Jedziemy z MU. Płacz Jóźwiaka. Uciszam Old Trafford! (odcinek 5) 
Takich gwiazdeczek, co błyszczały raz w życiu, było tysiące. - Kowal, weź usadź tych Angoli, zrób im Heysel - mówili mi koledzy. To był czas, gdy angielscy kibice mieli na sobie jeszcze kary za tamte wydarzenia z Brukseli. No i na Legii do pewnego momentu robiliśmy im Heysel. 41 minuta - Jacek Cyzio wali na 1:0. Jest! - Sampdoria, powtórka z Sampdorii! Ta drużyna jest szalona i nikt nie wie, na co ją jeszcze stać! - myślałem sobie wtedy na boisku. I jestem pewien, że pozostali legioniści mieli wtedy w głowie: - Sampdoria, powtórka z Sampdorii!
Znowu strzelamy gola do przerwy, znowu 1:0 u nas i wystarczy dotrzymać do końca wynik, a potem na pewniaka jechać na rewanż. No to się natrzymaliśmy wyniku... Anglicy wznowili od środka, poszła piłka do Lee Sharpe'a, ten skręcił Arka Gmura i dośrodkował - 1:1. Potem prasa pisała, że to wszystko przez Arka, bo po golu Jacka Cyzio przez całe boisko zasuwał, żeby go ucałować. Prawy obrońca do lewego napastnika. A jak go mógł nie ucałować!? Szwagier szwagra?! Szwagier szwagra w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów?! Nikt nie popełnił błędu, po prostu Manchester strzelił gola, jak setkom innych drużyn.
- To się kurwa nagraliśmy - pomyślałem. I w tym momencie Marek Jóźwiak wyciął Anglika wybiegającego na czystą pozycję. Czerwona kartka w 44 minucie! Cztery minuty przed przerwą mieliśmy 1:0 i wystarczyło przeczekać kilkaset sekund. Zrobiło się 1:1 i kończymy w dziesiątkę, momentalnie zawalił się mecz. W szatni grobowa cisza. Mamy remis z Manchesterem United, ale każdy załamany. Marek Jóźwiak siedzi z boku i płacze. Normalnie ryczy. Ech, mógł mu ten sędzia nie dawać czerwonej! Nie było szans na dobry wynik - ten płacz, ta cisza. Ktoś spuścił powietrze, czekaliśmy na egzekucję. Manchester nawet nic wielkiego nie zagrał. Ot, zrobił dwie akcje i strzelił jeszcze dwa gole.
Plus taki, że w rewanżu nie mieli?my nic do stracenia. Już na rozgrzewce szok. Ci ludzie przyszli na mecz z Legią, choć Manchester już ma awans w kieszeni! Komplet ludzi! Widać było, że to inny świat piłki. Wła?nie na rozgrzewce uderzyłem piłkę w nietypowy dla siebie sposób - z przewrotki. Nigdy tego nie robiłem, bo bałem się, że się połamię. A tu jedna próba i od razu gol. Tysiące ludzi zaczęło bić brawo, przeszedł taki przyjemny szmerek. - Oho, widzę, że żyjecie. To ja was tu jeszcze uciszę! - stwierdziłem. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Coś we mnie wstąpiło. - To ja was tu jeszcze uciszę! - powtórzyłem. Skoro Manchester może mieć boisko-kartoflisko (a takie miał), to może mieć i piłkarzy-frajerów.
Mecz zaczął się tak, że przez pierwsze 20 minut może raz wyszliśmy z połówki. Potem wszystko wróciło do normy, normalna walka. Dostaliśmy gola, potem strzeliliśmy. Jacek Bąk wybił piłkę na uwolnienie, w kierunku Pallistera. Wziąłem go na plecy, przyjąłem piłkę na klatę, on mnie gdzieś tam kopnął, ale piłki nie wybił. Pojechałem na szybkości. Byłem sam na sam. - Gdzie strzelać? - to była pierwsza myśl. - W długi! - to była druga. No to strzeliłem w długi... Piłka poleciała między nogami bramkarza w sam środek. Cóż, trochę farta też trzeba mieć. Ale co tam, potem cwaniakowałem, że na spokoju założyłem gościowi siatę! A stadion, tak jak sobie obiecywałem, ucichł. Tu was mam!