Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Online

POWRÓT DO
AM




 
 

:::: Komentatorzy ::::

Komentarze


Faramir:
W tym miesiącu - wspaniale! Muszę przyznać, że komentarze przeszły jakiekolwiek, bojaźliwie wysnuwane przez mą osekurancką wyobraźnię oczekiwania! Żeby zbytnio nie przedłużać (długości tej strony :) ) to tylko tak szybciutko powiem co takiego wydarzyło się w tym numerze, że jestem tak rozradowany.
Po pierwsze: pojawiły się nowe osoby wśród komentatorów, tj. Military i Union Jack, czyli jak widać, coraz znaczniejsi pisarze tutaj zaglądają, czytają i, co ważne, sami prezentują swe poglądy!
A poza tym Mariusz Saint może i nie zaprezentował w tym numerze aż tak wielu recenzji, aczkolwiek, to co stworzył, jest naprawdę wysokich lotów, gruntowne, dosięgające wielu aspektów wysnuwane przez niego komentarze mogą okazać się zmorą dla niektórych twórców ;). Choć i jeśli pochwałę jakąś się otrzyma, to od razu człowiek ma lepsze samopoczucie. Tak czy inaczej, tym razem oprócz ilości, jest i jakość! Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak... Zaprosić do czytania i oczywiście pisania!

Faramir

Rain: Dzięki za zaproszenie. Przeczytałem i podopisuję się trochę :-) Choć z uwagi na niesprawdzone acz zatrważające wieści co do skrócenia deadline'u, nie będzie tego zbyt wiele...



/// Dziedzictwo ... .. . . . . . . . . . . . . . .. .. Military / // ///

"Kiedy wrzawa ustała, zza wrót wyleciała świetlista postać, a szybowała ona lotem triumfalnym, choć nieco apatycznym. Do Boga zbliżył się jego siostrzeniec. - Cóżeś uczynił? - zapytał, obawiając się o najgorsze. - Zrobiłem to, co było trzeba. - odparł Wszechmogący spokojnym tonem"

Dziedzictwo - scheda po rodzeństwie

Postawiłem temu tekstowi wysokie wymagania, mając na uwadze ostatnie dwa opowiadania Military'ego. Liczyłem na ciekawe, oryginalne treści, składne i logiczne, pięknie się zazębiające wątki, a wszystko to napisane dokładnie, i przy tym nie pozbawione poetyki własnej. Niestety, wszystkie wymienione wyżej wymagania spełnione nie zostały.

Ale co my tu mamy? Ano oryginalność - sfery piekielne i diabły w grach, książkach występują dość powszechnie, lecz za osoby Szatana itd. niewielu się bierze z uwagi na to, że każdy ma inne wyobrażenie na ten temat. Tutaj motyw rywalizacji między dwoma braćmi jest dość ciekawy; niestety, jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach (dosłownie jest tak w przypadku tego opowiadania, jak i przepisów podatkowych :) Otóż: jeżeli szatański miot spokojnie wchodził w umysły ludzi niczym palnik acetylenowy w masło (a wchodzi łatwo; sprawdzałem :) to jakim cudem nie poznał jeden z drugim, z kim ma do czynienia? "Bo nie mógł" - zrzęda jestem, ale dla mnie jest to sztuczne. A jeśli nawet takie rozwiązanie (teoretycznie) przyjmiemy za dopuszczalne, to dlaczego kiedy Exignis przepowiada rychłą śmierć biznesmena (Bill Gates?), Neposmalus nie poweźmie najmniejszych nawet podejrzeń wobec napotkaniego "ziomka"? To jeno autor raczy wiedzieć.

W tekście dojrzeć można wplecione gagi; wprawdzie spektrum poczucia humoru jest bardzo szerokie i nie wątpię, że znajdą one swoich zwolenników. Podobałyby się one również i mnie, lecz jeśli byłyby w innym tekście, najlepiej w całości zamiarowanym na humorystyczny. Ja wyznaję pogląd, że gagów należy umieścić naprawdę dużo (jeśli tworzymy coś do śmiechu), bo na cztery "chwyci" jeden. A poczucie wplatania ich na siłę w przeważającej części wynika nie z sytuacji czy dialogów, a z opisu narratora. To trochę tak, jakby satyryk opisywał desant na plażę Omaha (scena z filmu "Szeregowiec Ryan") - czyli dość mocno (w mojej opinii) "gryzie się" ze sobą. Ale to jeszcze nic.

Jeśli zostaną opisane przygody siostry Boga, to to już będzie zalatywało Erichem von Denikenem. "Do Boga zbliżył się jego siostrzeniec" - czyli Szatan jest synem siostry Boga. To znaczy, że Bóg miał ojca i matkę (Bogusa i Bogusławę) i siostrę Bognę. Bogna wyszła za mąż za... ufff. Przepraszam, trochę (trochę bardzo) mnie poniosło, ale islamiści za coś takiego zabijają. Ukazanie pokrewieństwa tak potężnych istot takim określeniem jak "siostrzeniec" nie podoba mi się wybitnie. Pasowwałoby tutaj "rywale", bądź "głowy rodów" (to by ładnie nawet zgrało z synami Szatana; w końcu Szatan synów stworzyć mógł sobie sam)...

Szczerze pisząc (bo w końcu po to są recenzje), nowy wytwór tego autora cokolwiek mnie zawiódł. Po prostu, dobre pomysły (rywalizacja dwóch braci, którzy nie wiedzą o sobie) doczekał się nieadekwatnej realizacji. Mam wrażenie, że autorowi wpadł do głowy świetny pomysł, lecz nie do końca go przemyślał. Od siebie proponowałbym, aby opowiadanie radykalnie przeredagować; może nawet zmienić całe lub pomysły rozbić na kilka oddzielnych tekstów. Bo tak to wychodzi niestety mały chaos; sarkastyczny humor pomieszany z metafizycznym dramatem z deserem w postaci morału niszczącego ustalony porządek świata. Podsumowując, tragicznie nie jest, ale dobrze też nie za bardzo.

Mariusz Saint

I jak wyraźnie widać, słychać i czuć z powyższego przykładu, nawet Opowiadanie Miesiąca, może zostać skrytykowane. I prawidłowo - nie istnieje "jedyna słuszna" opinia, wolność słowa miłościwie nam panuje, a i autor może bez problemu odpowiedzieć na stawiane mu zarzuty....

Military:
Uff.. recenzja długa i wyczerpująca, dość trudno więc będzie sobie z nią poradzić. Ale - zacznijmy od początku, jak można to piknie, tautologicznie powiedzieć.
Co do tego, dlaczego diabły się nie poznały: napisałem, że zawarli pakt, iż nie będą sobie wchodzić w drogę. Spotkanie więc miało szansę odbycia się raz na... cóż, w każdym razie małą. Nie było więc powodu do jakiejkolwiek troski o takie detale. A przepowiadanie czyjejś śmierci to coś innego niż poznawanie umysłu.
Jeśli chodzi o gagi - nie chciałem napisać czegoś absolutnie smutnego, drętwego, opisującego piekło w sposób podobny do dziesiątek poprzednich prób. Zresztą - powstawały już nie takie połączenia, a gatunki typu "tragifarsa" miały za zadanie bawiąc wytknąć kilka rzeczy... Nie śmiem jednak porównywać "Dziedzictwa" do dzieł z tej półki.
Siostra Boga - mój błąd, mogłem to bardziej przemyśleć, fakt. Ale jej obecność nie znaczy, że istniała matka Wszechmogącego, czy też jego ojciec. Zresztą, Kaczor Donald też ma siostrzeńców, a o jego rodzicach nigdy nie słyszałem:). Coś z niczego - twór boski.
Sprawa samego pomysłu - myśałem nad nim, oj myślałem. Nad planem opowiadania produkowałem się dłużej, niż nad nim samym. Koleją rzeczy więc jest, że nie będę niczego redagował - pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Ale jeśli komuś zachce się napisać ciąg dalszy - zapraszam.

Hmm... niegłupi pomysł. Byłby ktoś chętny?... Wprawdzie nagrody najlepszego tekstu numeru nie gwarantuję za samą próbę, ale...

I ostatnie, chciałbym się pokajać za to ucięte w połowie zdanie. Musiało się skrócić w jakichś niewyjaśnionych okolicznościach, gdyż w mojej, zapisanej na dysku, wersji, końcówka jest. Brzmi ona mniej więcej (piszę to u kolegi i nie mam opowiadania pod ręką) "nomen omen - znajdował się w tym sklepie".
Dziękuję serdecznie za recenzję.

Dziedzictwo - komentarz Faramira

Nie ma co owijać w bawełnę, to opowiadanie bardzo mi się podobało! Pomysł: bardzo dobry; wykonanie: też; zakończenie: świetne; Błędy: prawie brak. I tak mógłby wygląać nierozwinięty mój komentarz. Ale jako że ja jestem chłopak ambitny, to nie poprzestanę na tym i trochę dokładniej to wszystko pokomentuje (Ale nie martw się Rainy, bez czepialstwa, bez niego :) ).

Bez kogo? ;-)

Na pewno głównym atutem tego dzieła jest oryginalność. Bo czy często mamy okazję czytać opowiadania o dwóch młodych szatankach, którzy są ze sobą bardzo związani i rywalizują i miano tego "największego złego"? Nie, nie widzimy tego za często, odpowiem za was ;). Poza tym bardzo nietypowe jest to, że... te młode szatany są uczuciowe do cholery! Kto by się czegoś takiego spodziewał po takich pomiotach zła? Nikt, albo tylko ten, kto jest zażartym fanem South Parku, ale tam był inny rodzaj uczuć :DDD. Już takie coś bardzo nami wstrząsa, co oczywiście dodatnio wpływa na nasz zachwyt nad opowiadaniem.

Styl autora badzo mi się podoba i nie będę tutaj więcej mówić (pisać) bo mi się zwyczajnie w świecie nie chce, a zarazem nie chce tylko chwalić :).

Zakończenia też zbytnio nie będę opisywał, ze względu na powyższe powodu, tylko... tylko wkradła mi się tutaj pewna nieścisłość, chodzi mi mianowicie o to, że... Bóg ogólnie jest uważany za wszechwiedząćego, prawda? W takim razie dlaczego zdziwiło go to, co powiedział Pardeus, że teraz to właśnie Bóg powinien stać się władcą piekła? Przecież jeśli Bóg jest wszechwiedzący (a taki panuje stereotyp) to raczej powinien o tym wiedzieć już długo przedtem. Tak samo rozmowy kogokolwiek z Bogiem. Przecież On zna wszystkie myśli każdego, więc jak może w ogóle wygladać dialog z nim? :)

To tylko taka moja mała uwaga.

Ogólnie jest naprawdę świetnie, choć mi mimo wszystko inne opowiadanie z czwartego numeru przypadło do gustu...

Faramir

Military:
No i piknie.:) Dziękuję bardzo, a co do niekonsekwencji - czy wszechwiedza równa się przewidywaniu przyszłości? Jeśli tak byłoby, to wtedy nie istniałaby ludzka wolna wola - przecież i tak Bóg wiedziałby co i jak się potoczy... Nie byłoby sensu zsyłąć Jezusa itd.

[Jej, w sumie, to sam o tym nie pomyślałem, gdy... pisałem te słowa, bo przyznaję, że sam uważam tak samo, a nawet opisałem to w którymś z moich artów, wstyd przyznać, że w tak zdradliwy sposób uleciało mi to z myśli... - Far.]

Wiecie co, chyba otrworzę wam kącik dyskusji teologicznych. Całkiem ciekawe rzeczy piszecie...

Aha, w ostatniej chwili dotarł do nas jeszcze jeden komentarz do tego opowiadania. Oto i on:

"Dziedzictwo" (nabuchodonoZorka)

Nie dziwne, że to właśnie ten utwór zdobył tytuł :"Opowiadania Miesiąca"
Przede wszystkim świetna fabuła, stylowość, umiejętności pisarskie... można by jeszcze długo wymieniać. Prawie wszystkie z powyższych cech można by było przyporządkować większości opowiadań z tego kącika. Ale przecież musi być coś, co sprawia, że właśnie ten utwór, a nie inny podoba się najbardziej. Myślę, że chodzi tu o tematykę, która porusza najbardziej ludzkie..najbardziej "zwyczajne" problemy. "Dziedzictwo" pokazuje i uczy, że w życiu nic nie przychodzi łatwo..
że czasem trzeba wiele poświęcić... że nie można wierzyć tylko oczom... "Najważniejsze jest to co nie widoczne" Gratuluję autorowi. I nie tylko tego dzieła. Jego opowiadania czyta się wciąż z niesłabnącym zainteresowaniem i podziwem.
nabuchodonoZorka

Ilu ludzi tyle opini, chciałoby się powiedzieć. Oby tak dalej. Piszcie, komentujcie, chwalcie i gańcie.
Mi się to podoba :-)



/// Głupota ... .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . Piccolo / // ///

"Głupi, głupi. Westchnął nad losem tej młodej pary, ale zaraz zrozumiał, że to jego własny. On też nie potrafił rozmawiać i nie nauczył się. A oni mają przed sobą całe lata. Spostrzegł z pewną dumą, że syn rybaka zdejmuje sweter i podaje go dziewczynie bez słowa, nawet na nią nie patrząc. W końcu ona zaczęła coś mówić. Stary mędrzec przeklnął w duchu. Miał nadzieję, że chociaż oni będą tacy, jak on."

Głupota - ale z podtekstami

Hm. Opowiadanie to jest o człowieku który myśli, że jest mądry i widzi głupotę u innych, potem stwierdza, że jest głupi i całą wiedzę odrzuca, zajmując się głupotami i w ten sposób staje się mądry prawdą życiową a nie teoretyczną, a na końcu zdaniem autora umiera jako głupi. Można w tym momencie stwierdzić, że coś tu tak do końca nie gra. Bo jeśli ów starzec doświadczył, poznał dwa profile wiedzy - i tą abstrakcyjną, wzniosłą i poważną, oraz tą prostą, zwyczajną, niezbędną w codziennym życiu, to dlaczego umiera jako "głupi"? Wręcz przeciwnie, stał się człowiekiem, który poznał "obie strony medalu".

Nie do końca miłe wrażenie pozostawia też subtelna, acz istniejąca niespójność wątków, które miejscami wciśnięte są niejako na siłę. Owszem, jest sobie starzec na plaży, ale dlaczego niebogata rodzina go utrzymuje? Z szacunku? Czy jest to jakaś uboga część familii? Tego w tekście nie ma. Ciekawym pomysłem jest przedstawienie dawnej miłości bohatera i jego obserwację powtarzającej się sytuacji; jednak ten wątek został zminimalizowany jedynie do pretekstu dla starca, aby zagadał do młodego rybaka. Szkoda, bo można by było np. ukazać, jak starzec chce uchronić młodziana od jego własnych cierpień miłosnych i w jakiś sposób w całe zdarzenie ingeruje; a tu sprawa rozwiązuje się sama, pozostawiając czytelnika, aby obszedł się smakiem.

I ostatnią nieprzyjemną sprawą jest dialog młodziana ze starcem. Dzieje się za szybko. W kilku zdaniach załatwiają oni kwestię nabywanego przez lata zaufania do siebie i przełamania barier - młodziana do powykręcanego, pasożytującego, gburowatego starucha i seniora do ubogiego, śmierdzącego rybami i prostego jak horyzont rybaczka.

Za to na szczególną uwagę zasługuje poetyka opowiadania. Dużo jest artystycznych aluzji, porównań; to cieszy umysł odbiorcy. Odwołania do mitologii są dobrze wplecione w opowieść; nie sprawiają wrażenia sztuczności, one tam po prostu mają być.

Gdyby moim zdaniem niefortunne zdanie na końcu opowiadania, byłoby prawie dobrze. Tak jest jedynie średnio, ale ze silnym wskazaniem w kierunku tendencji zwyżkowych.

Mariusz Saint

Piccolo:
To o dwóch stronach medalu rzeczywiście jest ciekawym przemyśleniem. Ja po prostu tak tego nie zinterpretowałem. Chodziło mi o to, że ta wiedza abstrakcyjna jest niczym przy tej wiedzy życiowej, tej głupiej, codziennej, dla zdobycia której nie trzeba siedzieeć w bibliotekach, tylko dać się ponieść nurtowi.
Niespójność związków? Ja tu niczego takiego nie dostrzegam. Chociaż gdyby się czepiać... Rodzina utrzymuje starca, bo na to właśnie miałem ochotę. Kiedy tworzysz coś, jesteś czegoś mistrzem. Możesz temu narzucić kształty, jakie Tobie się podobają. Nie chciałem poza tym przedłużać historii i wolałem skupić się na głównym motywie. A tło jest według mnie i tak dość szczegółowe by można było sobie to i owo wyobrazić. Kojarzysz fenomen przypowieści biblijnych? Tam też wszystko jest zamglone, niewyjaśnione, a czyta się toto nieźle, bo czekasz na morał.
Dialog miał być szybki jak najbardziej. Miał być jedynym gwałtownym elementem historii. Jaki jest taki miał być. Starzec nie chciał uchronić młodego przed cierpieniami, bo nie było takowych. Przecież para rozmawiała ze sobą, rozumiała się bez słów. Stary nienawidził ich za to, bo sam nie potrafi rozmawiać, przez to stracił swoją wielką miłość. A te smarkacze ośmielają się od razu wiedzieć to, czego on uczył się tyle lat, do czego dojrzewał aż do teraz.
Młody rybak nie jest prosty jak horyzont. On po prostu nie miał okazji się rozwinąć. To jest ktoś taki jak stary w młodości. Tylko że dziadka wiedza poszła w stronę ksiąg gubiąc radość z rzeczy zwykłych, a młodzieniec jest uczony przez starca na jego własnych błędach.
Ogólnie dzięki za komentarz. Postaram się dla Ciebie skomentować coś z Twoich tekstów. Myślę, że obu nam będzie wychodzić to na dobre! Do następnego komentarza.
Piccolo

GŁUPOTA - a wcale, że nie!

Opowiadanie Piccolo przypomina mi trochę "Starego człowieka i morze" Hemingwaya. Może jest to skojarzenie niezbyt trafne - przecież nie ma ani walki z naturą, ani w ogóle jakiejkolwiek "męskiej" akcji, jaką cechują się opowieści Ernesta - lecz czuć ten... klimat? I wiem, że nie klimat miał być głównym atutem tej historii, lecz przemyślenia, do których czytelnik mógł dojść po jej przeczytaniu. Tyle, że...
Nie dano mi takiej okazji! Ostatni akapit, a szczególnie jego druga połowa, jest jednocześnie epilogiem, podsumowaniem i poniekąd interpretacją.

"Miał poczucie, że jest potrzebny, a jedzenie, które mu dają nie jest jałmużną, ani hołdem dla jego wyniosłości, tylko zapłatą za dobrze wykonaną pracę."

"Nie miał już nawet świadomości, że uśmiechając się i głośno śpiewając obnaża swoje prostactwo i bezdenną pustość czaszki. A w końcu, o zachodzie słońca, wspominając swoją miłość umarł jako głupiec. Można powiedzieć, że dożył końca głupio, zresztą, tak jak przystało na głupca - z uśmiechem na ustach i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku."

Uważam, że można było bardziej to wszystko rozwinąć. Zwykłe podsumowanie, że "miał poczucie, że jest potrzebny..." mógł z powodzeniem zastąpić opis uśmiechu na jego ustach, kiedy w porze obiadowej siedział przy zastawionym stole wraz z wiadomą rodziną i obserwował chłopca wertującego jego książki....
W każdym razie - opowiadanie bardzo mi się podoba. Amen.

Military

Głupota - komentarz przez Faramira wystukany

Co tu dużo ukrywać - dla mnie to opowiadanie było naprawdę świetne! Ośmielam się nawet powiedzieć, że najlepsze w czwartym numerze AM#Opowiadań. Przyczyna tego jest bardzo prosta - to opowiadanie nie dość, że napisane w dobrym stylu, to jeszcze... jeśli chodzi o treść, a w zasadzie o morał, to jest wspaniale!

Jak ja uwielbiam takie tematy, która poruszają właśnie radość z rzeczy zwykłych! Sam próbuję dążyć do tego, by nauczyć się cieszyć drobiazgami, a oprócz tego... Cóż, to opowiadanie naprawdę ma morał, który mnie osobiście bardzo przypadł do gustu. Cieszyć się z wykonywania takich normalnych obowiązków i znajdować w nich naprawdę mnóstwo radości! Chciałbym, naprawdę chciałbym się tego nauczyć. Poza tym jednym, bardzo dla mnie pozytywnym aspektem moralnym dzieła Piccolo (ale mi zdanie wyszło ;) ), chce też zwrócić uwagę na coś jeszcze. Coś w rodzaju cieszenia się chwilą, takie zdania jak "żyły do samego końca" , "nie wiedziały co to śmierć", to jest właśnie jest coś, co może charakteryzować jedną zasadę, którą wyzaję - "myśleć chwilą, cieszyć się teraźniejszością", nie będę się teraz w to zagłębiał, ale powiem tylko, że za same te zdanie to dzieło ma już u mnie wielki plus. Za to, że uczy, by zamiast zamartwiać się przyszłością, skupić się na chwili teraźniejszej, kontemplować ją i cieszyć się nią, bez myśli o przyszłości, która w tej chwili jest po prostu nieważna.
A miałem się nie zagłębiać :).

Naprawdę, bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu to opowiadanie, ten morał, który pokazuje, że mądrość nie charakteryzuję się tylko tymi cechami, które wydają się tak dla nas oczywiste, ale także i czymś w rodzaju mądrości ludowej. A poza tym pokazuje pogardę i ślepotę tych, którzy prezentują "wyższą kulturę" wobec osób biedniejszych i z pozoru wydawałoby się głupszych, którzy to w rzeczywistości okazują się nosicielami największego szczęścia, którego nigdy nie osiągną ci, którzy szukają radości w "normalnej" wiedzy.
Piękne.

Chyba rzucę szkołę ;)).

Gitara na plecy, kwiaty we włosach, dwa jabłka w kieszeń i ruszamy w nieznane, co ? Wyślij czasem kartkę ;-)
A poważniejąc nieco - opinię Faramira i Picollo w pełni podzielam. Jeśli nie znajdujemy piękna w najprostszych najzwyczajniejszych elementach rzeczywistości, to na nic nie zda się szukanie go gdzieś wysoko. Cieszmy się tymimi malutkimi, skromniutkimi fragmentami krajobrazu naszego życia. Cieszmy się tym co mamy.
Brawo Picollo, brawo Faramirze.!

Słówka do Piccolo. Gratuluję, gdyż dla mnie to opowiadanie jest chyba najlepszym, które do tej pory ukazało się w Opowiadaniach. Tylko Retrospekcja może (jak na razie!) z nim rywalizować! Pisz więcej!

Faramir

Picollo napisał więcej. Trochę jest tu i jeszcze trochę tutaj ;-) A i na tym nie koniec...



/// Książka ... .. . . . . . . . . . . . . . .. .. Novinha / // ///

"Tańczy z nią, tak blisko, jej dłonie są takie ciepłe, ciepłe, tak blisko, obok jego, wtulona. Nie, nie to tylko wyobraźnia. Biała kartka przesiąka herbatą. Powinien ją wytrzeć. Powinien. Jego głowa jest taka ciężka, pulsuje w niej ból. Nie ma siły wstać.

Muszę przyznac, że Novinhce udało się stworzyć naprawdę bardzo nastrojowe opowiadanie. Czyta się bardzo przyjemnie i czeka na to, by w końcu wszystko się wyjaniło, co też dzieje się pod koniec. W zasadzie to, to opowidanie opowiada o trudnym i doć smutnym losie pisarza, który stworzył osobę dla siebie doskonałą, przez którą nie potrafi znaleźć sobie kogo w prawdziwym życiu. Praktycznie jedyne jego szczęliwe chwile to te, które spędza z bohaterką własnej ksiązki, a może to robić tylko w wyobraźni.

Zamknięty w sobie, pod pozorem kłamliwych umiechów i nieprawdziwych żartów ukrywa prawdę o swym strasznym losie. Powoli tracący poczucie rzeczywistoci. Zaczyna wariować.

świetnie przedstawiony dramat młodego pisarza! A także i zakończenie jest w dobrym miejscu. Praktycznie w tym opowiadaniu dowiadujemy się tylko o tym jak wygląda sprawa z tym Mateuszem, jaki jest jego problem i... opowiadnie się kończy! Co wcale nie jest błędem, gdyż dzięki temu można zastanowić się na jego dalszym losem i... możliwoci jest wiele, a którą wybierzemy, to już nasz problem. I to jest włanie wieklim plusem...

Faramir



/// Motywacja ... .. . . . . . . . .. . nabuchodonoZorka / // ///

"Dziewczyna uśmiechnęła się. Po chwili powiedziała :
- Gdybym tylko wcześniej wiedziała na jakiej zasadzie istniejemy nie zwlekałabym i popełniła samobójstwo w dniu swoich narodzin .
- A ja nie . . .
- . . .
- Misja tego wymagała.
- Ja nie uczestniczę w niej. . .
- Jeszcze . . . "

"Motywacja to jest w życiu najważniejsze uczucie" - tak pisze Zorka. I ja muszę się z Zorką zgodzić. Bez motywacji to jest tragedia.
Ja na przykład bez motywacji pisać nie potrafię. Muszę się zachęcać: a to dobrą muzyką, a to prysznicem ciepłym, a to opowiadaniem dobrym. Nie, dobre opowiadanie nie starcza. Ono musi być świetne.
A po "Motywacji" nabrałem olbrzymiej chęci na pisanie. Czyli wniosek prosty - opowiadanie musiało podobać mi się, musiało do mnie trafić, musiało do mnie dotrzeć. I dotarło - spodobał mi się bystry pomysł, bohaterowie przypadli do gustu, narracja wciągnęła, a zakończenie zaskoczyło. Gratulacje Zorka! Jedno z najlepszych opowiadań, jakie ostatnio czytałem.

Union Jack



/// Niewolnica Mizeria ... .. . . . . . . . . .. . Union Jack / // ///

"I znów jest, tak lirycznie, że się na wymioty zbiera.
Gorące, purpurowo-pomańczowe słońce nachyla swą okrągłą, czerwono-żółtą facjatę nad falującymi kłosami wenezuelskiego pszenżyta. Pszenżyto rośnie dzielnie, rośnie na pagórku, nie zważając nawet na częste zrzuty kolumbijskich żuków Colorado. Żukami przejmować się nie musi. Na pagórkach nie ma żuków."

Nierwolnica Mizeria by UnionJack - komentarz by Military!

Pierwsze, co powiem, to to, iż uwielbiam takie klimaty - lekkie, humorystyczne, prześmiewcze. Jeśli dodam, że podczas czytania tekstu pogrywał mi Offspring [rulz!] (a dokładnie Bad Habit) w momencie, w którym jest wykorzystany fragment (bodaj "if you flip me out, i'm danger you face"), to resztę można wywnioskować - podobało mi się. Ale...

Dwie (a może i więcej) rzeczy skutecznie rozwaliły nastrój. Pierwsze - "Miłość w niej buzowała, niczym płomień miotacza napalmu na pełnych obrotach". Zupełnie nie pasuje to porównanie do wenezuelskiego odmóżdżacza.

UJ: No, zgadza się, nie pasuje. Bo to wcale nie ma być tak do końca wenezuelski odmóżdżacz. To raczej ma być drwina z wenezuelskiego odmóżdżacza. A takowe, "kwieciste" porównania nie raz się w telenowelach pojawiają. Wiem, bo mam w rodzinie telenowel wiernego fana...

Dwa - pozdrowienia dla Caleba. Ja rozumiem, można i tak, ale w jakichś, bo ja wiem... didaskaliach czy przed tekstem, w dedykacji (ew. po nim). Już się wciągnąłem, a tu takie cuś...

UJ: Tu się wytłumaczę. Jak zauważyliście fragment pojawia się tuż po porównaniu, że cośtam jest "głębokie jak kałuża". Jeśli ktoś koresponduje z Calebem, ewentualnie bywa na podobnych jak on forumach, to wie, że tekst ten pochodzi z kontry PewnegoGościa do artykułu Caleba o karze śmierci. Fragment ten ponoć rozśmieszył wymienionego do łez a i mnie się spodobał. I nie mogłem go tu sobie darować...
A te "pozdrowienia dla..."? Cóż, chciałem jakoś Czytelnika na dobry trop naprowadzić... Może mi trochę nie wyszło?

Następnie - chyba trochę za bardzo rozwleczony akapit "szczytu grafomańskich umiejętności". Ogólnie opowiadanko wydało mi się za długie, jak na zwykłą humoreskę. Żeby nie było, podobało mi się, co już zresztą mówiłem. Więcej takich, tylko - UnionJacku - proszę nie odchodzić od treści. I będzie bardzo dobrze, a tak jest tylko dobrze.

Military

UJ: Cóż jeśli chodzi o długość i fabułę, to ja poprawy nie obiecuję! Jest napisany fragment "Niewolnicy Mizerii 2" i choć jest to zaledwie fragment drugiej części to objętościowo rozlazł się już dość znacznie. Tak więc będzie dłużej...

A zwać się będzie to epokowe, wiekopomne dzieło: "Niekończąca się ekstaza 15 i 14/15"
No co, może niedobry tytuł wymyśliłem? :-P

Będzie też trochę więcej treści, która niektórych być może rozbawi, innych zaś doprowadzi do szewskiej pasji. Nie tylko humoreską w stylu pisania, lecz także w fabule człowiek żyje... I tą kryptoreklamą zakończe fragment "Od Autora".

. . . który to fragment wywołał szeroki, promienny uśmiech naczelnego i błysk nadziei i oczekiwania w jego zmęczonych oczyskach . . .

Niewolnica Mizeria - pułapka dla muzgó (Mariusz Saint)

Błąd zamierzony (chyba)

Trafiają do mainstream'u (tak! apostrof!) Opowiadań rzeczy zaprawdę rozmaite. A ponieważ tam trafiają, więc nadarza się okazja na skomentowanie pracy innych. A komentowanie pracy innych to zajęcie bardzo przyjemne. Zajęcie to jest bardzo przyjemne dla komentującego. Bo dla komentowanego niekoniecznie.

I tak brnąc wśród gąszcza pomysłów, patrząc na posadzkę z dobrych chęci, mijając głazy uporu i samozaparcia, obserwując w oddali rusztowania talentu i wciągając powietrze w płuca podczas obserwowania połaci kiełkujących opowiadań na urodzajnej glebie naszego kącika dostrzegłem leżące wśród nich... dziwne, migające pudło. Podszedłem bliżej, uważnie stawiając stopy, aby nie nadepnąć na żadną z małych roślinek. I cóż ujrzałem... na grubej łodydze, w koronie liści, kołysał się... telewizor. Rozregulowany w dodatku. Nadawał on bez przerwy programy, które co chwila się zmieniały - pytania sejmowej komisji śledczej w stylu "jakim jest pan człowiekiem?" przetykane były Kubą Wojewódzkim, serialem "Na dobre i na złe", "światem według Kiepskich", reality szołem "Jestem jaki jestem" i "Luźną Maryśką". Całość o dziwo tworzyła, na pewnym stopniu świadomości, jakąś całość - słowa różnych programów wzajemnie się uzupełniały. Rozejrzałem się - nigdzie nie zauważyłem podobnego tworu. Gapienie się w ekran było tyleż ogłupiające, co wciągające. Cały ten galimatias fascynował, niemalże hipnotyzował.

Nie trzeba chyba pisać, że cała roślina była jaskrawym kontrastem dla reszty; zadumałem się jednak co będzie, gdy przyjdzie czas zbiorów... Żniwiarz oczywiście zbierze plon, ale co zrobi z taką dziwną rośliną? Oczyma duszy ujrzałem, jak przygląda się telewizorowi, lecz bez entuzjazmu... ta roślina wyraźnie nie Żniwiarzowi nie pasowała i nie mógł z niej otrzymać ziarna, ani sprzedać ludziom na targu w miasteczku... więc ją ściął i wyrzucił.

Otrząsnąłem się z tej wizji; telewizor nadal kołysał się na łodydze. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę na ekran, po czym odszedłem. Mógłbym przysiąc, że kiedy się odwracałem, kątem oka dostrzegłem na ekranie flagę brytyjską...

Mariusz Saint

[Zaiste, ciekawy to komentarz i przyznać muszę, że dość różnie można go interpretować. Sam przecztałem go trzy razy i wciąż wiele pozostaje dla mnie zagadką a z tego co wiem, to UJ przeczytał go jeszcze więcej razy. I rozumie tyle co i ja. Dlatego mały konkursik chciałbym ogłosić, ciekaw jestem waszych interpretacji tego... "komentarza". Nagrody nie przewiduję :) - Far.]

Wiesz, w każdym człowieku jest trochę z poety ;-) A jak wiadomo poetyckie dusze różnych wizji i wszelakich objawień dowiadaczają. Nie daj Boze, gdy w pobliżu jest coś do pisania... ;-)



/// Stara siła ... .. . . . . . . . . . . . . . . . . .. . Faramir / // ///

Po tej długiej przemowie wręcz odjęło młodemu królowi mowę. Wiedział jednak, że musi zadać to jedno pytanie. Nie było innego wyjścia. Wykrztusił z siebie dwa słowa, niemożebnie się jąkając.
- Jjjak bbbliskie?
- Pierwsi magowie obliczyli, że ich bariera wytrzyma dwanaście tysięcy lat. Dwanaście tysiecy lat od tych wydarzeń minie za trzy miesiące...

Stara siła - komentarzyk

Przyznam, że z początku raczej się w opowiadanie nie wciągnąłem. Nieszczególnie lubię fantasy, a to zapowiadało się na kolejnego typowego przedstawiciela gatunku... i było nim. Ale! Z czasem historia mnie zaciekawiła, a po przeczytaniu końcówki trochę się zawiodłem, że... to takie krótkie! Nie wiem, co to opowiadanie ma w sobie. Historia nie jest nadzwyczajna, ale co... może ta atmosfera krojącej się niezłej kabały, nadciągającego ZŁA... Zwyczajnie mnie urzekła. Wiadomo, że co się stanie - co nieokrelonego, lecz bezsprzecznie dużego - i nie można temu zapobiec. Do tego całkiem ciekawa historia wiata, w którym nawet bohaterowie umierają...

Żeby jednak nie było zbyt pięknie, jedna rzecz mnie rozczarowała. Ta mianowicie, że Faramir nie pokusił się o stylizację dialogów na bardziej... redniowieczne. Kiedy mag mówi, że ludzie zmienili się w zombie, to raczej nie pasuje do fantasy. Albo tekst o tym, że władcy ciemnoci udało się wprowadzić do sekty agenta... Ogólnie mam na myli tą nieszczęsną stylizację - a właciwie jej brak. Gdyby była, byłoby pięknie. Mam nadzieję, że pojawi się w drugiej częci (bo będzie druga częć, prawda?).

Military

Faramir:
Raz sobie odpowiem na złoto, a co! ;) Po pierwsze bardzo dziękuję za tak pozytywną opinię! Tego się szczerze mówiąc nie spodziewałem, bo to opowiadanie było jednym z pierwszych, któe napisałem! Czyli można powiedzieć, że uczyłem się na nim pisać, jak widać, całkiem nieźle mi to wyszło :). Odpowiadająć na zarzut "militarnego" :) to mogę powiedzieć to samo, co i przedtem. Czyli, że dopiero uczyłem się pisać na tym opowiadaniu i kiedy je pisałem, to nawet nie mylałem o tym, by je w taki sposób urozmaicić. Jednak będę miał tą uwagę na uwadzę ;) i jeli będę pisał drugą częć, rto powinno być już chyba lepiej! A czy ją napiszę, to wszystko zależy od tej bezlitosnej weny...




/// Strach ... .. . . . . . . . . . . . . . . . . .. . Royal Griffin / // ///

"Teraz. Nadeszło pięć sekund należących do Najgorszego Doradcy. Stanął naprzeciw Rudego i ukazał swe ślepia. Walka nie trwała długo. Nadzieja została zgaszona jedną tylko kroplą wody. Teraz z serca unosiła się strużka dymu z zszarzałego węgielka, który jeszcze sekundę temu się tlił. Strach nie pozostawił swej ofiary samej. Zostawił go na pastwę śmierci, która już wolnym krokiem przechodziła w towarzystwie dwóch esesmanów przez bramę podwórza."

Strach - przed Svenem (H.)

Początek opowiadania zaiste nie zwiastuje nam tego, co będzie miało miejsce później; bo oto leci sobie Strach (tak, właśnie z wielkiej litery), zresztą tym samym tunelem powietrznym co i śmierć. Ja szczerze mówiąc nastawiałem się w tej chwili na opis jakichś niezbadanych korelacji między tymi dwoma zjawami; wprawdzie ich opis nie przystaje do moich wyobrażeń tych postaci ("z zionącej pustki pośród jej oczodołów wypływała drobną strużką zielona breja"), ale to oczywiście już jest wizja artystyczna autora. Nagle jesteśmy rzucani na teren działań wojennych - i tu znowu wyobraziłem sobie, jak to skrzydła śmierci rozpościerają się w postaci chmur dymu po wystrzałach nad okopami... i tu autor rzuca nas w polski las ("nie wycinaj drzew, bo i ty możesz zostać partyzantem") gdzie źli Niemcy atakują Polaków. I tu mój pierwszy zarzut - lekkie przerysowanie. Oczywiście, nie kocham Niemców, nie cieszę się z napaści na Polskę, nie jestem zwolennikiem palenia w piecach milionów ludzi; nie twierdzę, że nie było bestialstwa i pogardy Niemców wobec Polaków, bo było i to spore. Ale moim zdaniem zwroty: "wpakował w łep (b) tego cholernego niemieckiego żołnierza", "uderzyły kolbą w pysk", "jego pląsy zakończył Staszek" - to lekka przesada. Nie duża, ale właśnie lekka. Amerykańskie filmy powstające do 30 lat po wojnie przemaglowały ten schemat moim zdaniem dokładnie (potem przestali, bo był Wietnam). Owszem, jest to w tym momencie czepialstwo z mojej strony. Ale kiedy przypomnę sobie serial "Kompania Braci", a zwłaszcza tamtejsze pokazanie, że niektórzy Niemcy też byli czasem ludźmi... Owszem, tu granica jest bardzo cienka - bo z jednej strony usprawiedliwiam morderców, jakimi Niemcy niewątpliwie byli, ale tu nie rozpatrujemy zagadnień historycznych, a opowiadanie. I ja jestem przeciwny dodatkowemu przerysowywaniu faszystów - moim zdaniem wystarczyło opisać ich czyny - mają własną siłę wyrazu, która jest wystarczająco duża i przerażająca.

Sam fakt istnienia Strachu latającego tu i ówdzie i gaszącego węgielki Nadziei pasuje li tylko do rzeczywistości wojennej, gdzie wpadnięcie w panikę oznaczało popełnienie błędu i śmierć, a właściwie śmierć. W innych realiach nie jest to już takie oczywiste.

I jeszcze jedna rzecz nie wzbudziła mojego entuzjazmu - zdanie końcowe. "Nadzieja odżyła, tylko na jak długo?" - niestety, bez urazy, ale moim zdaniem brzmi dosyć naiwnie. Podważa ono morał powyższych zdarzeń - jeśli pokazujemy, że dany człek pokonuje strach i zdobywa się na bohaterstwo, to delikatnie sugerujemy, że ów strach pokonał i w przyszłości nie będzie z tym problemów. Ostatnie zdanie temu przeczy.

Zaletą opowiadania jest spójność mimo, że czasem przeradza się w prostoliniowość. Jest po prostu ładnie napisane i czyta się je szybko i przyjemnie. Proszę zauważyć, że moje zarzuty nie dotyczą samej konstrukcji opowiadania, a zagadnień etyczno - estetyczno - filozoficznych. Mimo moich wątpliwości, opowiadanie może swobodnie funkcjonować razem z tymi różnymi zawiłościami.

Mariusz Saint

Royal Griffin:
Na samym końcu recenzent zauważył, że banalne jest stwierdzenie,że "Nadzieja odżyła tylko na jak długo". No cóż ja to skwituje takim przykładem: jeśli udało Ci sie zwalczyć jakąś chorobe to nie zawsze jesteś uodporniony na całe życie. Może Strach jest chorobą na która nie ma skutecznej szczepionki??? Coś w rodzaju grypy? Na nią może i jest szczepionka ale nie jest zbytnio skuteczna, zachorować zawsze możesz.
Wizja śmierci: ja sam mam ich kilka. Jakby to określić to zależy od mojego nastroju. Niemcy: wiem, że nie wszyscy byli źli. Wykonywać rozkazy musieli a czy im to sprawiało przyjemność czy nie - z tym różnie było. Nie mów mi tylko, że nie było wśród nich takich fanatyków. Napewno byli. "Opowiadania Obozowe" Borowskiego czytałeś recenzencie??? Tam jest udokumentowane, że byli tacy dla których wojna była sposobem na wyładowanie się. SS - do tej organizacji jesli tak to mogę określić należeli najwieksi złoczyńcy. Oni zapewne nie wahali się pociągnąć za spust. Racja, byli wśród Niemców też dobrzy ludzie ale to nie znaczy, że złych nie było. Tak jak zawsze są czarne charaktery i ... "białe". Wczoraj Oscary rozdawali. "Pianistę" widziałęś. Tam są pokazane obydwa "oblicza" Niemców, jeśli mogę to tak nazwać. W moim "opowiadaniu" nie napisałem przecież że wszystkie "Szwaby są be". Pokazałem tylko tych gorszych.
Strach przez S śmierć przez ś Nadzieja przez N. Z regóły imiona pisze się z Dużej litery to i ja tak zrobiłem. Jeśli już się coś persofinikuje to niech to ma swoje imię pisane z dużej litery. Dla mnie tekst by wyglądał nieco... inaczej, coś by mi nie pasowało, gdyby Strach był tylko strachem a Nadzieja tylko nadzieją. To tylko taki mały zabieg kosmetyczny ale według mnie duże znaczenie ma.
To wszystko. Każdy może inaczej "opowiadanie" odczytywać, ja tylko moje myśli przekazałem. Skoro jestem na antenie to zapytam: "Czy moja składnia nieprawidłowa jest?" Orzeczenie przeważnie stawaim na końcu: Trzymajcie się.

[Ty też się trzymaj Royal Griffinie przez "Y" :) i powodzenia życzę :) - Far.]

I ponownie z cyklu "Z ostatniej chili" krótki komentarzyk do innego z z opowiadań pomysłu i autorstwa Royal Gryffina

"Nowa Ziemia" Royal Griffin

Cieszę się, że w #Opowiadaniach# od czasu do czasu ukazują się właśnie takie utwory- o tematyce historycznej lub bezpośrednio z nią związanej. Utwory pisane w oparciu o różne wydarzenia i sytaucje. Fabuła "Nowej Ziemi" przenosi nas do roku 1569, do wioski plemienia Azteków. Podejście do tematu i umiejętności pisarskie stworzyły z tej historii niezwykle obrazową i czytelną fabułę, pozwalającą zwykłemu, "niedoświadczonemu" czytelnikowi na podróż w czasie i zapoznanie się z historią jednego z najbardziej znanych ludów indiańskich.
I ten motyw z "Skrzydlatymi Posłańcami" Oto jak literatura może wyjaśnic nawet najbardziej zawiłe i niewyjaśnione zagadki :) Podsumowując - jedno z najlepszych opowiadnek [oczywiście według mnie] pod względem stylu i oprawy... i przede wszystkim pod względem tematycznym!
nabuchodonoZorka

Hmm... O istotach rodem z kosmosu, które się pojawiają w opowieści Royal Gryffina na kartach historii raczej wzmianki nie znajdziesz. (Choć są tacy, co twierdzić będą, zę wręcz przeciwnie...) Niemniej jednak sam pomysł osadzania wydarzeń w zamierzchłych lecz faktycznie istniejących realiach wydaje mi się dobrym. Nie wspominająć już o edukacyjnych, nie nie edukacyjnych (to się źle kojarzy ;-) - o poznawczych walorach takiego opowiadania.
W każdym razie, tego typu teksty będą mile widziane.
Royal już nawet na kolejny miesiąć coś takiego popełnił...





[Na koniec taka mała uwaga UnionJacka, którą do recenzji jakoś do końca zaliczyć nie można, choć marginalnie mieści się w tym przedziale, tj. opisuje w pewien sposób stosunek autora do danego dzieła, jakim jest "Drzewo" autorstwa Novinhy. Dobra, po prostu przeczytcajcie :) - Far.]

Novinha - "Drzewo"

Gdzieś tak, dokładniej w zeszłym miesiącu, przeczytałem komentarz Mariusza Sainta dotyczący tego opowiadania. I choć prawdziwa sztuka obroni się sama, to ja jej w tej obronie troszkę zamierzam pomóc. Mnie sie podobało! Podobał mi się świetny sposób narracji (którego dosyć Novinhi zazdroszczę :), podobał mi się stworzony przez Novinhę kontrast (pogarda "meneli" dla wrażliwego narkomana)... nie zgodzę się też z Mariuszem: tu nie ma promowania narkotyków. Tu jest ostrzeżenie, trzeba się tylko temu ostrzeżeniu przyjrzeć. Jeszcze raz: gratuluję Novinha! Oby takich opowiadań jak najwięcej!

A gdybyś tak zobaczył, co mi ostatnio przysłała... Zresztą zobaczysz (i wy wszyscy również) już za miesiąc.
Czekaj(cie) cierpliwie na kolejny numer :-)

A tak już końcżąc i żegnając się mam pytanko otwarte - Czy ktoś ma pomysł, jak rozwiązać układ graficzny pod_działu Komentarzy? Zauważyłem, że w obecnej formie czytelnicy nie wyposażeni w myszkę z przewijadłem mogą mieć poważne problemy z dotarciem do tego miejsca.
Najciekawsze pomysły nagrodzę. Z tym, że nie wiem jeszcze jak...


Komentatorzy:


Mariusz Saint

mariuszsaint@interia.pl


Faramir

faramir_13@poczta.onet.pl


nabuchodonoZorka

nzorka@poczta.onet.pl


Union Jack

UnionJack@wp.pl


nabuchodonoZorka

nzorka@poczta.onet.pl


Rainman
(parę marnych dopisków ;-)

raindrop@pf.pl


w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l