Absurd
Życia Codziennego
by DreamWalker
Alkoholska
Oj, nie dobrze się dzieje w naszej ukochanej Polsce - Alkoholsce, nie dobrze. Jak picie alkoholu w ilościach hurtowych tu i ówdzie nie jest niczym niezwykłym w naszej części Europy, to nie jestem do końca przekonany, czy proces "alkoholizowania" młodzieży jest w pełni normalny. Zapewne domyślacie się, o czym będzie ten art. Tak - o piciu wśród młodzieży.
Zachowanie tejże jest wysoce dziwne. Wiem, bo sam do tej grupy należę. Mam wielu kolegów, znajomych bliższych, dalszych i wszyscy charakteryzują się pewną cechą - na słowo "browar" lub bliskoznaczne automatycznie wyzwalają się w nich pierwotne instynkty, a IQ spada gdzieś o 40 - 50 pkt. "Skoczymy na browara?" - na to pytanie, wśród młodzieży, niesmacznie jest wręcz odpowiedzieć negatywnie, gdyż zostanie się niepochlebnie opiniowanym w ciągu dwóch sekund. Często chwalą się sobie nawzajem, ile to oni potrafią wypić oraz jak często lądowali w błogiej nieświadomości w rowie czy gdzieś tam. Zawsze wtedy pytam, czy są z siebie zadowoleni i dumni, że się tak pięknie uchlali niczym pijak z dwudziestoletnim stażem. Generalnie rzecz biorąc, jak Polska długa i szeroka, młodzież letnia czy nieletnia ssie z gwintu niczym niegdyś z piersi matki. Gdy dodać do tego wszystkiego modę na "ziołolecznictwo", to rysuje się nam coraz pełniejszy obraz polskiej młodzieży.
Sytuacja nie jest może jeszcze tragiczna teraz, ale tak sobie mniemam, że być może w przyszłości, gdy z tej młodzieży wyrosną ojcowie i matki, to może to mieć negatywny wpływ na wychowanie następnego pokolenia. Zastanówmy się chwilkę, jakie mogą być przyczyny takiego zachowania. Mnie na myśl nasuwa się taka jedna. Wychowanie przez rodziców. To rodzice przecież pokazują nam, czy tego chcemy czy też nie, jak się zachowywać, chociażby przy stole. Zakazany owoc smakuje najlepiej, a takim zakazanym owocem staje alkohol właśnie. Rodzice siedzą przy stole wraz z gośćmi i nagle, ni stąd ni zowąd, wypraszają dzieci do swego pokoju i zamykają się, by wspólnie chlać. Dziecko dobrze wie, co tam się dzieje i myśli, że jak będzie dorosłe, to też będzie pewne chlało jak rodzice. Jednak dorosłość to nie tylko 18 lat, a wielu nie trzeba nawet 18, by sięgnąć po butelkę. A co tam, przyśpieszymy dorosłość, nie? Myślą, że już są dorośli, łudzą się, że oni to są niewiadomo co, gdyż sięgnęli wcześniej po papierosy, wódę i tak dalej. Na dodatek brak kontaktu rodziców z ich dziećmi, brak rozmów i wysłuchiwania się nawzajem powoduje, że powstaje między nimi mur - "Oni to są starzy i na niczym się nie znają, a my jesteśmy młodzi, ale już dorośli. Skoczymy na browara?"
Ktoś powie "Gupi ten DrimŁoker! Co on tam wie?". To ja mu odpowiem, że już teraz 3 miliony dorosłych w naszym kraju nadużywa alkoholu. Cierpi z tego powodu 2 miliony dzieci. To jest nic? A wystarczy spojrzeć na młodzież gimnazjalną. Tam całkiem normalne jest, że ktoś pali papierosy, pije i często "zaciąga się frotą". I jeszcze do tego dochodzi ekstremalnie głupia tendencja do kultywowania jakichś "obrzędów" przemycanych do nas przez różne "komedie" o wszelakiego rodzaju narkołykach (np. murzyn w wielką, czarną szopą i błogą miną trzyma w zębach skręta wielkości armaty i powtarza w kółko "good shit... yeah..." - to ma być śmieszne?).
Na tym kończę. Zapewne każdy wie, jak wygląda sytuacja, więc po co marnować niepotrzebnie bajty na banały. Jeśli ten tekst czyta ktoś pasujący do powyższego opisu, proponuję chwilkę zastanowić się nad swoim postępowaniem, nad zasadami w życiu i nad tym, czym tak właściwie jest dorosłość. Nie nakazuję Wam całkowitej abstynencji, przecież wszystko jest dla ludzi, tyle, że z tzw. umiarem i rozsądkiem.
Powodzenia w rozmyślaniach. Jak już na coś wpadniecie, to piszcie.