WYNURZENIA MOJE O SPORCIE

Jak się dzieje w naszym sporcie? Ano - różnie. Małysz wygrywa, reprezentacja w footballu wręcz przeciwnie... Dlaczego tak się dzieje? Nie będę się rozdrabniał - jest wiele powodów. W tym arcie chciałem poruszyć sprawę czegoś, czego polscy sportowcy nie mają i prawdopodobnie nie będą mieć. Chodzi mi o tą ulotną cechę, którą prezentuje sobą Afrykanin biorący udział w biegach narciarskich, przybywający na metę ostatni, lecz z uśmiechem na ustach. Czym jest ta "rzecz"?

Nie da się tego określić prosto. Mamy bowiem do czynienia z duchem walki, który napędzany jest radością płynącą z samego brania udziału w zawodach. Czyli z rzeczą nieznaną polskiemu sportowcowi, goniącemu wyłącznie za kasą. Sukces się przy tym nie liczy... Nie, inaczej: Sukces jest w zasadzie niezdefiniowany. Dla jednego jest to zajęcie pierwszego miejsca w konkursie (podczas gdy drugie lub trzecie to już hańba i potępienie), dla innego - zakwalifikowanie się doń, a dla innych zysk (nieważne czy ze zwycięstwa, czy z przegranej). I to jest największa bolączka sportu. Z powodu różnych wymagań, jakie stawiają sobie zawodnicy, nie sposób o uczciwość. Paradoksalnie - to ci najlepsi najczęściej oszukują, chcąc chyba pokonać samego Boga w skoku o tyczce. Gorsi lub po prostu mniej utalentowani cieszą się samą możliwością brania udziału w starciach z Mistrzami. I nie starają się im dorównać.

Czemu?

Przecież to oni powinni chcieć sięgać szczytów. I zapewne chcą, ale pragną zdobyć mistrzostwo uczciwe. Dla nich niedopuszczalnym jest używanie wszelkich "dopalaczy".
Trochę to zastanawiające, że jest właśnie tak. Być może (na pewno!) wszystko dzieje się zgodnie z prawami Murphy'ego i w myśl przysłowia "apetyt rośnie w miarę jedzenia". Prowadzi to jednak do samozniszczenia sportowca, że przytoczę tylko przykład pewnego skoczka (nie wskażę go palcem, ale podpowiem, że to Czech), który po zwycięstwie tak uwierzył we własną doskonałość, że stracił wszystko i teraz musi zaczynać od nowa. Z marnym skutkiem...
Z powyższego można wywnioskować, że pogoń za kasą i doskonałością jest pożądana - w końcu skoczek ma szansę znowu pokazać klasę, a i zwolnił miejsce dla "nowych", uzdolnionych... G...uzik prawda! Wszędzie potrzebni są zwycięzcy. Tacy, których nie da się pokonać, żeby istniała jakaś granica pokazująca szczyt możliwości. Tylko niech to będzie granica wytyczona uczciwie!
Również wśród producentów wyposażenia można zauważyć pewną niezdrową tendencję. Dzięki ich konkurom, niektóre dyscypliny stają się starciami firm produkujących osprzęt. Mimo, że osiągi np. biegaczy są mniej więcej równe, to liczą się ułamki sekund zyskiwane przez bardziej opływowy kształt butów... A ja sądzę, że wszyscy uczestnicy danego turnieju powinni dysponować identycznym sprzętem, tak aby szanse były wyrównane i zależały jedynie od umiejętności człowieka.
CZŁOWIEKA.

Kolejna sprawa - czy takie dyscypliny jak wyścigi samochodowe, motocyklowe itp. można zaliczyć do sportu? Przecież tam nie liczy się rywalizacja ludzi, lecz maszyn. Owszem, potrzeba również umiejętności kierowców, ale czy ktoś potrafi powiedzieć w czym dokładnie Hakkinen jest lepszy od Hołka? Ten jeden lepiej skręca w lewo, a drugi rozsądnie używa świateł? Dajcie pokój, przeca to nie do określenia.

Kolejna rzecz, która nie daje mi spokoju (choć właściwie nie wiem, czemu). Bezsens poniektórych konkurencji. Co takiego ludzie widzą w baseballu, footballu amerykańskim, krykiecie czy tym podobnych? Nie wiem, może jest w nich coś konkretnego, ale jeśli nie rozumiem zasad to się nie wypowiem. Wszak jest jedna z dyscyplin, o której co nieco wiem i o której mogę napisać. Aspiruje ona do miana "największej głupoty, jaką człowiek wymyślił".

Jazda konna. Ewentualnie z przeszkodami. Po tym jak KOŃ przybiegnie na metę pierwszy; po tym jak KOŃ przeskoczy wszystkie barierki; po tym jak KOŃ wykona całą robotę - dekorowany jest jeździec, jaki to on nie zdolny, wybitny sportowiec. A co on robił? Maltretował zwierzątko, ucząc je razami z pejcza skakać wyżej i biegać szybciej. Już nic głupszego nie ma, a jeśli jest - zlituj się Boże nad biedną ludzkością. Jeśli ktoś widział, jak koń na gonitwie złamał sobie nogę i poszedł na odstrzał, to zapewne myśli to samo, co ja.

Ech... Mimo niewątpliwych zalet sportu - zdrowej rywalizacji, możliwości rozwinięcia zdolności fizycznych, zaprezentowania się itp., posiada on na dzisiejszy dzień sporo wad. Czy jest jeszcze w piłkarzach z reprezentacji cokolwiek z ateńskich atletów? Czy KOGOKOLWIEK uprawiającego sport dla sławy, nie dla forsy? Nie sądzę. Ale - można czekać na lepsze jutro... Kończę ten artykuł, mocno niespójny i napisany pod wpływem emocji, mając nadzieję że zostanią z niego wyciągnięte wnioski. Jeśli tylko da się jakieś wyciagnąć...

military