Opowiem wam moi mili historię pewnego wielkiego bohatera. Historię tak prawdziwą jak to, że trawa jest zielona, a niebo niebieskie... choć niektórzy powiadają, że może trochę bardziej zmyślona. Nikt jednak nie jest w stanie niczego udowodnić. Opowiedzieć chcę o wielkim wojowniku Dunedanie Mocnym. Kto to? Nic o nim nie słyszeliście? Nie dziwie się wam bowiem był to bohater Zapomnianego Miasta- Parlainth. Żył on i dokonywał wielkich czynów wieki temu, jeszcze przed Pogromem, a właściwie w jego czasie.
Kiedy
rozpoczął się pogrom, w 1008 roku kalendarza Throalskiego, on był jeszcze małym
chłopcem mieszkającym z rodzicami w pięknym mieście Parlainth. Gdy
namiestnik Therański uciekł z Zapomnianego Miasta i w mieście zrodziły się
zamieszanie i panika, on był już młodzieńcem biegle posługującym się
bronią, potrafiącym polować. W czasie jego dorastania jego ojciec zajął ważną
rolę w urzędzie miasta, a Dunedan stał się znanym w mieście chłopcem.
Ojciec wystawiał go na każde możliwe turnieje i załatwiał mu lekcje posługiwania
się mieczem u najlepszych mistrzów miecza. Dunedan nie był zwykłym osiłkiem
nie potrafiącym niczego oprócz machania mieczem- jego ojciec by do tego nie
dopuścił. Chłopiec skończył dobrą szkołę i w przyszłości miał objąć
równie ważną posadę co jego ojciec.
Tak
przedstawiało się jego życie do pewnego momentu. Nikt właściwie nie wie
jaki to moment i co się właściwie stało, ale z pewnością było to coś
bardzo ważnego w życiu osobistym chłopca. Niektórzy twierdzą, że jakiś
bezmyślny Horror napadł i zabił jego rodziców, lub tylko jego ojca. Może
zginęła inna bliska mu osoba? Nie wiadomo, lub ja nie pamiętam. Wiadomo
tylko, że on zmienił się całkowicie, wręcz nie do poznania. Całkowicie
przestał myśleć o swoim życiu zawodowym... może nigdy o nim nie myślał?
Może to śmierć jego ojca sprawiła, że nie musiał już myśleć o takich
rzeczach? To kolejna zagadka z życia Dunedana. Chłopiec całkowicie oddał się
swojej pasji, temu w czym był dobry i w czym nie miał sobie równego... no w
każdym razie niewielu wówczas w Parlainth było takich mistrzów miecza jak
on. Był dobry w zabijaniu i dobrze to wykorzystywał. Wiedział, że wielkiej
mocy towarzyszy wielka odpowiedzialność. On wykorzystywał swój talent, swoją
moc, do walki ze złem, które w tamtym czasie coraz częściej przejawiało się
w postaci Horrorów nawiedzających miasto. Horrory te nie były w stanie wyrządzić
mu dużej krzywdy- walczył już z lepszymi przeciwnikami i wygrywał.
Gdy Dunedan był już zaprawionym w boju mężczyzną, z bujną brodą co uznawano za symbol męstwa, przyszedł czas by zamknęły się bramy Parlainth, a miasto na blisko czterysta lat opuściło ten świat i przeniosło się do innego, bezpiecznego świata do, którego rzekomo nie dostaną się Horrory. Z tym wszystkim w serca mieszkańców wkradła się kolejna porcja strachu... co przyniesie jutro? Wtedy to Dunedan poznał piękną Shine, wybrankę jego serca, która odwzajemniła jego uczucie i razem założyli rodzinę. W tym trudnym czasie kiedy ludzie stali się trochę nieufni, mniej skłonni do organizowania wystawnych uczt i turniejów w walce mieczem, zrodziło się pytanie co skłoniło namiestnika Therańskiego do tak nagłego opuszczenia miasta. Może wiedział coś czego nie wiedzieli inni? W końcu to on był pomysłodawcą tej nowatorskiej wręcz, metody obrony przed najazdem Horrorów. Może zrozumiał, że miasto jest skazane na zagładę? Plotkom tym wtórowały tajemnicze zabójstwa mieszkańców miasta. Ludzie zaczęli domagać się od magów, odpowiedzialnych za rytuały przeniesienia miasta i wymazania go z pamięci wszystkich żyjących istot, jakiegoś odzewu. Chcieli by ci zaprzeczyli plotką, by powiedzieli cokolwiek. Ci jednak milczeli pozamykani w swoich wieżach. Jeden z tych magów został publicznie zamordowany przez buntowniczy tłum ludzi podpuszczonych przez... przez kogo? Można by wiele nad tym dyskutować i spierać się ze sobą, lecz chyba z każdej dyskusji wniosek byłby jeden- jakiś inteligentny Horror musiał maczać w tym swoje plugawe palce. W mieście sprawy układały się coraz gorzej. Władze miasta próbowały uspokajać mieszkańców lecz przeciwnik, najprawdopodobniej nieludzka istota, w wielu przypadkach okazywał się lepszy. Miastem zapanował chaos, a wcieleniem tego chaosu był potężny Horror- co do tego nie było już wątpliwości- widziano jak z ciał niektórych przestępców wypływają robaki, a same ciała ulegają bardzo szybkiemu rozkładowi. Losy miasta zmierzały ku najgorszemu...
Dość
już o samym Parlainth. Co w tym czasie działo się z samym Dunedanem? Mężczyzna
dowiedział się prawdy o morderstwie jego rodziców... tak, teraz sobie
przypominam- oni zostali zamordowani. Okazało się, że śmierć jego ojca była
zlecona przez jednego z jego współpracowników, lub raczej, jak można się
domyślić, rywala do posady rajcy miasta. Matka Dunedana zginęła tylko
dlatego, że była przypadkowym świadkiem zajścia. Pełen żądzy zemsty począł
drążyć sprawę dogłębnie. Kto dokładnie i dlaczego? Te pytania nasuwały
mu się jako pierwsze.
I
stanął przed obliczem tego kto wydał wyrok, kiedyś najlepszego przyjaciela
jego ojca. Gdy zdradził mu, że zna prawdę tamten tylko zawołał straże.
Dunedanowi tak bardzo zależało na poznaniu odpowiedzi, że gotów był dla
niej spędzić najbliższe lata w lochach. To tez nie było mu dane... nie do końca.
W ogarniającej go furii wyciągnął swój spowity magią miecz i ciął przed
siebie zanim strażnicy zdążyli go obezwładnić. Ciął dość skutecznie.
Rozciął brzuch mordercy jego ojca. Ku jego zaskoczeniu tamten... nie uronił
ani jednej kropli krwi...
Dunedan
został wtrącony i uwięziony w podziemiach głęboko pod miastem- podziemia te
były zaczątkiem tradycyjnego kaeru, którego zaczęto budować i, z powodu
znalezienia "lepszej" metody na obronę przed Horrorami, nie zakończono. Od
dawna nikt nie zaglądał do tych tuneli, wykopanych głęboko pod ziemią. Tam
uwięziono Dunedana na długi czas. Nikt nie wie ile tam czasu spędził. Może
minęły dni, może tygodnie, a może nawet lata. Z początku Dunedanowi wydawało
się, że słyszy głosy pilnujących go strażników. Później nic już nie słyszał.
Pewnego dnia, gdy walił w drzwi, te, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, ustąpiły,
ustąpiły bez trudu. Sam nie wiedział dlaczego nagle otwarcie ich stało się
dla niego takie proste. To się już nie liczyło.
Biegł.
Byle się wydostać. Po drodze znalazł swój oręż i swoją zbroje. Wybiegł
na zewnątrz. Miasto wyglądało dziwnie przygnębiająco. Wyglądało dziwnie
opustoszałe. Nagle przed sobą na środku miasta ujrzał zgromadzony tłum
ludzi. Dunedan chyba nigdy jeszcze nie widział tylu ludzi zgromadzonych w
jednym miejscu. Prawdopodobnie byli to wszyscy mieszkańcy miasta. Przed nimi,
czyli też przed Dunedanem ustawione zostało podium na którym stali jacyś
dziwni ludzie, którzy po bliższym przyjrzeniu się nie wyglądali całkiem jak
ludzie. Mieli na sobie nadziane kolcami zbroje, a w rękach dzierżyli długie
miecze. Najwyższy z nich, odziany w czarną szatę stał, przed czymś co wyglądało
jak magiczne wrota. Wrota do czegoś co na pewno nie było przyjazne. Dunedan
bez namysłu chwycił za miecz i wskoczył na platformę. W jego kierunku ruszyło
kilku zbrojnych, których rozciął na kawałki paroma cięciami miecza. Rzucił
się na czarną postać i razem z nią wskoczył do portalu. W między czasie
ktoś wypuścił strzałę, która miała trafić go w chronioną hełmem głowę
i wbić się głęboko...
Dunedan
znalazł się w miejscu w którym czas nie ma znaczenia, jest tylko słowem.
Znalazł się w leżu potężnego Horrora. Na początek pokonał kilka stawiających
opór istot w czarnych szatach, co spowodowało zamknięcie się portalu.
Dunedan podążył w głąb tunelu, wprost do leża bestii...
Nikt
nie wie co się z nim stało, ale może jakimś bohaterom uda się odnaleźć leże
tego Horrora i zastać tam... Dunedana nadal walczącego z przeciwnikiem? Ciało
Dunedana, jego magiczne skarby i śmiertelnie groźnego przeciwnika? Może
Dunedana żywego, próbującego wrócić do domu po stoczeniu zwycięskiej
walki. Może komuś się uda...
Written by Leon