|
Książka
Mateusz siedział przy swoim biurku.
Mieszkanie było puste. Wokół niego wszystkie rzeczy były
takie znajome: kolor tapety, regały pełne książek, stos
papierów, długopisów, tysiąca innych niepotrzebnych rzeczy na
biurku. Zielony kubek z herbatą. Jego prywatne niebo.
Chciał zacząć pisać, nie mógł jednak zacząć. Pusta kartka
leżała przed nim. Bolała go głowa. Pewnie się przeziębił.
Wolał wrócić do myśli, które towarzyszyły mu przez całą
drogę do domu. Powoli zagłębić się w nich. Dawno nie miał
na to czasu. Poddał się im, tak jak wtedy na pustej drodze. Wokół
pachniało herbatą.
Myśli, tysiące wydarzeń i tysiące twarzy, układały się w
ciąg. Czuł, że potrafi nimi sterować. Widzieć to, co sobie w
danej chwili życzy. Czuł się ich władcą, bogiem.
Przywołał z pamięci jej twarz. Jej uśmiech. To jak stała
przy nim z opuszczoną głową, tłumacząc się. Z swoimi pięknymi
oczami, zamglonymi słodką tęsknotą. I potem, kiedy odchodziła,
kiedy była zła z miną jak rozkapryszone, niezadowolone dziecko.
Czuł na policzku jej place, gdy go uderzyła.
Przewrócił się kieliszek wina, czerwona ścieżka płynie po
blacie w jego kierunku. Krew. Nie, to tylko herbata. Boli go głowa.
Na dworze ciągle jeszcze pada. Deszcz ciągle pada. Deszcz
siecze w parapet. Zimno tutaj.
Tańczy z nią, tak blisko, jej dłonie są takie ciepłe, ciepłe,
tak blisko, obok jego, wtulona. Nie, nie to tylko wyobraźnia.
Biała kartka przesiąka herbatą. Powinien ją wytrzeć.
Powinien. Jego głowa jest taka ciężka, pulsuje w niej ból.
Nie ma siły wstać.
Ona. Na zdjęciu. W ramce. Uśmiechnięta. Co ona z nim zrobiła?
Uderza w ramkę, tak jakby chciał uderzyć w nią, żeby
wreszcie dała mu spokój. Ona. Jej piękne włosy. Czerń. Heban.
Nigdy nie istniała. Wyobraźnia.
Szklana ramka potłukła się i rozleciała na tysiące kawałków.
Straszny huk. Tańczy tak blisko niego. Wirują, wirują jej włosy,
jej oczy. Wyobraźnia.
Napiszę o tym. Długopis wylatuje mu z słabej dłoni. Boli go głowa.
Powinien się położyć. Książkę skończy później. Jej tęskniące
oczy.
Drzwi się otwarły. Skrzypią tak znajomo. Jestem zbyt zmęczony,
żeby wstać. Muszę wytrzeć tą herbatę. Czerwona ścieżka.
Krew. Wino. Biała kartka przesiąka nim. Zdjęcie, krople krwi
kapią na jej roześmianą twarz. Wino. Kroki.
,,Mateuszu? Mateuszu?"
Jej słodki głos. Przyszła. Znowu przyszła. Zobaczy wylaną
herbatę. Wino. Krew. Jej ciepłe ręce na jego ramionach. Zatańczysz?
,,Mateuszu? Śpisz?"
Kocham. Kocham. Kocham. Wyobraźnia.
Trzyma ręce na jego ramionach. Nie ma siły by podnieść głowę
i spojrzeć w jej twarz. Jej kochaną twarz.
Zabiję ją. Skończę pisać i zabiję ją. Tak strasznie boli
mnie głowa, kochana. Deszcz znowu pada. Bądź ze mną. Pomóż
mi, chyba jestem chory. Pomóż mi moja jedyna przyjaciółko, która
pomagałaś mi pisać. Pomóż mi teraz wstać. Patrz ramka się
stłukła. Twoje zdjęcie na podłodze. Kawałki szkła na podłodze.
Weźmie ten kawałek i skończy w końcu to wszystko. Wino. Krew.
Sen. Sen. To tylko sen. Nie powinienem tak myśleć. Jestem idiotą.
To tylko sen. Skończę pisać i zabije ją. Ona nigdy nie istniała.
Wyobraźnia. Jej ciepłe ręce.
Herbata jest zimna. Płynie strużką do mnie. Ona, ona, ona. Skończę
tą książkę. Napiszę tę książkę. Nie przeszkodzisz mi.
Wyobraźnia. Moja głowa. Taka ciężka. Ból, nieugaszony, tętniący
ból. Ciemno. Cicho. Spokojnie.
Deszcz uderza o parapet.
Nie istniejesz. Ja cię stworzyłem. Kocham. Kocham. Kocham.
Co ty ze mną zrobiłaś? Co zrobiłaś? Co?
* * *
Matka Mateusza przyszła, tak jak się umówiła z synem. Nikt
nie otwierał. Martwiła się o niego. Od kiedy usamodzielnił się
i zamieszkał sam, coraz rzadziej wychodził z domu. Mówiła mu,
żeby znalazł sobie dziewczynę. Ale on nie miał czasu. Każdą
wolna chwilę pisał jakąś książkę. Pokazał jej nawet
fragmenty. Śmiał się, że główna bohaterka to jego ideał i
gdyby taki żył, mógłby się z nią ożenić choćby jutro.
Przyniosła mu zakupy, ale on nie otwierał. Nie chciało jej się
wracać, szczególnie w taki deszcz. Otwarła swoim kluczem.
Mateusz spał. Głowę położył na biurku, na mokrej od wylanej
herbaty kartce. Na podłodze, obok długopisu, leżała potłuczona
ramka. Trochę jej szkoda. Zdjęcia nigdzie nie było. Nie
przypominała sobie ani tej ramki, ani żadnego w niej zdjęcia.
Pogłaskała głowę syna. Chyba miał gorączkę. Wieczny
dzieciak, jak się na coś uparł nie dbał nawet o swoje zdrowie.
Nie powinien być tak całkiem sam. Potrzebuje kobiety, która się
o niego zatroszczy. Musi go obudzić. Szkoda jej było to robić.
Mateusz spał tak spokojnie.
Deszcz uderza o parapet. Herbata przesiąkła przez białą,
czystą kartkę.
Novinha
theprisoner@wp.pl
w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l
|