|
Tylko dla sentymentalnych...
Widnokrąg powoli się zawężał. Zaczynało brakować powietrza.
Kolory stopniowo blakły. Wszystko bardzo gwałtownie zaczynało
tracić wszelki sens. I chyba nikt nie zdawał sobie z tego
sprawy.
Dźwięki powoli oddalały się, aż w końcu, ukradkiem, przestały
do niej docierać. Siedziała skulona w swoim wielkim fotelu w
bardzo niewygodnej pozycji. Przez żaluzje w oknie widać było
białe popołudniowe niebo. Uniosła głowę spoglądając w
sufit a wtedy po jej policzku stoczyła się mimowolna łza. Trwała
tak w głębokim zamyśleniu przed oczami mając swoje pragnienia
i sny.
Była na siebie zła za tę łzę - dowód jej wielkiej słabości
i tchórzostwa. Sama siebie sprowokowała, dochodząc do wniosku,
że nie zniesie dłużej tej strasznej presji, jaka na niej ciążyła.
Nałożyło się wiele rzeczy. Jej, jak sądziła, przyjaciele
nie kontaktowali się z nią już cały tydzień, mimo że nie
dawała znaków życia. Ślepe, bezmyślne istoty. Nawet pod
mikroskopem nie dostrzegliby ludzkiego cierpienia i nie pomogli
nawet gdyby ktoś krzyknął im do ucha: "pomocy!!!" W
nocy miała szereg koszmarów. Od bardzo dawna nic nie jadła.
Jedna z najbliższych jej osób poprzedniego wieczoru zachowała
się okropnie. Dręczyło ją przerażające poczucie winy, że
nie wykonuje swoich obowiązków. Sumienie przypominało o tym
jak zawiodła zaufanie najbliższych. Wspomnienia niepowodzeń w
poznawaniu nowych ludzi nie dawały spokoju.
Jej ogólny stan był wynikiem tych właśnie wszystkich
przykrych czynników.
Niebo za oknem stawało się szare aż zaczęło nasycać się
coraz głębszą czernią.
Wsiadając do autokaru nic nie czuła. Wiał silny wiatr, było
już zupełnie ciemno. Starała się nie myśleć. Wyglądała
przez szybę. Z dużą prędkością cały świat przemieszczał
się do tyłu. Wszystko: drzewa, pola, domy, lasy. Wszystko
uciekało przed rzeczywistością, przed codziennością - jak
ona.
Wysiadła sama jedna - tam. Wreszcie była u celu. W miejscu,
gdzie wszędzie witały ją wspomnienia. Dawne marzenia, obrazy
sprzed lat. W tym miejscu znała wszystko. I wszystko znało ją
i cieszyło się z jej obecności. Od razu ruszyła wzdłuż
szosy. Mimo, że była ciemna noc szła pewnie. Po kilku minutach
skręciła w las idąc ścieżką, która była niewidoczna. Witało
ją coraz więcej wspomnień. Zewsząd rozbrzmiewały śmiechy,
szepty rozmów, czyjeś kroki w miękkiej trawie. Podobnie jak
poprzednio nieomylnie skręciła. Teraz jej kroki wspaniale dudniły.
Przeszła szybko na sam koniec pomostu i biorąc głęboki oddech
usiadła. Nad nią otworzyła się cudowna kopuła nieba, cała
usłana gwiazdami, czego nigdy nie mogła dostrzec w mieście.
Jezioro było niesamowicie okrągłe i na żadnym brzegu nie paliły
się światła. Nie było widać też żadnych łódek, widocznie
wędkarze mieli tej nocy coś lepszego do roboty.
Otaczały ją cudowne odgłosy nocy. A właściwie ta jedyna,
niepowtarzalna nocna cisza, zauważalna jedynie poza miastem. Po
dłuższej chwili trwania w niczym: nie myślenia, zaczęła na
nowo wspominać. Osiem lat temu, na tym pomoście... dwie świeczki,
butelka taniego wina, pewna wspaniała osoba i Rozmowa. I spełnienie.
I szczęście. To samo miejsce, taka sama ciemność, ale...
Tamta rzeczywistość, tamte marzenia i pragnienia, tamte lęki,
tamto szczęście już dawno nie istniały. Nie mogły. Stały się
jedynie pewnym doświadczeniem w niej. Tylko w niej. Nikt inny na
świecie nie zrozumiałby sensu tamtej nocy, nikt inny nie mógł
tego pamiętać i wspominać. Już nie. Siedziała tam dalej
wspominając słowa, gesty, myśli. Uśmiechnęła się, gdy
przed oczami stanęło jej zakończenie tamtej nocy. Z jej strony
bezsensowne, okropne, kompromitujące, żałosne, absurdalne. Ale
jednocześnie przepełnione szaleństwem, głupotą, śmiesznością
młodości. Ten uśmiech był jak cudowne zaklęcie. Nagle
wszystko stało się wspaniałe. Doznała oczyszczenia. Doceniła,
zrozumiała... Niebo zaczęło jaśnieć, a ona nie przestawała
się uśmiechać. Odrzuciła całą gorycz, pozostało tylko piękno.
W niej i w całym świecie. Szepcząc "dziękuję" do
duchów przeszłości wstała i ruszyła w drogę powrotną.
...
KataszA
asztaka@gazeta.pl
w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l
|