|
"Kamień Ziemi" Rozdział II
"Ukryta wiedza drzemie w niej - dar od Jedynej. Jak liść
danego drzewa przyjmuje cechy charakterystyczne od rdzenia życia
tak i ona posiada zdolności matczyne. Możliwość poznania
dobra i zła, przeszłości jak i przyszłości. Wystarczy tylko
jeden powiew wiatru a wspomnienia odżyją . . . "
Święta
Księga Wentry "Wolumin Objawienia"
Daegon powiódł przenikliwym wzrokiem po twarzach zebranych.
Zastanawiał się przez chwilę jak przedstawić zgromadzonym
swoje zamiary. Wiedział, że nie wszyscy go poprą. Spojrzał
znacząco w stronę wysokiego mężczyzny o ciemnych włosach, po
czym odchrząknął i rzekł:
- Cieszy mnie wasze przybycie.
- Chyba nie aż tak jak nas samych - odpowiedziała znudzonym głosem
Milka, nie ukrywając niechęci i ostentacyjnie ziewając. Mężczyzna
puścił jej wypowiedź mimo uszu i mówił dalej.
- Nasze Bractwo powoli, lecz skutecznie zacieśnia swe kręgi.
Pozostają ci najbardziej wierni... Ale będzie nas jeszcze mniej-
po tych słowach spojrzał w stronę kobiety o płomienno rudych
włosach. Alkatres zmieszała się i lekki rumieniec wystąpił
na jej policzkach. Daegon mówił dalej :
- Świat chyli się zagładzie. Podobno znowu pojawiły się
Kalenarie, Córy Chaosu żyjące wojną i pożogą. W Femirze groźba
wojny między dwoma różnymi szczepami ludzi narasta z każdą
chwilą. Najwyższa Kapłanka w Limire nie widzi przyszłości
Wentry w zjednoczeniu. Elfy i krasnoludy prowadzą między sobą
niekończące się wojny, a leśne boginki z Leantrinu zamknęły
się na jakąkolwiek formę współpracy. Nie uda nam się
zjednoczyć. Cała nadzieja tkwi w czarodziejach i nas, Kapłanach
Magii. - przerwał, a w jego oczach zamigotały niebezpieczne
ogniki. - Cała nadzieja tkwi w Kamieniu Ziemi. Nie zostało dużo
czasu, aby przygotować ofensywę. Cień napływa z południa.
Trolle nękają południowo-zachodnie obszary osiedli niziołków
i krasnoludów. Jeżeli czegoś szybko nie postanowimy to już
niedługo Matka Wentra utopi się w morzu krwi swoich własnych
dzieci. Jedyna nadzieja tkwi w artefakcie.
Na te słowa odezwał się Greanleaf :
- Kamień Ziemi- powiedział z ironią. - Aby posiąść jego moc
musimy zgromadzić przynajmniej dwie części. Jedną posiada
Czarny Król, druga znajduje się w Świętej Wieży - Entros, w
kraju feantarich. Kolejną ma wiedźma z Serife.
- Tak, wiem. - odparł wolno Daegon - Nie znamy położenia
czwartej, ostatniej części. Ale dwie są po naszej stronie. Mam
pewien plan.
Zebrani popatrzyli na niego pytającym wzrokiem. Ciszę panującą
dokoła przerwał głos Rayi, mistrzyni w rzucaniu uroków i
zauroczeń.
- Zamierasz odebrać czarodziejce artefakt ?! On jest jej
przeznaczeniem! Tylko ona...
Daegon popatrzył na nią z nieukrywaną złością.
- Kimże jest ona, że w jej ręku spoczywa tak wielka potęga ?!
- Jest dzieckiem Wentry. - powiedział powoli Greanleaf.
- I co z tego ?! - odezwała się Zila. - Tylko odbierając jej
kamień możemy pokonać Złego - a powiedziawszy to kobieta uśmiechnęła
się blado i znaczącą spojrzała w stronę Daegona, który
odpowiedział jej takim samym uśmiechem.
Greanleaf mówił dalej :
- Ona jest Dzieckiem Przeznaczenia i tylko ona może stawić czoło
Złu. Jak wy to sobie wyobrażacie? Jeśli nawet udałoby się
wam odebrać artefakt to jakim sposobem chcecie go uaktywnić ?!
Do aktywacji potrzebne jest błogosławieństwo Lineë, Najwyższej
Kapłanki z Limire. Czy myślicie, że Wybrana Feantarich odstąpi
wam limirską część kamienia i jeszcze da błogosławieństwo
?! Lineë posiada dar łączności z Matką. Jak myślicie - czy
wolą Wentry jest abyś to ty Daegonie rozporządzał Kamieniem
Ziemi ?!
Cichy szmer przeszedł wśród zebranych.
- I jeszcze jedno - dodał po chwili. - My, kapłani z Chabrowej
Doliny powinniśmy aprobować decyzje Matki Wentry, a tymczasem...
Mistrz Welgen zostawił chyba jasne instrukcje. Mamy odnaleźć
czwartą część artefaktu i postarać się, aby czarodziejka
weszła w jej posiadanie.
- Mistrzem kapłanów z Chabrowej Doliny i tym samym Bractwa
Magii Laserark jest sztuka magiczna - rzekł cicho Daegon. - A
pod nieobecność Welgena ja tu sprawuję rządy.
- Ona ma potencjał. - przerwała mu Raya. - Posiada błogosławieństwo
Najwyższej i tylko ona może poprowadzić wszystkie ludy Wentry
do walki.
- Daegonie - odezwała się Edith, opiekunka zwierząt - Ja, wysłanniczka
Mistrzyni Irist nie zgadzam się na jakąkolwiek formę działania,
która przeciwstawia się planom Wentry. My- wysłannicy
Opiekunki Natury nie mamy zamiaru pomóc Ci w spełnieniu twoich
niedorzecznych planów.
Aweryla w milczeniu pokiwała głową na znak zgody.
- Rozumiem - powiedział Daegon. - Kieruje wami strach, ale...
- Strach ?!- przerwał mu Greanleaf. - Raczej rozum.
- Oh Greanleaf - przerwała mu Zila bawiąc się kosmykiem swych
kruczoczarnych loków. - Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz ?
Mężczyzna wstał i bez słowa opuścił zebranie.
---
- Gotowa ?
Baszty ciemnej wieży wznosiły się surowo nad miastem. Pierwsze
gwiazdy zaczęły się pojawiać na niebie, a księżyc, który
już zdążył wzejść, oświetlił kamienną uliczkę w której
stała. Zrobiła jeden krok naprzód, potem drugi i trzeci. Już
po chwili biegła. Nagle zauważyła, że ze szczytu tajemniczej
wieży bije białe światło. Ktoś dotknął jej ramienia. Mężczyzna.
Nie widziała jego twarzy. Świst klingi. Śmierć ? Cichy szum
skrzydeł na wietrze. Ktoś w ostatniej chwili wziął ją w
ramiona i zaniósł daleko od tego miejsca, daleko od tego mężczyzny
z bronią. Światło. Znalazła się w obszernej sali. Po jej
prawej stronie znajdował się ołtarz, a przy nim stała kobieta
w bieli. "Witaj Dziecię Przeznaczenia. Oto on." Błysk
wiatła. Artefakt. Płomień. Spełnienie. "Nadszedł czas".
wiatło. Jasność...OBJAWIENIE.
- Co się stało ? Welgenie co z nią ?
- Cicho Mellanor. Dopiero zasnęła.
- Welgenie...zaczęło się ?
- Uczyłem ją zaklęć. Pomyślałem, że można by było spróbować.
Dałem jej różdżkę, dar od Jedynej i... - starzec popatrzył
na bladą twarz nieprzytomnej dziewczyny. - Myślę, że powinniśmy
jej powiedzieć...
Mellanor ukryła twarz w dłoniach.
---
- Nim...śpisz ? - spytał cicho Welgen.
- Nie- odparła dziewczyna - Rozmyślam.
- Źle się czujesz ?
- Nie...
- To co się stało - powoli zaczął mówić czarodziej - Jest
początkiem przyszłych wydarzeń, Nim. Dotykając tej
czarodziejskiej laski pierwszy raz prawdziwie zostałaś
naznaczona znamieniem magii.
- I zemdlałam - dodała dziewczyna z ironią.
- Tak - rzekł Welgen - Zapadłaś w hipnotyczny półsen. To
typowe dla osób obdarzonych wiedzą i zdolnościami magicznymi.
Nie patrz tak na mnie Nim. Ja też jestem czarodziejem, choć mało
kto tu w Serife o tym wie - dodał uśmiechając się.- Jestem...
jestem tu tylko po to, aby przygotować ci drogę. Zapewne słyszałaś
o Dziecku Przeznaczenia?
- Tak, czytałam o tym w królewskich kronikach. "I
nadejdzie dzień..." - Nimaen zaczęła powoli recytować.
- A czy znasz tę inskrypcję w starożytnym języku ? - przerwał
jej starzec.
- Nie...- powiedziała powoli dziewczyna.
Welgen popatrzył na nią z dziwnym błyskiem w oku.
- W Starej Mowie Dziecię Przeznaczenia to ... Nimaen.
Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem.
- Jak to... - wyjąkała i nagle jak żywy stanął jej przed
oczami obraz z półsnu...białe światło...biały płomień...artefakt
podzielony na cztery części ... przedstawiciel Świętej Rasy i
głos Najwyższej Kapłanki: "Nadszedł czas". Następnie
słowa proroków i Objawienia...Przybyła na Wentrę z rozkazu
Najwyższej i musi poprowadzić wszystkie wolne ludy ku zwycięstwu...
poczuła lekkie mrowienie w palcach...święte impulsy... źródło
mocy...
- Nim...
Głos Welgena. Dziewczyna powróciła do rzeczywistości.
- A więc... - wyszeptała.- To ja jestem Dzieckiem Przeznaczenia.
Starzec skinął głową.
---
- A więc tak wygląda plan Daegona - powiedział cierpko
Greanleaf. - Mirim...ładne imię. Odtąd będziesz mieszkać w
Serife - kraju elfów ?
Alkatres uśmiechnęła się blado.
- Nie mam wyjścia - powiedziała z nieukrywanym smutkiem. - Nie
mam pełnych praw tak jak wy...Jestem nowa..
- I naiwna - odparł mężczyzna - No tak. Wywodzisz się od świętej
rasy, a to zabronione. I tak zrobiono wyjątek.
Kapłanka obrzuciła go piorunującym wzrokiem. Łza gniewu spłynęła
po jej policzku.
- A więc Mirim... tak się teraz do ciebie należy zwracać -
powiedział Greanleaf, po czym podszedł do kobiety i stanął
naprzeciw niej tak blisko, że czuł jej oddech na piersi. Chwycił
ją za szyję i lekko przydusił do ściany.
- Skrzywdź czarodziejkę a odnajdę cię i zabiję.
Kobieta splunęła mu prosto w twarz i zaśmiała się przeciągle,
po czym powiedziała uwalniając się z uścisku dłoni mężczyzny
:
- Wypełnię zadanie. Reszta mnie nie obchodzi.... Myślisz, że
jest mi łatwo ?
- Ludziom bez skrupułów zawsze jest łatwo - przerwał jej
Greanleaf.- Lepiej uważaj ... Mirim.
- Greanleaf...
- Słucham.
- Boję się... Bardzo się boję. Ale muszę to zrobić inaczej
Daegon wykluczy mnie z Bractwa...a ja...wierzę.. Wybaczysz mi
kiedyś ?
- Mirim, zrób to co nie trzeba a ..
Perlista łza.
- Powodzenia w Serife..
Magdalena "nabuchodonoZorka" Szczubret
nzorka@poczta.onet.pl
w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l
|