Nudno było ostatnimi czasy w polskiej polityce. Od czasu do czasu pan poseł Zajączek Janowski sobie poskakał lub Jędruś od Lepperów pokrzyczał, ale ponadto nie działo się nic wielkiego. I oto nagle minister Belka zrezygnował z kierowania finansami Polski. Trzeba więc było komuś przekazać to niewdzięczne stanowisko. I wtedy na scenie politycznej pojawił się (a w zasadzie na nią wrócił) on, profesor Grzegorz W. Kołodko. I od razu zrobiło się wesoło.
Oglądam program "Gość Jedynki", dokąd przybył minister Kołodko. Było to w niedługim czasie po jego nominacji. Najbardziej uderzyło mnie to, że wicepremier Kołodko w swoich wypowiedziach często odwoływał się do biblijnych cytatów. Nie sądźcie bo będziecie sądzeni - oznajmił minister Kołodko odpowiadając na zastrzeżenia dziennikarza, a za parę chwil dodał: kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień. Minister Kołodko często wypowiadał się w podobnym stylu, jak czynił to śp towarzysz Edward Gierek. Usłyszałem więc, że minister będzie czynił wszystko, aby poprawić byt polskich rodzin i aby nam żyło się lepiej w naszym wspólnym domu - w Polsce. Najlepszy był jednak koniec wywiadu. Dziennikarz zadający pytania powiedział: panie ministrze, dziękuję bardzo. Na te słowa nasz minister odparł: to ja dziękuję państwu i panu redaktorowi. Brawo, pełna kultura, tak trzymać!
Na kolejną rozmowę pan minister przyniósł ze sobą rekwizyty. W odpowiedzi na jedno z pytań profesor Kołodko rzekł: "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień, a kto nie jest bez winy niech wejdzie na stronę ministerstwa finansów i rozwieje wszelkie swoje wątpliwości." W tym momencie pan minister pokazał dużą kartkę z adresem internetowym ministerstwa finansów i kontynuował swoją wypowiedź: "Zapraszam: www kropka emef kropka gov przez v kropka peel." Dziękujemy za zaproszenie, panie ministrze - naród. Ale to nie był koniec popisów pana Kołodki. Wiadomo, że wiele kontrowersji wzbudziła tak zwana ustawa abolicyjna (chodzi o to, aby ludzie, którzy kiedyś ukryli przed fiskusem swoje dochody mogli je teraz ujawnić i zapłacić od owych dochodów zaledwie 7,5 % podatku). Pan minister po raz kolejny jednak stanął na wysokości zadania i objaśnił narodowi o co w tej ustawie chodzi. Profesor Kołodko wziął do ręki nożyczki, które przyniósł ze sobą do studia i rzekł: "Teraz my te nożyce położymy na stół, uderzymy ręką w stół i zobaczymy kto się odezwie, kto się ujawni. Na tym właśnie polega ustawa abolicyjna." Na koniec wywiadu pan minister naturalnie podziękował telewidzom za uwagę, a panu redaktorowi za zaproszenie do studia.
Mimo, że minister Kołodko tak błyskotliwie wyjaśnił narodowi na czym polega ustawa abolicyjna to poczuł chyba, że musi w tej sprawie zrobić coś jeszcze. Dlatego też spotkał się on z biskupami polskimi. Na spotkaniu tym pan minister powiedział biskupom, że w Kościele jest niestety coś takiego jak grzech, lecz na szczęście jest również możliwe rozgrzeszenie. Podobnie ustawa abolicyjna jest, w mniemaniu profesora Kołodki, rozgrzeszeniem dla nieuczciwych podatników. Panie ministrze, brawo! Trzeba iść do narodu i tłumaczyć mu gospodarcze zawiłości! Lecz dlaczego ograniczył się pan tylko do osób duchownych, i to tych najwyżej postawionych w hierarchii kościelnej? Trzeba teraz ruszyć do innych grup społecznych, na przykład do stoczniowców i górników i przełożyć cały problem na ich język. Można porównać ustawę abolicyjną chociażby do węgla, kombajnu, kadłuba. Pan minister ma zresztą w tej materii większą wenę niż ja. A jeżeli chodzi o porównania to pan minister również nie ma sobie równych. Bardzo często można z jego ust usłyszeć porównanie jego działań choćby do zapylania kwiatów na upstrzonej łące (pszczoły z Ministerstwa Finansów: do dzieła!).
Minister Kołodko znakomicie objaśnił prostemu ludowi również tak trudne zagadnienie jak budżet państwa na dany rok. Minister przyniósł na konferencję prasową olbrzymi chleb i stwierdził, że dochód narodowy jest jak ów bochenek, natomiast dziura budżetowa stanowi jego trzecią część. Ażeby bardziej zobrazować problem minister odciął dziurę budżetową. Odciął jednak nie jedną trzecią a jedną szóstą chleba. Należy jednak potraktować to jako dobry prognostyk, z takim bowiem ministrem finansów dziura budżetowa z pewnością będzie się systematycznie zmniejszała.
Co ważne nasz pan minister zdaje sobie doskonale sprawę ze swoich niemałych walorów. Oto w jednym z wywiadów zapytał się on dziennikarza: Czy ma pan redaktor córkę? Na odpowiedź przeczącą profesor Kołodko odparł: ale na pewno ma pan redaktor żonę albo przyjaciółkę i chciałby pan redaktor kupić jej prezent. Albo chciałby pan redaktor kupić prezent mnie, za dobrą politykę finansową, którą prowadzę, a nie stać pana na drogi podarunek, ponieważ podatki są za wysokie.
Drodzy Polacy! Przestańmy narzekać. Przecież nareszcie mamy ministra jak się patrzy, na światowym poziomie. A gdy dodamy do tego, że pan Kołodko zajął najwyższe miejsce w nowojorskim maratonie wśród wicepremierów to nie zdziwmy się, jeżeli cały świat zacznie na nas patrzeć z zazdrością.
Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego
PS1: Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień, a kto nie jest bez winy niech łaskawie zajrzy (jeżeli oczywiście chce) na oficjalną stronę internetową mojej skromnej osoby. Adres: www.ciemnogrod.republika.pl
PS2: Chciałbym złożyć podziękowania mojemu Wielce Szanownemu kuzynowi Wundżunowi, który również pisuje arty do Action Maga (to ten, który uczył Was wiązania zwisu męskiego oraz poprawnego mówienia po polsku) za pomoc w przygotowaniu mojej strony internetowej.
PS3: Country music rulez (razem z panem ministrem).
PS4: Zdecydowałem się na html-e w barwach mojej ulubionej partii: Unii Polityki Realnej. Jeżeli komuś owe barwy nie przypadły do gustu lub ma jakąś inną sprawę to zapraszam:
ciemnogrod@hotmail.com