Pink Floyd - "Animals"
Latające świnie (cz. 1)
Jeśli nie obchodziłoby cię, Co się ze mną dzieje
I gdybym ja nie troszczył się o ciebie
Moglibyśmy przebyć drogę przez ból i cierpienie
Zerkając na siebie czasami poprzez strugi deszczu
Zastanawiając się, którego z tych kretynów mamy obwinić
Patrząc na latające świnie
Psy
Ty musisz być szalony, musisz faktycznie mieć dużą potrzebę
Musisz spać na stojąco, a gdy jesteś na ulicy,
Musisz umieć wyrwać innym mięso.
Z zamkniętymi oczyma.
Potem wkradasz się cicho
Pod wiatr, gdy nikt nie widzi
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila.
A już po chwili możesz popracować nad swym stylem.
Krawat, przyjacielski uścisk dłoni,
Charakterystyczny wyraz oczu i lekki uśmiech.
Musisz być godny zaufania w oczach tych, których oszukujesz,
Żeby, gdy odwrócą się do ciebie plecami,
Mieć szansę wbić im w plecy nóż
Zawsze musisz spoglądać jednym okiem przez ramię
Wiesz, że to będzie coraz trudniejsze i jeszcze trudniejsze, w miarę starzenia się
W końcu spakujesz manatki i odlecisz na południe
Schowasz głowę w piasku
Następny smutny starzec
Umierający w samotności na raka
Gdy już przestaniesz nad tym panować, zbierzesz plony tego, co zasiałeś
I gdy twój strach rośnie, zepsuta krew zwalnia i zmienia się w kamień.
Jest już zbyt późno, by zgubić tą wagę, którą musiałeś zrzucić
Więc niech ci się dobrze tonie, gdy samotnie spadniesz na dno
Ciągnięty przez kamień
Muszę przyznać, że jestem troszeczkę zmieszany
Czasem wydaje mi się, że jestem wykorzystywany
Muszę więc czuwać, wyleczyć te chore myśli
Lecz jeśli nie zostanę na własnej ziemi, jak będę mógł znaleźć wyjście z tego labiryntu?
Głuchy, niemy i ślepy nadal udajesz
Że każdy jest do kupienia i że nikt nie ma prawdziwego przyjaciela
Wygląda na to, że jedyna rzecz, jaka ci pozostała, to osamotnić zwycięzcę
I wszystko pod słońcem będzie załatwione
A ty całym sercem wierzysz, że każdy jest mordercą
Kto urodził się w domu pełnym bólu
Kto został nauczony, by nie pluć w wentylator
Komu ludzie mówili, co trzeba robić
Kogo złamała wyszkolona ekipa
Kogo tresowali obrożą i łańcuchem
Kogo głaskali po grzbiecie
Kto uciekał od stada
Kto był tylko obcym w swym domu
Kto wypadł z gry przy samym jej końcu
Kogo znaleźli martwego przy telefonie
Kto został ściągnięty na dół przez kamień
Świnie (trzy różne)
(prawdę mówiąc, tekst tego utworu sprawił mi największą trudność. Na początku każdej zwrotki jest kilka słów pozornie niezwiązanych ze sobą, więc postanowiłem wszystko przetłumaczyć dosłownie. Nie dziwcie się więc, że wygląda to trochę bez sensu. Za to pozostałe utwory są przetłumaczone dość dobrze.)
Potężny człowiek, człowiek świnia. Ha, ha, jesteś szaradą.
Bardzo zdarte, wielkie koło. Ha, ha, jesteś szaradą.
Gdy twa dłoń leży na twym sercu
Jesteś bliska rozbawienia
Prawie żartowniś
Z głową wsadzoną do koryta
Mówiąc "kop dalej"
Świński brud na twej tłustej brodzie
Co ty właściwie chcesz znaleźć
Tam na dole w świńskim rowie
Jesteś prawie wesoła
Jesteś prawie wesoła
Lecz naprawdę płaczesz
Przystanek autobusowy, szczurza torebka. Ha, cha, jesteś szaradą.
Ty popieprzona stara wiedźmo. Cha, cha, jesteś szaradą.
Rozpadasz się na zimne kawałeczki jak tłuczona szyba
Jesteś bliska śmiechu
Prawie warta szyderczego wyśmiania
Lubisz czuć stal
Jesteś świetna jedynie w kapeluszu ze spinką
Zabawna z rewolwerem w dłoni
Jesteś prawie wesoła
Jesteś prawie wesoła
Lecz naprawdę płaczesz
Hej, ty, Biały Dom. Ha, ha, jesteś szaradą.
Dom, miasto, miejskie myszy. Ha, ha, jesteś szaradą.
Chcesz trzymać nasze uczucia z dala od świata
Jesteś bliska rozkoszy
Z zaciśniętymi ustami i z zimnymi stopami
Czy czujesz się znieważona?
....!.....!.....!.....!
Musisz powstrzymać falę zła
Zatrzymać ją w sobie
Mary, jesteś bliska rozkoszy
Mary, jesteś bliska rozkoszy
Lecz naprawdę płaczesz
Owce
Niewinnie trwonisz swój czas na odległym pastwisku
Tylko mętnie świadomy unoszącego się w powietrzu niepokoju
Lepiej bądź czujny
Wokół mogą czaić się psy
Spojrzałem za Jordan i zobaczyłem
Rzeczy nie są takie, na jakie wyglądają.
Co masz z udawania, że niebezpieczeństwa nie są prawdziwe
Potulnie i posłusznie podążasz za przywódcą
Dobrze wydeptanymi korytarzami w kierunku stalowej doliny
Co za niespodzianka!
W twoich oczach śmiertelny wstrząs
Bo teraz widzisz rzeczy, jakimi są naprawdę
Nie, to nie jest zły sen
PAN JEST MOIM PASTERZEM, NIE BRAK MI NICZEGO
POZWALA MI LEŻEĆ NA ZIELONYCH PASTWISKACH
PROWADZI MNIE NAD WODY, GDZIE MOGĘ ODPOCZĄĆ
UWOLNIŁ MĄ DUSZĘ BŁYSZCZĄCYMI NOŻAMI
KAZAŁ MI WISIEĆ NA HAKACH NA WYSOKOŚCI
PRZEROBIŁ MNIE NA KOTLETY
SPÓJRZCIE. MA WIELKĄ MOC I WIELKI GŁÓD
GDY NADEJDZIE CZAS MY, NISKIE ISTOTY
POPRZEZ CICHE ZAMYŚLENIE I WIELKIE POŚWIĘCENIE
OPANUJEMY SZTUKĘ KARATE
POWSTANIEMY WIĘC
I WTEDY SPRAWIMY, ŻE W OCZACH KRETYNÓW POJAWIĄ SIĘ ŁZY
Gadając i becząc z wrzaskiem uderzam go w kark
Fala za falą obłąkanych mścicieli
Wesoło maszeruje z mroku dalej do snów
Czy słyszałeś nowinę?
Psy zdechły!
Lepiej zostań w domu
I rób, co ci każą
Zejdź z drogi, jeśli chcesz dożyć starości
Latające świnie (część druga)
Wiesz, że mnie obchodzi, co się z tobą dzieje
A ja wiem, że ty martwisz się o mnie
Więc nie czuję się samotny
Dźwigając ciężar
Bo znalazłem bezpieczne miejsce
By zakopać swą kość
Każdy głupiec wie, że pies potrzebuje domu
Schronienia od latających świń
Tłumaczył: Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl> |