JEDZENIE JAJEK NA TWARDO NA CZAS

Piłką nożną interesuję się tylko w czasie mistrzostw świata, lub wtedy gdy Wisła płynie po murawie. Pozostałe mecze nie mają tego polotu, atmosfery wielkiego wydarzenia... Kontakt z NBA straciłem już daaawno, i nawet nie wiem jak radzi sobie moja ulubiona drużyna - Orlando Magic (ostatnio jak widziałem mecz, to mieli jeszcze w składzie Rona Seikaly [czy jak to się pisze]... teraz chyba zaszły jakieś zmiany. W każdym razie, jeśli chodzi o kosza, to Dana Barros rządzi! Ale gdzie on teraz gra...? Bodaj w "Celtics"...). Z NHL podobnie. Skoki narciarskie już mnie powoli nudzą, a siatkówkę widzę równie rzadko, co banknoty dwustuzłotowe. Jest jednak dyscyplina, którą oglądałem ostatnio w telewizji, a która - nie powiem - zaciekawiła mnie. Nie jest to jednak ciekawość tego typu, że zaraz rwę się do startowania w zawodach. To coś podobnego do sumo - fajnie popatrzeć, ale nikt nie chce żreć aż odpowiednio zgrubnie. To może być szkodliwe, albo, co gorsza, mniej widowiskowe niż sama transmisja. Mam na myśli bowiem konkurencję zwaną...

JEDZENIE JAJEK NA TWARDO NA CZAS!

Widziałem jeno urywki z transmisji, lecz były to najciekawsze skróciaki świata! Boisko wygląda następująco: na placu na wsi, w okolicach stodoły, zastawiono długi na kilka(naście) metrów stół. Siadali przy nim zawodnicy, a przed nimi stawiano półmiski z jajami gotowanymi "na twardo". Zasady były następujące: kto zje najwięcej w ciągu dziesięciu minut, wygrywa.
Dało się słyszeć gwizdek, po czym wszyscy panowie (większość z wąsami... podejrzane!) rzucili się do naczyń. Jedli, jedli, wpychali te jaja... Wymiotowali, jedli dalej, znów wymiotowali i znów jedli. Nie wiem jak wy, ale ja po zwymiotowaniu nie mam najmniejszej ochoty na włożenie czegokolwiek w usta. Ale nie oni - jeden z panów przez dziesięć minut wchłonął chyba z pięćdziesiąt sztuk kurzych płodów, wyrażając tym samym swoje stanowisko w kwestii aborcji. Po zawodach wyłoniono zwycięzcę, przeprowadzono z nim wywiad ("Bo ja lubię jajka, psze pani. Nawet jak w domu jestem, to jem te jajka. Wymiotuję po nich, ale ciągle jem te jajka, psze pani."), a następnie zapakowano do karetki i odwieziono na płukanie żołądka. Podobnie jak większość uczestników. Na koniec replaye najciekawszych fragmentów i zakończenie "Studia pod bukiem", czy innego programu tego typu, w którym pokazano owe widowisko (cud, że przypadkiem na nie natrafiłem!).
Jak widać, jedzenie jaj na twardo może być ekscytujące! Zaliczyłbym je nawet do sportów ekstremalnych - przecież chyba każdy wie, czym grozi pożarcie zbyt dużej ilości wiadomego pokarmu naraz. Tym, którzy tego nie wiedzą, proponuję zorganizowanie zawodów. Na własną odpowiedzialność.

military