Polska - Węgry 
Naszego trzeciego meczu w eliminacjach Euro 2004 bez wątpienia nie można uznać za udany. Remis nas nie urządzał, o czym i kibice, i piłkarze wiedzieli już od dawna. Po równie niespodziewanej, co lekkomyślnej porażce z Łotwą musieliśmy zmyć plamę z honoru i pokonać u siebie Węgrów. A to zadanie na pewno nie było niewykonalne.
Na stadionie w Chorzowie zjawił się komplet widzów, licząc na zdobycie przez Polaków trzech punktów. Wyjściowy skład gospodarzy przedstawiał się następująco: Dudek - Stolarczyk, J. Bąk, Hajto, Szymkowiak - Kosowski, Kałużny, Świerczewski, M. Zając - Kuźba, Olisadebe. Dość dużą niespodzianką była obecność na boisku piłkarza Groclinu - Marcina Zająca, jak również gra nominalnego środkowego pomocnika Wisły - Szymkowiaka na prawej obronie. Obydwaj ci gracze poradzili sobie ze swoimi zadaniami, jednak żal, że nie mogli wystąpić kontuzjowani Baszczyński i Głowacki. Oprócz tego zamiast Olisadebe moim zdaniem powinien wejść Żurawski.
W każdym razie początek meczu potwierdził, że to Polacy są faworytami. Przeprowadziliśmy kilka groźnych akcji, jednak na przeszkodzie stawała obrona gości bądź fenomenalnie broniący bramkarz Herthy Berlin - Gabor Kiraly. Przed spotkaniem myślałem o nim, że jest przereklamowany, jednak jego gra zrobiła na mnie duże wrażenie. Moim zdaniem był on najlepiej dysponowanym piłkarzem tego dnia na Stadionie Śląskim. Co prawda Olisadebe mógł strzelić lepiej, mając przed sobą tylko Kiraly'ego, ale to nie ujmuje klasy węgierskiemu golkiperowi.
A z naszej strony Dudek nie miał zbyt wiele pracy, gdyż polska defensywa raczej nie pozwalała gościom na groźne ataki. Moim zdaniem w formacji obronnej korzystnie wypadł Szymkowiak, który nie bał się ofensywnej gry i nieźle podawał. W pomocy najlepszy był tego dnia Kosowski, który zagrał w swoim stylu - podania z pierwszej piłki, dobre rajdy lewą stroną i dokładne dośrodkowania. Bezbarwnie pokazał się Kuźba, który nie oddał chyba ani jednego strzału na bramkę.
Biało - czerwoni prezentowali się naprawdę dobrze, ale było widać typowy dla nas brak skuteczności. Myślę, że z przebiegu spotkania zasłużyliśmy na wygraną. Różnica między reprezentacją Bońka a reprezentacją Janasa jest olbrzymia na korzyść tej drugiej. Moim zdaniem wybranie akurat tego trenera było dobrym posunięciem. Tak czy inaczej, nie styl gry jest najważniejszy i za parę lat nie będzie pamiętane to, że byliśmy lepsi, lecz po prostu słaby wynik...
Doorshlaq
( doorshlaq@poczta.onet.pl )