytulne mieszkanka w moich włosach, koleinach w jezdni, dziurach pomiędzy płytami chodnikowymi. Założyłem kaptur i przyspieszyłem nieco kroku. Po kilku minutach znalazłem pyszniący się czerwienią przystanek, który zdawał się wręcz krzyczeć do mnie, bym siadł sobie wygodnie pod jego wiatą. Skorzystałem z zaproszenia - zresztą, kto by nie skorzystał na moim miejscu.

Po kilku minutach, spędzonych na tępym wpatrywaniu się w przechodzących ludzi, deszcz trochę zelżał. Wstałem. Nie mam pojęcia, co mną pokierowało, ale zacząłem... tańczyć na chodniku. Musiał być to niezwykle groteskowy i przezabawny widok, gdyż obserwujące mnie osoby raz po raz parskały i uśmiechały się pobłażliwie. Przez chwilę nawet ogarnęło mnie uczucie wstydu, ale...

Kim oni, do jasnej cholery, są? Ludzie bez twarzy, bez własnej osobowości, bez marzeń i celu w życiu. Cienie - nie wiedzieć czemu, tylko to słowo ciśnie mi się na usta, by ich określić. Cały dzień pokornie wykonują swoją pracę, by wieczorem usiąść w miękkim fotelu, zrobić sobie kanapki i obejrzeć kolejny odcinek "Debiutu", "Na Wspólnej" albo "Jestem jaki jestem". Dlaczego mam się przejmować tym, co o mnie sądzą? To oni są nienormalni, a nie ja. Tkwią uwięzieni w pułapce szarej rzeczywistości, z której nijak nie potrafią się wydostać. Nieraz cicho popłakują nocami, by potem słodko śnić o życiu gwiazdora Hollywood. Aż przypomiałem sobie artykuł Phnom Penha: "Polska - ojczyzna robotów".

Tańczyłem. Tańczyłem minutę, pół godziny, godzinę, nie mam zupełnie pojęcia. Celebrowałem każdy krok, wirowałem szaleńczo do jakiejś niesłyszalnej muzyki. Woda chlapała mi na boki spod butów. Cudowne. Piękne. Jedno z najniesamowitszych przeżyć w moim dotychczasowym życiu.

Gdy wróciłem do domu, całkowicie przemoknięty, dostałem straszliwą burę od rodziców. "Chyba tańczyłeś na tym deszczu"... Te pięć słów, wypowiedzianych ni to groźnym, ni współczującym tonem przez moją matkę, przyjemnie pobrzmiewało mi w głowie echem do końca dnia.

Teraz siedzę tu, na wygodnym krześle, jedną ręką trzymając szklankę herbaty z miętą, a drugą co chwila stukając w klawiaturę. Patrzę na to zdarzenie z perspektywy kilkudziesięciu godzin, jakie minęły, i mogę powiedzieć jedno: nie żałuję. Takie właśnie chwile są najważniejsze w życiu. Wydają się banalne, nic nie znaczące, a jednak...

Ten taniec w deszczu dał mi także dużo do myślenia. Wiem już, że w życiu nie warto kierować się głosem innych ludzi, nie należy próbować nie wychodzić poza ramy pewnej konwencji, która utarła się przez te kilka milionów lat, które istnieje ludzka rasa. Wszystko jest lepsze, gdy zniszczy się kraty więzienia własnej mentalności oraz przyzwyczajeń i wybiegnie na zewnątrz, gdzie czekają setki kilometrów pięknych łąk, gór czy lasów. Co z tego, że postronne osoby patrzą spode łba i pukają się jednoznacznie w skroń. Co z tego.

W końcu świat jest dla mnie, a nie ja - dla świata, prawda?

Całe życie tańczący w deszczu

| fido bezczelny |
[ filko@poczta.onet.pl]

PS. Wielkie pozdrowienia dla Rainmana. Jak zapewne zdążyłeś się, chłopie, zorientować, jeśli przeczytałeś uważnie cały tekst, też lubię herbatę z miętą. A poza tym... odwalasz w Opowiadaniach kawał dobrej roboty.

[ W GÓRĘ ]       [ POWRÓT ]