FEMINIZM (CZĘŚĆ 2)

BrightWitch


Ten art w dużej mierze jest nawiązaniem do poprzedniego. Rozszerza kwestie poruszone w "Feminizmie oczami feministki", uzupełnia i - mam nadzieję - obala stereotypy. Przynajmniej takie było moje założenie.

1. Kobieta w rodzinie

Motto:
Żona i dzieci są niewolnikami mężczyzny. (1)

Rodzina w ujęciu feministycznym nie jest wartością. Nie jest, przez wzgląd na miejsce zajmowane przez kobietę w domowej hierarchii. Nie jest trudno zgadnąć, że kobietę zepchnięto na ostatnią pozycję zarówno w rodzinie o tradycyjnym pozdziale ról (choć w tej przede wszystkim), jak i quasi-współczesnej.

W obu przypadkach kobieta rezygnuje z siebie. Wymaga się od niej pełnego poświęcenia dla spraw domu i jego mieszkańców. Matka nie musi kupować sobie nowych butów albo ciuchów - ma wydać pieniądze na dzieci, by to one wyglądały "jak ludzie". Oczywiście, mężusia też trzeba jakoś ładnie ubrać. Ona sama może pochodzić jeszcze rok w tych zniszczonych bucikach...
Okropne? A jednak tak w wielu rodzinach jest. W zbyt wielu...

A co jest przyczyną takiego zachowania? Na pewno nie natura, wbrew temu co myślą niektórzy. Jeśli dziewczynkę od początku uczy się, że jedynym jej życiowym celem jest oddanie rodzinie i jeśli od maleńkości obserwuje we własnym domu ten chory wzorzec: matka bez mała wypruwa sobie flaki (wiem, że to brzydko brzmi), żeby jej dzieci żyły jak należy, a ojciec leży przed telewizorem i od czasu do czasu przypomina sobie, że ma jakieś potomstwo (tylko jak oni mają na imię?), nie wiedząc nawet, że mogłoby być inaczej, to będzie ona powtarzać to zachowanie we własnym domu. W ten sposób skrzywdzi też swoją córkę... Błędne koło.

Nie upieram się przy tym, by to mężczyźni zajęli się pracami domowymi. Upieram się przy tym, by pomagali swoim partnerkom, by brali na siebie połowę obowiązków. "Dziś gotujesz ty, ja zmywam, a jutro odwrotnie." Czy wymaganie od faceta, by umiał gotować naprawdę jest absurdem...? Moim zdaniem każdy powinien potrafić gotować (choć ja nie umiem :)). I nikt, naprawdę nikt nie wmówi mi, że mężczyzna jest niedorozwinięty i nie potrafi głupiego ziemniaka obrać albo włączyć odkurzacza i posprzątać trochę.
Rozleniwili się panowie przez czas trwania patriarchatu, a teraz argumentują: "Ja nie potrafię", ewentualnie celowo robią coś źle, by kobieta musiała zrobić to za nich. Są jakieś wyjątki (mój tatuś :)), ale nieliczne.
Może w końcu pora uporządkować ten świat?

Teraz pomówimy sobie troszeczkę o dzieciach, nierozerwalnie związanych z kobietą, przynajmniej w polskim myśleniu.

Siostrą macierzyństwa jest antykoncepcja. Temat wyświechtany, ale tym razem widziany oczami feministki, więc może nie będzie tak najgorzej.

Dla mnie antykoncepcja to właściwie jedno: pigułki. To najskuteczniejsza metoda zapobiegania ciaży. Mimo to kobiety nie mają przekonania do niej z obawy przed skutkami ubocznymi. Tymaczasem prawda jest zupełnie inna... Pigułki - odpowiednio dobrane oczywiście - nie tylko nie szkodzą, ale wręcz pomagają: regulują miesiączkę i łagodzą jej objawy, zmaiejszają niedokrwistość spowodowaną niedoborem żelaza, zapobiegają wystąpieniu ciąży pozamacicznej, mają korzystny wpływ na cerę, zmiejszają ryzoko zachorowania na raka jajników i macicy.
Większość zarzutów stawianych pigułkom ma swoje uzasadnienie. Biorą się one stąd, że pierwsze środki hormonalne wywoływały nieprzyjemne skutki uboczne, jednakże dzisiaj gdy hormony naturalne zastąpiono syntetycznymi pigułka jest zbawieniem. Może się oczywiście zdarzyć, że kobieta źle zareaguje na jakiś środek, ale to nie znaczy, że pigułka jest zła. To znaczy tylko tyle, że była ona dobrana niewłaściwie i wystarczy po prostu ją zmienić. Może być też tak, że organizm nie będzie tolerował nawet pigułki niskoestrogenowej i wtedy trzeba się zdecydować na inny rodzaj antykoncepcji, ale są to nieczęste przypadki.

Nie warto bać się pigułki, gdyż jest ona dobrodziejstwem. I nie dajcie sobie wmówić, że to zło albo grzech i że najlepiej bawić się w ruletkę watykańską (metody naturalne). Prezerwatywa (notabene też zło) jest niezła tylko w przypadku kontaktów przypadkowych (AIDS), w stałym związku o wiele lepsza jest pigułeczka. To dzięki niej kobiety mogą samodzielnie decydować o macierzyństwie.

Jeden ze znanych psychologów stwierdza, że pojawiły się poważne przypadki nerwicy, wynikającej z tego, że kobiety z lęku przed niepożądaną ciążą odmawiają współżycia! I co tu się dziwić? Ile ona ma przyjemności w ciągu tych pięciu minut, kiedy on włazi na babę, robi swoje i w ogóle nie martwi się tym, czy ona czegokolwiek doświadczyła.(7)

Na koniec bardzo mądre słowa adresowane do wszystkich dziewczyn:

I mam nadzieję, że dziewczyny będą na tyle świadome własnej niezależności, że nie przyniosą skutku szantaże, tak typowe dla mojego pokolenia: "Coś ty taka nie nowoczesna?", "Daj mi dowód miłości!". W każdym razie bardzo spodobało mi się hasło, które gdzieś tam bardzo dawno temu wyczytałam: "NO GLOVE NO LOVE". Czyli bez kondomka na penisku nie ma zabawy, bobasku. Jeśli ona będzie miała świadomość, że nawet najbardziej szalone fantazje erotyczne powinny być wstrzymane, dopóki nie ma tej gwarancji, że ona jest bezpieczna. Z jednej strony mówimy o czymś takim przyziemnym, a z drugiej jednak wielu dziewczętom ten "czar par", czy inne zadurzenie, nie pozwala na wypowiadanie rzeczy, które może są brutalne, jak domaganie się: "Dobrze, zgadzam się, ale ja muszę być bezpieczna i ty musisz zrobić wszystko, żeby mi się nic nie stało." Konieczne jest wzmacnianie, zwłaszcza dziewczyn, żeby czuły, że mają prawo do decydowania o sobie. (8)

2. Kobieta w religii

Szóstego dnia Bóg poczuł się samotny wśród zwierzątek i stworzył człowieka. Człowiek ów miał na imię Adam. (Feministki, złe, że to nie kobieta była pierwsza mawiają, że nawet Bóg zaczynał od zera.) Adaś nie nudził się w raju zbytnio, gdyż znalazł sobie "zabawkę" - demonicę Lilith. Szybko się jednak rozczarował swą pierwszą żoną i zapragnął kobiety potulnej i pokornej. Bóg - dobry ojciec wyjął żebro z jego ciała i stworzył mu Ewę. Ewunia była spełnieniem marzeń Adasia. Była jego pomocnicą i pocieszycielką. Była też głupia (jak na kobietę przystało) i dała się skusić wężowi. Ugryzła zakazany owoc i podała go Adamowi. On też ugryzł. Bóg ukarał ich za ten występek. Adam pracował na mało żyznej roli, a Ewa w bólu rodziła dzieci. W którymś pokoleniu urodziła się Maryja. Ją właśnie - kobietę czystą, bez zmazy pierworodnej wybrał Bóg na matkę Jezusa.
Zazdrosne o przywileje Maryi feministki nazwały ją bluźnierczo inkubatorem. I jeszcze nazwały ją istotą odseksualizowaną, będącą ucieleśnieniem karykatury kobiety. Jednak na rozwój kultu Maryi wpłynąć nie mogły. Maryja (matka - dziewica) stała się ostatecznie pełną chwały oponentką grzesznicy Ewy (kobiety obarczonej winą). Im bardziej wychwalano Maryję, tym bardziej krytykowano Ewę, będącą metaforą zwyczajnej kobiety. Im bardziej, więc Maryja była czczona, tym bardziej poniżano kobiety. (por. "Maryja kontra czarownice" na stronie Wiedźmy)
Islam przykazuje nosić kobiecie chustę. Czemu? "Bo w świecie Islamu kobieta jest wspaniałym stworzeniem i Bóg nakazał jej nosić chustę, aby nie prowokować mężczyzn, którzy mogliby zrobić jej krzywdę" *. Stuknięte feministki nazywają to kaleczeniem Arabek w imię ich rzekomego dobra. (Jakby nie wiedziały, że mężczyzna to zwierzę, które nie potrafi się opanować...)

Czy religia narzucając taki sposób życia unieszczęśliwia kobiety? Skądże. Pokazuje im jedynie, do czego mają dążyć, co jest celem ich ziemskiego bytowania. No dobrze, przestaję być ironiczna i powracam do faktów.

W którymś numerze "Niedzieli" wyczytałam, że kościół jest feministyczny. Feministyczny w prawdziwym ujęciu tj. mający na celu dobro kobiet, a nie ich krzywdę (a to jest zamiarem pseudofeministek, takich jak np. ja). Przecież jest to całkowicie absurdalne. Feminizm to znaczy "KOBIETA DECYDUJE O SOBIE", zaś kościół propaguje pogląd "KSIĘŻA DECYDUJĄ O KOBIETACH" - narzucając im zaprzestanie korzystania ze środków anty (tylko obserwacje śluzu i tym podobne głupstwa) i krytykowanie aborcji. Taaa... to jest "feminizm w prawdziwym ujęciu".

Ostoją zacofania jest najczęściej religia. To przede wszystkim ona kształtuje rozumowanie społeczeństwa, zwłaszcza na wsich, gdzie słowo księdza jest święte. W Polsce religią dominującą jest katolicyzm, który przesycony jest poczuciem niższości kobiet. Anachroniczne historie biblijne uczą patriarchalnego sposobu patrzenia na świat. Powyżej w lekko ironicznym tonie opisałam stworzenie kobiety. W Biblii jest ono - moim zdaniem - neutralne, to mężczyźni nadali mu odcień pejoratywny, ukazujący kobietę jako służkę. Neutralność biblijnego opisu nie jest li i jedynie wymysłem, w Talmudzie (księga z komentarzami do Biblii) jak wół stoi wszak, że gdyby kobieta miała być niewolnicą mężczyzny to powstałaby z jego nogi, a gdyby jej przeznaczeniem było rządzić mężczyzną stałaby się z jego głowy. Powstała z żebra, ma więc być mu bliską. Logiczny wywód, który wszyscy o szownistycznych zapatrywaniach powinni sobie zapisać nad łóżkiem.

Kościół jest organizacją, której założeniem jest decydować za wszystkich. A to jaką wiarę ci wszyscy wyznają jest dla księży bez znaczenia. Organizacja ta jest oparta na chorych zasadach (żeby nie było wątpliwości: jestem jak najbardziej antyklerykalna, chociaż - uwaga, uwaga - w Boga wierzę. Oczywiście nie tego katolickiego, tamten jest dla mnie równie chory jak cały kościół), stawia kobietę w hierarchii możliwie nisko (jeśli w ogóle stawia).

Papież jest postacią patologiczną ze względu na to, że stoi na czele najświetniej zorganizowanej, szalenie potężnej męskiej organizacji. Oczywiście wspieranej także przez kobiety -te, tam na dole: jakieś zakonnice, które nie mają nigdy wiele do powiedzenia, bo decyzje są podejmowane i wykonywane przede wszystkim przez mężczyzn. Plus cała ta jego obsesja na punkcie dziewiczości Maryi, tego hymenu nietkniętego, i rozmaitych tych bzdur opowiadających, że dziewica Maryja to, czy tamto ... (9)

Dlaczego kobieta nie może służyć Bogu tak jak mężczyzna, czyli mówiąc po prostu być księdzem? Bo kobiety mają bardziej rozwiniętą potrzebę życia w rodzinie, ich celem jest posiadanie dzieci. Mężczyźnie dużo łatwiej przychodzi zrezygnowanie z rodziny. (10) Taaaak...? A to mężczyźni podobno mają bardziej rozwinięte libido, czy więc księża rezygnują z seksu? Rączki zawsze na pościeli? Nigdy im nie staje? Nigdy nie myślą o kobiecych (ewentualnie męskich, wszak różne są gusta) wdziękach? Akurat, bo uwierzę. Na tyle duża jestem, że zasypiam bez bajek.

Kobieta w religii to przede wszystkim (a właściwie tylko i wyłącznie) żona i matka, więc to co teraz napiszę wiązać się będzie także z punktem pierwszym tego arta.
W kościele katolickim obowiązuje "porządek miłości", wprowadzony przez Piusa XI, według którego mężowi przysługuje "pierwszeństwo rządzenia", żonie zaś "pierszeństwo miłości", które jest jej prawem, a zarazem i obowiązkiem - gdy bowiem "mąż jest głową rodziny, żona jest sercem". Poza tym role pozarodzinne kobiety muszą być zawsze rozpatrywane z punktu widzenia jej roli (dodajmy, że głównej, a może nawet jedynej) jako żony i matki. Bowiem pierwszorzędnym posłannictwem - opartym na naturalnej skłonności - jest macierzyństwo. [że co, proszę? - dop. BW] Niezależnie od udziału w działalności zawodowej, rodzina stanowi główny ośrodek jej aktywności. (11) Wyraźnie stąd wynika, że kościół propaguje kobiecą pracę na dwa etaty, odciążając tym samym mężczyznę. I niech mi tylko ktoś powie, że kościół jest normalny...

3. Kobieta w społeczeństwie, czyli kobiety charakterystyka ogólna

Przede wszystkim jest ozdobą. Podporządkować się patologicznym wzorcom piękna, upodobnić do anorektycznych (wręcz męskopodobnych) modelek, ujarzmić swoje ciało (wroga) za pomocą kosmetyków - to główne zadanie kobiety. Nie intelekt jest jej cechą, a uroda.

W kulturze Zachodu, w ramach istniejącego dualizmu psychofizycznego, kobieta przez całe stulecia utożsamiana była z ciałem, z jego ograniczającymi funkcjami i potrzebami. Równocześnie sferę ducha i umysłu - daleką od wszystkiego co cielesne (czytaj: godne pogardy) - przypisywano mężczyźnie. Związane z ciałem emocje i pragnienia stały się więc domeną kobiet, podczas gdy siła woli, racjonalność i inteligencja trwale zapisały się jako cechy typowo męskie. Sprowadzenie kobiety do jej funkcji cielesnych z jednej strony utrudniło (a przez wieki uniemożliwiało) jej rozwój w jakiejkolwiek innej sferze życia, niż rodzina i wychowywanie dzieci, z drugiej - doprowadziło do sytuacji, w której kobieta dokonuje samookreślenia głównie poprzez wygląd. Poddawane niekończącym się zabiegom kosmetycznym i upiększającym ciało kobiece stało się polem, na którym siły podporządkowania i dominacji ujawniają się w całej pełni (za Susan Bordo). (12)

Jeśli przyjrzymy się współczesnemu ideałowi mężczyzny i kobiety, okaże się, że tylko w tym drugim przypadku wygląd ma znaczenie decydujące. Nietrudno wyobrazić sobie pociągającego, choć już niemłodego mężczyznę, którego urok wynika nie tyle z urzekającej aparycji, ile raczej z indywidualnego stylu, doświadczenia, dowcipu czy inteligencji. W przypadku kobiety wszystkie te cechy okazują się drugorzędne w stosunku do urody i powierzchowności, a starzenie się jest równoznaczne z utratą atrakcyjności. (13)

"Być kobietą oznacza żyć w świecie lustrzanych odbić, choć nie są to lustra zwyczajne" - pisze Kaschack, podkreślając, że to dominująca w społeczeństwie, maskulinistyczna perspektywa określa, które partie kobiecego ciała (i w jakich rozmiarach) są atrakcyjne, a które nie. Kobiety oceniają swój wygląd, patrząc na siebie raczej oczyma zinternalizowanego, męskiego obserwatora (i krytyka), niźli własnymi. Zewnętrzna presja, by być piękną i się podobać, ulega uwewnętrznieniu i w końcu staje się częścią kobiecej tożsamości. (14)

Ludowa mądrość głosi: "nie to ładne, co ładne, ale to, co się komu podoba" - i należy zdać się wyłącznie na to. W końcu, do jasnej cholery, coś musi łączyć większość par! Czasami, jak się takim przygladam zastanawiam się co oni w sobie widzieli, a coś widzieć musieli, bo nie sposób związać się z jakimś brzydactwem opierając się tylko na wyrachowaniu. Raczej prędzej niż później to się rozpadnie.
Odnoszę wrażenie, że te kretyńskie wzory estetyczne przestałyby mieć znaczenie, gdyby kobiety przestały zwracać na nie uwagę. Ale presja, podsycana przez facetów, jest zbyt silna. Kompleksy rosną, choć ogólnie wszyscy wiedzą, że ideałów nie ma, a modelki wyglądają tak dobrze(?) za sprawą odpowiedniego makijażu i oświetlenia (a także obróbki komputerowej na zdjęciach). Kobiety żadną siłą nie dają rady osiagnąć osławionego 90-60-90 (niechby tak faceci spróbowali poegzystować sobie trochę w kulturze, która wymaga od nich ciałka ze snu i dużej męskości), bo i jak? Każdemu Bozia daje coś innego i skupianie się na rozmiarze stanika jest czymś więcej niż tylko absurdem. Jest debilizmem.

Najpierw gorsety, teraz anoreksja...?

Jakie jeszcze są kobiety? Tak wygląda zbiór stereotypów dotyczących kobiet. Nieprawdziwy jak... jak... Po prostu nic na świecie nie jest tak nieprawdziwe!

Na razie koniec. Ale jeszcze napiszę :).

* z tekstu Sahiba "Islam - cała prawda"

Przypisy:
1. K. Marks "Ideologia niemiecka" - słowa użyte przez M. na opisanie sytuacji kobiety w rodzinie, sam M. był temu wykorzystywaniu przeciwny.
2. wywiad z Ewą Dąbrowską - Szulc, znajdujący się na stronie radykalnej grupy anarcho-feministycznej "Wiedźma": www.wiedzma.most.org.pl (polecam, bardzo fajna muza i grafa)
2. ibid.
3. ibid.
4. E.Skrok, S. Dolecki "Kobiecość, co z niej zostało", marzec 1999
5. W. Spasowski "Wyzwolenie człowieka w świetle filozofii socjologii pracy i wychowania ludzkości" - i proszę mi bez żadnych komentarzy, że to komunista, bo rozsądek nie ma cech politycznych (i, jak widać, także płciowych)
6. A.Graff "Świat bez kobiet"
7. wywiad z Ewą Dąbrowską - Szulc
8. ibid.
9. ibid.
10. ksiądz, który uczy w mojej klasie religii. Cytowałam jego odpowiedź na pytanie postawione przez moją koleżankę: Dlaczego kobieta nie może być księdzem?
11. wywód (od słów o Piusie XI) przeprowadzony za F. Adamskim, oparty na jego książce "Socjologia małżeństwa i rodziny"
12. Jowita Wycisk "To tylko kobiecość" w: "Podmiotowe i społeczno - kulturowe uwarunkowania anoreksji" pod redakcją Anny Suchańskiej
13. ibid.
14. ibid.