SIŁACZE - drugi najbardziej komercyjny sport świata 
Miało być o piłce nożnej - o meczu Polska : San Marino. Miało. Ale nie jest - z prostej przyczyny. Po co komentować coś takiego? Pięć do zera, czyli właściwie tak, jak byśmy chcieli (co się rzadko ostatnio zdarza). Jako, że nie mam na co ponarzekać, zmienię temat.
Swego czasu telewizja TVN transmitowała zawody "siłaczy" - czyli napakowanych jak po grochówie kolesi z obwodem bicepsa większym niż pasa. Faceci uczestniczyli w kilku konkurencjach, np. biegu z iluśtam kilkogramami w ręce, podnoszeniu samochodów, ciągnięciu TIR-a i innych takich trywialnych zabawach. Ja się pytam: jaki jest cel organizowania tych zawodów? Tzn. można to zrobić raz, góra dwa. Ale co tydzień? Przecież chyba logiczne jest, że w ciągu siedmiu dni gościu nie przypakuje na tyle, żeby się wybić i stanąć na podium, jeśli do tej pory zajmował pozycje końcowe.
Ale.
Zdarzało się i tak, że najlepsi przegrywali, a najsłabsi zdobywali medale. W jaki sposób? Ja, szczerze mówiąc, nie wiem. Rozumiem, że mistrz może nabawić się kontuzji i zostać rozgromionym przez konkurencję, lecz nie ma prawa zajść sytuacja, w której największy cienias nagle "dostaje olśnienia" i wygrywa wszystko jak leci! To nie Rocky, to real life! Chyba, że ktoś "posmarował", albo zjadł większe śniadanie niż zwykle, bardziej bogate w witaminy...
Ja nikogo o nic nie oskarżam, to tylko przypuszczenia, ale - sami przyznajcie, czy taki np. Michalczewski, który obija gębę jakiemuś tam Dżordżowi z USA, mógłby nagle zostać przez niego znokautowany w pierwszej rundzie? Wykluczam oczywiście możliwość, że Dariusz byłby pijany, kontuzjowany, na haju czy po wypadku. Odpowiedź więc brzmi - NIE. Dochodzimy tym samym do sedna sprawy: czy w sporcie typowo siłowym, w którym liczy się tylko masa mięśniowa, jest miejsce na uczciwość? Wydaje mi się, że jest podobnie jak z boksem, czyli "nie bardzo".
Ale jest chyba prostsze wytłumaczenie. Zdaje mi się, że nikt "Siłaczy" nie bierze na poważnie. Program ten powstał tylko po to, aby zapełnić portfele sponsorom i rozbawić publiczność. Jest jak wrestling, gdzie te wszystkie miażdżące rzuty i widowiskowe chwyty są równie prawdziwe, co opalenizna Leppera. W takim razie czy ma sens oglądanie tego cyrku? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, lecz moim zdaniem - nie. W zasadzie mamy tu i sport, i rywalizację, ale można odczuć że wszystko ustawione jest pod publikę; zawodnicy nie dźwigają ciężarów po to, żeby sobie coś udowodnić, lecz aby zabawić dzieciarnię. Mogę więc wreszcie zatytułować ten artykuł.
SIŁACZE - drugi najbardziej komercyjny sport świata.
military