|
Opowieść z wyspy Lesbos
Pierwszy dotyk. Radość ze spotkania dwóch dłoni. Najczulsza
ze wszystkich pieszczota koniuszków palców...
Iwona uśmiecha się na wspomnienie tamtej chwili. Na Agatę zwróciła
uwagę od razu. Spodobały jej się brązowe oczy Agaty, czarne włosy
do ramion. I uśmiech. Uśmiech, w którym bez wątpienia ktoś
zamknął słońce. Tak ciepłego, jasnego uśmiechu Agata nie
widziała nigdy...
Ten uśmiech trwał w pamięci Iwony. Zrósł się z nią. Stał
się jej dobrym duchem. Motywem przewodnim. Motorem do działania.
Nadzieją. Wszystkim, co niosło otuchę. I ból. Iwona pragnęła
tego uśmiechu. Chciała, żeby był jej.
I właśnie wtedy Agata podeszła do Iwony. Tak zwyczajnie.
Iwonie przemknęło przez myśl, że ona by się na to nie odważyła,
ale szybko zapomniała o swoich obawach. Agata wyciągnęła dłoń,
przedstawiła się, powiedziała kilka grzecznościowych formułek.
Powiedziała też coś, co sprawiło, że świat na chwilę
wstrzymał oddech. Przynajmniej świat Iwony... Powiedziała: Ja
też od razu zwróciłam na ciebie uwagę. A potem zaprosiła
Iwonę do pobliskiego baru. Bar był zwyczajny, może nawet
zaniedbany. Ale Iwonie wydawał się najpiękniejszym miejscem. Długo
rozmawiały. O życiu, swoich doświadczeniach, nawet, o dziwo, o
polityce. Jakby chciały wchłonąć wzajemnie swoje poglądy,
zainteresowania. Jakby od tego zależał los ludzkości. Kiedy się
rozstały Iwona czuła jakby straciła ważny narząd. Serce.
Albo żołądek. Choć, czy żołądek jest taki ważny? - myślała
Iwona naiwnie. Chciała tylko zobaczyć Agatę jeszcze raz.
Trudno uwierzyć, ale przez szczęście, które czuła przebijała
się tęsknota. Przecież przed chwilą ją widziałam - Iwona
zganiła się w myślach.
Zasnęła z obrazem delikatnej dziewczyny przed oczami.
Następnego dnia znowu się spotkały. I następnego. I jeszcze
jednego. I jeszcze. I jeszcze. I... Iwona przestała liczyć. Dla
niej te spotkania stały się tym, czym dla wierzących modlitwy.
Stały się możliwością zjednoczenia z bóstwem. Możliwością
zjednoczenia. Możliwością możliwości zjednoczenia. Iwona żyła
tylko tymi chwilami. A kiedy się kończyły żyła wspomnieniami
tych chwil. Często budziła się w nocy. Szukała wtedy w
rozgrzanej pościeli swoich wyobrażeń. Szukała słońca. Agata
była słońcem...
Czasami Iwonie było trudno. Łóżko wydawało się za duże,
zimne. Przesuwała dłonią po brzuchu chcąc ugasić tęsknotę.
Ciało nie słuchało jej próśb. Próbowała zasnąć, ale gdy
tylko zamykała oczy widziała ogień. Trawił ją. Albo widziała
ciemność. Oplatała ją szczelnie. Każdy skrawek ciała.
Niekiedy widziała też ogromne usta. Natarczywe, brutalne. Chciały
ją wchłonąć.
Agata.
- Jesteś mi potrzebna. - powiedziała Agata. Odgarnęła kosmyk
blond włosów z czoła Iwony. Wpatrywała się w jej twarz,
jakby zamknięto w niej tajemnicę długowieczności. Ludzie
zawsze łaknęli życia, a Agata wierzyła, że dostanie swoją
szansę na życie. Iwona poczuła się zmieszana. Nie rozumiała
tych słów. Nie rozumiała siebie. Pocałowała Agatę.
Pierwszy pocałunek. Światło. Dużo światła. Jakby ktoś
pozapalał wszystko, co tylko można było zapalić. Iwona poczuła
ciepło gdzieś w środku swojego ciała. Nigdy się tak nie czuła.
- Ja... ja nie jestem... nie mogę być... - jąkała Iwona. Ciągle
jeszcze czuła wargi Agaty. Takie, jakich pragnęła każdej nocy.
Nagle zaczęła się bać tego, co odkryła w sobie. Agata
przytuliła ją. Iwona odzyskała spokój ducha. Świat stracił
stabilność na chwilę, ale teraz znowu był normalnym światem.
wiatem Iwony. Światem jej straconych planów. Światem jej
przyszłości. Jeszcze nie wie, co z nią będzie. Ale chyba nie
może być źle...? Zaproponowała Agacie, żeby się do niej
wprowadziła. Nie pomyślała o tym, że to nierozsądne. Pomyślała
tylko, że wreszcie łóżko nie będzie za duże. Zimne.
Cholernie puste. Już nie będzie się budziła rozpalona, nie
mogąc ugasić pragnienia. Już nie będzie przyciskała ust do
poduszki.
Bała się trochę. Ich pierwsza wspólna noc. Agata uspokajała
ją, mówiła, że mogą poczekać. Ale Iwona nie chciała czekać.
Wiedziała już, jak to jest kochać się z mężczyzną. To nie
było nic rewelacyjnego. Żaden z jej partnerów nie potrafił dać
jej rozkoszy. Przebijali ją. Mocniej. Szybciej. Wolniej.
Delikatniej. A potem opadali zmęczeni. Iwonie wydawało się to
niedorzeczne. Egoistyczne samce. Agata na pewno uczyni ją szczęśliwą.
Jej Agata... Iwona przytuliła się do Agaty. A potem świat
zmalał, stał się okruchem, tylko po to, by po chwili wybuchnąć.
Długo leżały w milczeniu. Iwona nie potrafiła zasnąć. Była
szczęśliwa. Tak, szczęśliwa. Rozmyślała o tym, co się
zdarzyło. I wtedy poczuła lęk. Przedziwną obawę, że coś
stało się nieodwołalne, że klamka zapadła i nigdy już nie będzie
tak samo. Do tej pory tego nie czuła.
- Nie jestem twoją pierwszą, prawda? - zapytała cicho. Agata
usiadła na łóżku. Patrzyła przez chwilę na Iwonę, po czym
pochyliła się do jej ucha.
- Pierwszą nie, ale najważniejszą. - uśmiechnęła się
odwzajemniając uśmiech Iwony. Znowu milczały. Iwona patrzyła
na sufit nad swoją głową.
- Wiesz... Moja mama zawsze chciała, żebym związała się z
przystojnym blondynem. Miałam mieć gromadkę śliczniutkich
dzieci... Zawsze bałam się ciąży. Nigdy nie lubiłam dzieci...
Ona nigdy nie zaakceptuje tego, co teraz się ze mną dzieje... -
Iwona poczuła pod powiekami piekące łzy. Zacisnęła oczy. Po
policzkach spłynęły jej dwie krople. - A ja chciałabym jej
powiedzieć... Jestem taka szczęśliwa! - roześmiała się gwałtownie.
Mokre policzki rozciągnęły się w ślad za wargami.
- Moi rodzice już wiedzą. Ojciec przyjął to w miarę
spokojnie. Nigdy nie byłam dla niego ważna... - Agata
przypomina sobie tamtą chwilę. Zimne oczy ojca, obojętny ton.
Ależ, dziecko, powiedział, to tylko twoja sprawa. Mnie do tego
nie mieszaj, mówił. - Matka zaś... matka... - Agacie trudno mówić.
Tak chciała mieć w niej oparcie... - Ona nie chciała mnie znać.
- Iwona głaszcze swą partnerkę po policzku. Dotyk jej ciepłej
dłoni wpływa na Agatę kojąco, bo już po chwili uśmiecha się
lekko.
- Uważasz, że nie powinnam mówić tego rodzicom?
- Nie znam ich. - Agata odpowiada cicho. Ciągle ma żal, że
zostawiono ją wtedy. Potrzebowała oparcia. Potrzebowała
akceptacji. - Ale sądzę, że byłoby lepiej gdybyś tego nie
robiła.
Iwonie trudno pogodzić się ze słowami Agaty, choć rozumie ją
doskonale. Rozumie nieufność, jaka się w niej zrodziła. Mimo
to postanawia porozmawiać ze swymi bliskimi.
Agata obejmuje Iwonę w talii. Szepcze coś. Iwona ruchem głowy
przyznaje jej słuszność. Na twarzy Iwony widnieją czarne
smugi. Agata przytula mocno Iwonę. Zaciska pięści. Milczą. To
milczenie ma dodawać sił, ale Iwona źle się z nim czuje.
- Powiedz coś... - prosi - Czuję się taka samotna.
- To minie, kochanie. Naprawdę. - Wiedziałam, że tak będzie,
myśli Agata, ale nie chce wypowiadać tego głośno. - Masz
mnie, pamiętaj. - szepcze.
- Mam tylko ciebie... - Iwona ociera oczy - Cholera, makijaż mi
się rozmazał... - próbuje powiedzieć to hardo, ale łamie jej
się głos - Dlaczego ludzie są tacy okrutni...? Dlaczego...? -
po jej twarzy znowu spływają łzy. Agata zamyka oczy. Nie wie
co powiedzieć, jakich użyć słów. Zaciska pięści mocniej, aż
do bólu. Tak chciałaby pokazać matce Iwony, że jest idiotką,
że nie można ranić własną głupotą... Ale nie może nic
zrobić...
- To było takie... okrutne... - Iwona próbuje wrócić do
tamtej chwili, gdy przekroczyła próg swojego byłego domu, gdy
już zlękniona, ale szczęśliwa opowiadała matce o swoich
uczuciach. - Usłyszałam tylko... - milknie na dłuższą chwilę
- Wynoś się stąd, tak powiedziała... Wynoś się dziwko,
lesbo jedna... - Agata wykrzywia twarz w ironicznym uśmiechu.
Ludzie są tacy głupi, myśli. Całuje Iwonę lekko. - Nie dała
mi żadnych szans... - kontynuuje Iwona - Kiedy zamykałam za sobą
drzwi usłyszałam, że jestem nikim... - Agata zaciska dłonie
na ramionach Iwony gwałtownie.
- Nikt nie ma prawa tak mówić! - krzyczy - Nikt, rozumiesz?
Jesteś wartościowym człowiekiem, ładną dziewczyną! Nikim może
być tylko ktoś tak głupi jak twoja matka! - Agata czuje, że
nie powinna mówić tego ostatniego zdania, ale nie potrafiła
zapanować nad sobą.
- Nie mów tak, proszę... - Iwona opuszcza głowę i w tym geście
Agata dostrzega lojalność i miłość. Nie dziwi się temu, wie
jak to jest.
- Przepraszam. - podnosi lekko głowę Iwony - Przepraszam,
poniosło mnie. - Ale Iwona nie słucha jej przeprosin. Powtarza
tylko dwa słowa.
- Miałaś rację... Miałaś rację...
BrightWitch
w w w . s t o r y t e l l e r s . p r v . p l
|