Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Online

POWRÓT DO
AM




 
 

:::: Mateusz Wawruch ::::

A.N.Z.Z.S.D.D.T.W.N.2.(A.D.D.F) ;-)

Rain: Czyli - Autor Najwidocziej Zapomniał Zatytułować Swoje Dzieło Dlatego Tytuł Wymyślił Naczelny 2 (A Dwójkę Dopisał Faramir) ;-)

Rain: Z ewentualnych propozycji autora co do tytułu wybija się taka oto sentencja:

"Władca - czyli nigdy nie otwieraj dzrzwi nieznajomym"

. . .

Zapraszam :-)

Rozdział II

Pan kazał mi spisywać kronikę w czasie podróży, co wcale mnie nie uszczęśliwiło. Nie mam pojęcia jak mam to robić skoro nie będę znał najnowszych wiadomości. Spodziewa się pewnie, że będę robił tak jak zwykle. Wie, że zawsze piszę prawie to samo zmieniając tylko datę. Księga waży dobre kilka kilogramów, więc zostawiłem ją u siebie w pokoju, a w czasie podróży będę czynić notatki.

Postanowiliśmy trochę zmienić cel naszej misji. Ruszymy na północ, ale zamiast skręcić na zachód, zobaczymy co słychać na wschodzie. Odwiedzimy Rivendell i po pewnym czasie wrócimy twierdząc, że nikogo nie znaleźliśmy. Jednak najpierw odwiedzimy Bree gdzie pewien facet jest mi winien trochę kasy. Odbiorę co moje i pokręcimy się w mieście.

Ruszyliśmy szybko i przez kilka następnych kilometrów nie zwalnialiśmy tępa. Spodziewaliśmy się, że będzie nas obserwować. Jednak kiedy uznaliśmy, że nawet jemu znudzi się tyle godzin patrzenia jak trzy osoby jadą na koniach, zwolniliśmy i zaczęliśmy rozmawiać:
- Jak wam się wydaje czy te hobbity są groźne? - pyta Mark.
- Z tego co wiem, to raczej słabe istoty.
- W takim razie może jednak spróbujemy?
- Cholera, pomyśl po co?
- Jesteś orkiem, no nie? Powinieneś mieć walkę we krwi!
- Tak, a ty jesteś człowiekiem, ale głupim i co z tego?
- Słuchaj, lepiej nie zaczynaj, bo wieśniacy do tej pory uciekają jak mnie widzą.
- Taaaaaaaa... - chciałem powiedzieć, że z powodu smrodu, ale lepiej nie zaczynać.
- No dobra to gdzie pojedziemy? - pyta Sid i udaje, że ma pomysł.
- Może do Bree albo lepiej pokręćmy się koło Rivendell, może spotkamy jakiegoś elfa, uwielbiam nabijać się z tych miernot.
- Słuchaj nie nabijaj się z nich, każdy popełnia błędy.
- Dobra, ale nie takie jak oni.
- Nieważne.
- Fakt, nieważne.

Podążaliśmy dalej wytyczoną trasą. Nic nie zakłóciło naszej podróży do wieczora. Jechaliśmy wzdłuż gór lecz po pewnym czasie postanowiliśmy odbić trochę na zachód, aby bezproblemowo trafić do Bree. Zastanawiałem się jak zostanę przyjęty w tym mieście. Ostatni raz byłem w nim wiele lat temu. Tam właśnie spotkałem pewnego mężczyznę, któremu pożyczyłem trochę pieniędzy. Wiecie po kilku głębszych potrafiłbym oddać ostatnią koszulę żebrakowi. Na trzeźwo raczej bym tego nie zrobił. Wiecie facet był trochę ciamajdowaty, wydał cała forsę na jakąś elfią panienkę. Mówili mi, że kiedyś był strażnikiem, czy kimś takim. Twierdził, że wiele podróżuje. Jedziemy tam licząc, że będzie tam przypadkiem i przypadkiem odda mi pieniądze. Nie mam zamiaru użyć przemocy, ale jak nie będzie miał mi co dać to będzie miał problem.

Wieczorem rozpaliliśmy ognisko. Nie pełniliśmy warty, ponieważ po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że nikt o zdrowych zmysłach nie zaatakuje orka i dwóch ludzi. Ja nie mogłem zasnąć więc postanowiłem się przejść. Ruszyłem pod niedalekie drzewa. Zapomniałem poczynić notatki do kroniki, ale przecież i tak napiszę to co zwykle. Będąc na służbie u Sarumana przeczytałem wiele ksiąg. Często z ciekawości szukam wzmianki o czynach orków. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w kronikach nigdy nie pojawiają się ich imiona? Zawsze jest tylko wzmianka: "Oddział składał się z 20 orków." lub "Został zabity przez orka." Czasami mnie to wkurza, bo zaraz przewracam na następną stronę i czytam o jakiś krasnoludach co tak samo nic nie znaczyli w opisywanej historii, ale każdy wymieniony jest z imienia. Niektórzy mają nawet dwa. Zwróćcie na to uwagę ,choćby bohaterem był ork to nie doświadczycie jego imienia. Nigdy oczywiście ork nie jest bohaterem, żadnej opowieści, bo kto chciałby opisać losy okropnych stworów żywiących się ludzkim mięsem? Ja tam nie jadam ludzi, bo mam wrażliwy żołądek i zawsze potem mam niestrawność. Wiecie ja tam się nie czepiam, ale nie chciałbym tak anonimowo zostać zabity. Jeśli ktoś będzie chciał mnie zabić to mu się najpierw przedstawię. Niech mnie rąbię, dźga, sieka, ale musi znać moje imię. Wydaje mi się, że wszyscy bohaterowie mordują z taką łatwością, ponieważ nie znają ich imion. Przecież bez trudności można zabić trzech orków, ale trudniej już zabić Franka, Sama, Boba.

Oczywiście nie łudzę się, że jak się komuś przedstawię to mnie nie zabije. Wiem, że niektórym to obojętne kogo morduję, ale ja jestem przeciwnikiem zabijania kogokolwiek. Jeśli czytaliście jakieś opowieści to pewnie zastanawiacie się jaki ork może nazywać się Bob. Po prostu jest to kwestia języka. Dla ludzi nasz język brzmi jak bełkot, ale my używamy takich samych imion jak ludzie. Postanowiłem wrócić i się położyć ponieważ jutro musimy wcześnie wstać.

Rano obudziłem się jako pierwszy. Wstałem i zjadłem trochę z naszych zapasów. Potem obudziłem Sida i Marka. Oni także zjedli i zaraz potem ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy przez około trzy godziny kiedy do naszych uszu dotarł dziwny dźwięk. Jakby kobiecy krzyk, ale docierający z bardzo daleka. Nieoczekiwanie jednak dostrzegliśmy jadącą w pewnej odległości od nas kobietę. Przyspieszyliśmy, aby dogonić tego kogoś. Jeździec poruszał się powoli, więc nie sprawiło nam to trudności. Blond włosy spływały po ramionach tej dziwnej istoty. Wyglądała niezwykle, emanowała od niej jakaś niezwykła lekkość. Nagle jeździec krzyknął przeciągle i zwalił się z konia. Natychmiast zatrzymaliśmy nasze konie i zsiedliśmy z nich. Kobieta poderwała się z ziemi, otrzepała z kurzu i głośno zaklęła. Kiedy dostrzegła, że nie jest sama szybko się odwróciła i sięgnęła do łuku. Chwila, przepraszam mój błąd, on sięgnął po łuk. Spostrzegł jednak, że jego broń leżała pod moimi stopami, więc zrezygnowany rzekł:
- Nie róbcie mi krzywdy to nie ja ukradłem tego konia, podrzucili mi go podczas snu.
- No nie wiem - odparłem dostrzegają, że bierze nas za kogoś innego.
- Zapłacę.
- Kim jesteś? - zapytałem, sam do tej pory nie wiem po co.
- Jestem Legolas, ale mówcie mi Lex.
- Dobra, Legolasie może powiesz nam co tu robisz?

Opowieść Elfa

Wstałem rano. Nie. W za sadzie to było południe. No może kilka godzin po dwunastej. Rozejrzałem się wkoło próbując znaleźć jakąś rzecz, która przypomni mi co robiłem wczoraj. W zasadzie nie musiałem rozglądać się długo. W pokoju nie było mebli. Pewnie nie poszło mi wczoraj gra w karty pomyślałem, ale pocieszające jest to, że to nie mój pokój. Wynajmowałem go tylko. Wstałem, ubrałem się i postanowiłem zejść na dół i poprosić, aby karczmarz zrobił mi śniadanie to znaczy obiad. śmiało ruszyłem w dół. Kiedy tylko znalazłem się w głównym pomieszczeniu i zobaczył mnie karczmarz przypomniała mi się wczorajsza przygoda. Postawiłem czyjąś karczmę mówiąc, że jest moja. Ruszył na mnie z wielki rzeźnickim nożem. Jednak ja byłem szybszy, skoczyłem przez okno. Niestety było zamknięte. Ja otworzyłem je własnym ciałem. Poderwałem się z ziemi i zacząłem biec. Zatrzymałem się po kilkunastu metrach. Postanowiłem zajść do innej karczmy, żeby się czegoś napić. Nazywała się "Czarny tępak" podobno nazwę wzięto od właściciela, który jak powiadają jest czarny i jest tępakiem. W środku można było poczuć odór śmierci, ale przyprawiony szczyptą bazylii. Podobno robią tu cudowne mięsiwa. Rozejrzałem się po sali. Nie dostrzegłem nikogo komu winien byłbym pieniądze, więc śmiało podszedłem do lady. Za nią stał czarny człowiek, który wydawał się tępy. Pewnie właściciel- pomyślałem. Zamówiłem duże piwo i zagaiłem do właściciela:
- Czy jest tu ktoś z kim można zrobić interes?
- Zależy jaki? - odpowiedział właściciel i zaczął wskazywać ludzi - Ten wysoki blondyn handluje skórami, nie pytaj z kogo. W rogu siedzi Wesoły Grzyb, ale nie handluje grzybami, z tego co wiem zajmuje się dystrybucją pułapek na myszy, szczury, orki, psy, langusty i te takie małe wkurzające stworzonka co się pałętają pod nogami... te no... hobbity. Nie cierpię tych kurdupli.
- Chodzi mi raczej o handel innego rodzaju.
- Znaczy czym?
- Czymś nie zupełnie legalnym.
- Ziemniakami?
- Nie.
- Papryką?
- Nie.
- No to nie wiem.
- Zielem fajkowym - powiedziałem zdenerwowany.
- To się u nas nazywa "Ziele fajkowe".
- Przecież tak powiedziałem.
- Nie, źle akcentujesz musisz to robić na ostatnią sylabę.
- Nieważne, no to jest tu ktoś taki?
- W zasadzie to był. Niejaki Jednooki, ale wyjechał dwa dni temu z jakąś Czarną Kompanią. Jest jeszcze krasnolud imieniem Sven. Siedzi przy oknie, możesz z nim pogadać.
- Handluje zielem?
- Nie wiem, ale nazywa się Sven, a ktoś z takim imieniem musi robić coś nielegalnego.
Ruszyłem w stronę Svena nie wiedząc, że to mój największy błąd w życiu.
W tym momencie elf przerwał opowieść. Zobaczyłem, że zasnął. Kiedy spostrzegłem, że Sid i Mark też śpią, postanowiłem poczekać do jutra i dopiero wtedy wysłuchać resztę opowieści.


Mateusz Wawruch

iwo@wp.pl


w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l