Muszę szczerze powiedzieć, że po napisaniu artykułu "Skazani za puszkę farby" nie spodziewałem się aż tak dużego odzewu. Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić Tomasza Dębkowskiego i podziękować mu za bardzo ciekawą dyskusję, Morfeusza, Sponsora, Marka Helbika i wandalask8. Tekst wzbudził wiele kontrowersji, co widać na łamach AM. Wspomnę choćby o polemice Axela, Bogini i reportażu Adama Olejnika. Bardzo mnie cieszy, że mogłem poznać opinie "drugiej strony". W swoim dzisiejszym arcie chciałbym odeprzeć nieco zarzuty stawiane grafficiarzom, ale nie to będzie głównym wątkiem...

Pierwsza sprawa, która została mylnie zrozumiana przez co niektóre osoby: nie wszyscy, którzy wezmą do ręki puszkę farby stają się automatycznie grafficiarzami. Podobnie jest z policjantem i mordercą. I ten, i ten używa pistoletu, z tą różnicą, że jeden z nich po to by chronić, a drugi, by mordować. Tak samo sytuacja przedstawia się ze sprayem. To tylko narzędzie i może być ono wykorzystywane w różnych celach. Dla mnie gówniarz, który kupił sobie Montane i zamalował nagrobki lub pomniki jest właśnie najzwyklejszym wandalem. Niestety, najczęściej tacy ludzie kreują "ten gorszy" wizerunek polskiej sceny malujących. Fenomen rymował, że "patrząc na jednego, ocenia się ogół." Zgadzam się z tym stwierdzeniem w stu procentach. Nie można kierować się stereotypami, ale to chyba nieuniknione w naszym społeczeństwie. Mam nadzieję, że ta kwestia została już wyjaśniona.

Właściwie to nie chodzi mi o to, by ten tekst był tylko i wyłącznie polemiką do wcześniej wymienionych artykułów. Przez cały czas starałem się wpaść na takie rozwiązanie, które spowodowałoby, że wilk byłby syty i owca cała. W moim mniemaniu najprostszą metodą jest stworzenie większej ilości legali czyli miejsc specjalnie przeznaczonych do malowania (to dla tych, którzy do tej pory nie wiedzieli). Oczywiście nie jest to do końca możliwe. Sam spotykałem się z sytuacją, że urzędnicy zasłaniali się brakiem pieniędzy na podobne inwestycje lub brakiem czasu na zajmowanie się takimi "pierdołami". Pewnie, lepiej leczyć niż zapobiegać, a taki polityk potem pochwali się wyborcom, że złapał kolejnego "huligana". Sorry, ale denerwuje mnie już taka sytuacja. Może wkrótce wszystko się zmieni.

Kolejna sprawa, czyli malowanie pociągów. Wielu może mi zarzucić, że jestem niekonsekwentny, ale po części sprzeciwiam się temu procederowi. Dowiedziałem się, że naprawianie szkód związanych tego typu działaniem jest bardzo kosztowne. Pieniądze wydane na usuwanie szkód można by przecież efektywnie zainwestować w poprawę warunków podróży, które, jak wiadomo, do najlepszych nie należą. Wielu może spytać, dlaczego akurat te nieszczęsne pociągi? Spieszę z wyjaśnieniem. Mianowicie, głównym założeniem malowania wagonów jest to, by taka produkcja mogła być oglądana w całej Polsce, a to właśnie umożliwia kolej. Tak się zastanawiałem czy nie lepsze byłoby sfotografowanie swojego graffiti i umieszczenie go w internecie. Wtedy nawet szersza grupa ludzi miałaby okazję podziwiania Twoich "malowideł". Alternatywą (ale tu zgodę musiałoby wyrazić PKP) mogłoby być pozwolenie na malowanie po starych i brudnych wagonach, które aż odstraszają na sam widok. Jak widać wszędzie można znaleźć kompromis.

Na koniec jeszcze drobny szczególik, a mianowicie określanie malujących jako wandali. Tak się zastanawiam, czy to przypadkiem nie jest już egzaltacja. Niesprawiedliwością jest stawianie na równi człowieka, który niszczy sklepy, czy groby z grafficiarzem. Należy umieć rozgraniczyć, co złe, a co gorsze. I tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć. Wielkim szczęściem byłoby dla mnie, gdyby malujący wynieśli coś z tego tekstu, postarali się o te legale bardziej niż dotychczas, a Ci którzy z dumą krzyczeli wandale! wandale! wyciągnęli konstruktywne wnioski. Zmiana (może nie całkiem) zdania to przecież nic strasznego.

Baton (baton3@go2.pl)

PS. Pozdrawiam wszystkich grafficiarzy i nie tylko...