Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Online

POWRÓT DO
AM




 
 

:::: Mariusz Saint ::::

Jest Legionowo cz. 2


Kubę ogarnęła fala czerwonego światła. Po chwili rozejrzał się dookoła. Stał na czerwonej skale. Skała falowała podejrzanie, była półprzeźroczysta, a w jej środku można było dojrzeć jakby zarysy twarzy. Kuba zdecydowanie jeszcze czegoś takiego nie widział.

- To są dusze najstarszych grzeszników - odezwał się nagle za plecami Kuby Legion. - Ich pamięć jest już zatarta, zostały tylko ich winy, które oddzielone od ciała tutaj przyjmują postać materii.

- Zabawne, zawsze myślałem, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami, a nie poczuciem winy.

- I tak jest, ale tylko przed moim pałacem - Legion wykazał się poczuciem estetyki - właśnie tam teraz pójdziemy.

- Hej, a czy i ja kiedyś nie stanę się tutaj fragmentem podłogi? - zapytał po dłuższym milczeniu Kuba.

- Otóż nie - i to jest w tym najlepsze.

- Więc dlaczego nie zniknę?

- Jesteś utalentowany. Ty nie masz poczucia winy.

- Aha. Ano, rzeczywiście się jakoś nigdy nad tym nie zastanawiałem.

- No i sam widzisz.

Dalej szli w milczeniu. Zresztą uwagę Kuby przykuł nieludzki widok, roztaczający się naokoło niego. Krajobraz składał się głównie z poznanych uprzednio czerwonych skał, lecz dopiero teraz Kuba dostrzegł pierwsze budynki. I aż otworzył usta ze zdumienia. Ponieważ zobaczył ZOO, pełniące równocześnie rolę bestiarni. Ponad innymi, większymi lub mniejszymi klatkami górowała jedna, o której powiedzieć "gigantyczna" to zdecydowanie za mało. Bardziej by pasowało "niemożliwa". Wysoka na około dwa kilometry, szeroka na sześć; pręty były grube jak dom, a pokrywała je inkrustacja stylizowana na języki ognia. W normalnym dla Kuby świecie zbudowanie czegoś takiego nie było żadną miarą możliwe. Nie było też możliwe istnienie istoty takiej, jak w klatce. A był to smok. Czarny smok, który z trudem mieścił się w klatce. Skrzydła miał złożone; trudno byłoby zgadnąć, ile by miały po rozłożeniu. Smok stał spokojnie, oczy miał zamknięte, jednak dało się wyczuć od tej potężnej istoty silne skupienie, sugerujące wysoką inteligencję kryjącą się za obliczem rozmiarów stadionu. Kuba nie mógł powstrzymać się od zadania tego pytania; po prostu musiał zapytać: - A jak on się wabi?

- Nazywamy go Powiat.

- Dlaczego Powiat?

- Bo jak rozłoży skrzydła, to są wielkie jak powiat - wyjaśnił rzeczowo Legion.

- Aha. A tak w ogóle to skąd bierzecie okazy do tego ZOO?

- Z przedśmiertnych wizji, koszmarów i lęków. Wtedy takie istoty tutaj są powoływane do życia. Powiat był ostatnią rzeczą, jaką zobaczył papież Sylwester.

- A to? - Kuba wskazał na szereg małych klatek, w których pełno było różowych myszy, fioletowych żab z trzema oczami itd.

- To są produkty delirium tremens - pomieszkujący u nas duch Spiritus się nimi opiekuje. Twierdzi, że są jego "dumą zawodową".

- Spiritus? No popatrz! Mój wujek twierdził, że widuje takiego, a uważałem go za skończonego pijaka! Ileż to się człowiek dowie po śmierci!

- Chodź za mną, Kubo Rozpruwaczu, a dowiesz się o wiele więcej! - oznajmił zachęcająco Legion - zaraz posiądziesz wiedzę, która do tej pory znana była tylko mnie!

- A cóż to za wiedza, mój panie?

- Mój plan zawładnięcia światem śmiertelników!

- Aha. A potem przekażesz mi swą wiedzę?

- ... Większej wiedzy nad mój plan nie ma. Jest ona prawdą ostateczną, wielkim dziełem, które swym ogromem odciśnie się w strukturze wieloświata i przeniknie do samej osnowy rzeczywistości - Legion dopiero na tym etapie wypowiedzi odzyskał pełne panowanie nad sobą - a ty mi w tym pomożesz.


Mariusz Saint

mariuszsaint@interia.pl


w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l