POLSKA:WĘGRY 
Jak co sobotę powinienem się gdzieś oddawać wspaniałej zabawie i popijać bezalkoholowe piwko. Jednak dziś postanowiłem ten dzień spędzić w domu i jakoże nic ciekawego w telewizji nie puszczali, włączyłem na mecz Polska-Węgry. Dzięki temu meczowi przypomniałem sobie, czemu nie lubię oglądać piłki nożnej. Już wolałbym pić wino śliwkowe niż oglądać ten mecz, ale cóż - czasu nie można cofnąć a jakoże nudzi mi się bardzo, to postanowiłem, że napiszę, co nieco.
Polak Węgier dwa bratanki.
Zdaje mi się, że tym powiedzeniem kierowali się Polscy zawodnicy tego wieczora. Chyba tak polubili Węgierskich zawodników, że pozwolili im wywieść choć jeden punkt ze Śląska. Każda akcja naszego zespołu przypominała mi frytki McDonalda i nawet nie będę mówił tu o smaku, lecz o tym, że każda akcja była taka sama, toporna i niektóre aż prosiły się, aby wyłączyć telewizor. Cóż jeszcze to mogę przeżyć, ale nie rozumiem jednej rzeczy - czemu Polscy piłkarze podawali piłkę Węgrom. Biegnie, biegnie i pach ją do Węgra! Większość akcji kończyło się na tym, że Polacy biegali wokół siebie a ich kolega podawał koledze z Węgier. Oddaliśmy kilka strzałów na bramkę i nawet jednego gola mogliśmy strzelić, ale Olisadebe kopnął piłką w prosto w bramkarza. Ja wiem, że był sfrustrowany, bo Węgierski bramkarz bronił bardzo fajnie, ale by od razu w niego kopać piłką? A może chciał strzelić gola? Chyba nie, bo przecież bramkarz ma niecałe pół metra wszerz a bramka ma kilka metrów, więc to było niemożliwe, by chciał strzelić gola. Cały mecz był bardzo apatyczny i mnie bardzo nudził, piłkarze ruszali się trochę niemrawo i jakoś brakowało im luzu. Każda akcja kończyła się bardzo szybko. Bramki nie zobaczyliśmy ani jednej, jak już Polacy nie chcieli strzelać, mogli pozwolić choć jedną bramkę dać strzelić Węgrom.
No comments.
Najciekawszą elementem całego tego spotkania był komentarz naszych komentatorów. Ich niektóre hasła były o wiele śmieszniejsze niż powiedzonka Shreka. Niestety dokładnie nie pamiętam wszystkich, ale jednym z najciekawszych było to: - Co wymyśli nasz pomocnik... i wymyślił Kosowskiego (pisanie z pamięci) {Tak, trzeba przyznać, że to było najśmieszniejsze, sam miałem to przytoczyć, ale widzę, że jeszcze namiastkę komentarzy pamiętasz, widocznie nie uchlałeś się aż tak mocno. :)} W ogóle nasi komentatorzy mają wielka fantazję i nie raz wykazują się swoim krasomówstwem. Należą im się za to gromkie brawa.
Ostateczny gwizdek.
Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni tego meczu to ja odetchnąłem z wielką ulgą, że w końcu ten apatyczny i nudny mecz się skończył. Przykro mi to mówić, ale niestety Polska reprezentacja zagrała bardzo słabo, a w ich grze brakowało luzu, a akcjom finezji. Cały mecz mogę określić mianem padaki. Można było wygrać, acz niestety skończyło się na jednym punkcie, co według mnie jest sprawiedliwe, bo Polacy na więcej po tym meczu nie zasługiwali.
Caleb