GKS Tarnovia - sparing

Od tego numeru będę miał przyjemność opisywania zmagań małej miejscowej drużyny w rozgrywkach ligowych. Drużyną, którą opisuje jest zespół GKS-u Tarnovii z Tarnowa Podgórnego. Dodam tylko, że Tarnovia zajmuje 3 miejsce ex equo z innym zespołem. Zaczynajmy. Dzisiaj pierwszy mecz - sparing - GKS Tarnovia vs. Sokół Pniewy.

Dnia 22.03.2003 odbył się mecz sparingowy pomiędzy GKS'em Tarnovia a Sokołem Pniewy. W opisywanym meczu grali tzw. trampkarze (rocznik '88-'95). Zbiórkę mieliśmy o 10:00. Gdy przyjechał trener, weszliśmy do szatni i omówiliśmy pierwszy skład. Oto on - Olej - Kubicki, Andzia (wbrew pozorom to chłopak), Kędziorka, Kogut - Szopek, Darek, Mikołaj, Kamil - Truś, Matuszak. Reszta była na rezerwie, ale o tym później. Był to nasz optymalny skład. Około godziny 10:20 wyszliśmy na rozgrzewkę. Ćwiczyliśmy dośrodkowania i stałe fragmenty gry. Gdy już mieliśmy nadzieję, że nie przyjadą, bo mogliśmy wtedy pójść oglądać Małysza, zjawił się autokar z Pniew. Zaczęliśmy znów rozgrzewkę i po 10 minutach byliśmy gotowi stawić im czoła. Zaczęliśmy. Najgroźniejszym zawodnikiem gości był wysoki chłopak z czapką naciągniętą na oczy tak, że chyba nic nie widział. Będę go opisywał jako "20", bo nazwiska jego nie znam. Po kilku minutach, urwał się Andzi i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Na szczęście Olej jest dość rosłym chłopakiem i sięgnął piłkę lecącą w bok. Potem my mieliśmy przewagę, ale bramkarz gości, choć za dobry nie był, to o dużym szczęściu może mówić. Cały czas nie mógł normalnie złapać piłki, tylko na dwa razy. Aż w końcu Kamil strzelił tuż przy słupku gola, ale niestety sędzia nie uznał, twierdząc, że był spalony. Warto dodać, że sędzią w tym spotkaniu był nasz były trener i jakoś nie było tego po nim widać. Nasi mieli cały czas przewagę, ale często tracili piłkę w środku pola i wtedy było groźnie. Najgroźniejsza sytuacja, jak się potem okazało - meczu, była pod naszą bramką. "20" minął Andzię i Kubickiego, po czym strzelił w samo okienko. Olej był bez szans. W ostatniej chwili, piłka poszła trochę w górę i uderzała o poprzeczkę z takich rozmachem, że odbiła się na 1-szym metrze przed bramką i do piłki doszedł drugi z gości (taki rudy), ale znów piłka spłatała psikusa Pniewianom i cudem minęła bramkę. Przestraszyliśmy się nie na żarty, to znaczy ja i Pyra, bo mieliśmy wejść po połowie drugiej części gry. Dodam, że gramy po 35 minut połowę. Do końca tej części gry, piłka krążyła głównie w środku boiska. Skład trochę się zmienił, w porównaniu do głównego. Ja wszedłem na bramkę, a Olej na stopera. Andzia nadal był full stoperem i krył "20". Kubicki wszedł do środka pola, zamiast Mikołaja. Reszta nie uległa zmianie, choć później wchodzili na boisko młodsi - młody Kubicki i Maciejewski. Już w drugiej czy trzeciej minucie "20" urwał się Andzi i znów była akcja sam na sam. I tym razem uśmiechnęło się do nas szczęście. Za daleko sobie wypuścił piłkę i bez większych problemów złapałem piłkę. Potem musiałem łapać lekkie i mało groźne piłki. Około 20 minuty, Tadziu (tak się nazwa nasz były trener i obecny sędzia), podyktował rzut wolny na wysokości 15 metrów od bramki. Ustawiłem tzw. mułek (sytuacja była dość śmieszna - Kubicki kiedyś z nerwów powiedział "ustawcie mułek" zamiast "ustawcie murek" i tak się przyjęło i od tamtej pory ma taką ksywę) i czekałem na trudny wysoki strzał, bo wiedzcie, że za wysoki to ja nie jestem. Ku mojemu zdziwieniu piłka sama mi poszła w łapy, więc nie musiałem nawet interweniować. Potem pod moją bramką wszysko ucichło, więc wsłuchałem się w rozmowę juniorów. Usłyszałem, że Małsz był drugi i tak bardzo sie tym przejąłem, bo po pierwszej serii przecież zniszczył rywali, a tu drugi. Zapomniałem o tym, że gram w piłkę i to w takim meczu. Jeśli nie pisałem, to teraz napiszę. Był to mój pierwszy sparing w barwach GKS'u, bo na treningi chodzę jakiś miesiąc. Wiele sytuacji miał Matuszak i Truś, ale żadna nie dotknęła od wewnątrz siatki. Na jakieś 7 minut przed końcem, "20" dostał wysoką piłkę i przy walce o piłkę skosił Andzię i uderzył łokciem w brzuch. Zostałby na boisku gdyby nie jego chamskie zachowanie, bo twierdził, że nic nie zrobił. Wtedy trener Sokoła, powiedział żeby zszedł z boiska. Nasz trener i sędzia powiedzieli by jeszcze grał, ale trener z Pniew był konsekwenty w swoim zachowaniu. Po wielu szczęśliwych obronach zespołu z Pniew, mecz zakończył się wynikiem 0:0 i można było tylko narzekać na napastników (szczególnie Trusia), którzy nie umieli pokać, słabego w tym dniu, bramkarza. Niestety, deadline kącika sportowego, był dość wcześnie, więc nie mogę wam przekazać słów trenera z wtorku, gdy trener omówi mecz. Największym przegranym był Pyra, który choć miał grać, nie grał. Było mi go trochę żal, ale jest rywalizacja i trzeba walczyć o miejsce, a jakoś mam u trenera już jakieś chody. Oczywiście pierwszym bramkarzem jest Olej, ale gdy go nie będzie lub będzie chciał grać na stoperze, będę mógł sobie zagrać. Kończę już moją relację z meczu sparingowego i mam nadzieję, że Sly zgodzi się, żebym pisał wszystkie relacje z meczów do kącika. {Wydaje mi się, że takie teksty są... dziwne. :-) Tak tylko myślałem przez jakiś czas, czy przeciętnego odbiorcę takowe relacje mogą zaciekawić. I odpowiedzi dotychczas nie znam, gdyż pozostaje wobec powyższych wypocin bardzo neutralny. Choć z drugiej strony dajmy Matysowi szansę, gdyby jeszcze do tego dodano szczyptę humoru, ironii i niekonwencjolnanego sposobu pisania, biorę twórczość w ciemno.} Pożyjemy, zobaczymy. A na razie mówię - "GKS Tarnovia - pany!!!".

Adam "Matys" Matysiak